W listopadzie ubiegłego roku, a więc 10 miesięcy temu Marek Krześnicki zapowiadał, że rolników czekają ciężkie czasy. Nie chodzi jednak o susze czy powodzie, a nietykalność przed komornikami. To efekt rozporządzenia, które wyłącza spod egzekucji niemal każdy składnik majątku rolnika. W ostatecznym rozrachunku nikt nie chce udzielać im kredytów.

Rolnicy to taka grupa zawodowa, której zawsze wiatr wieje w oczy. Jak jest susza, to protestują, że jest susza i mają straty. Jak jest urodzaj, to protestują, że ceny w skupach są za niskie i w efekcie ponoszą straty. Co roku domagają się interwencyjnych skupów, przeróżnych gwarancji czy wyższych dopłat. Jak na ironię, gdy obecna władza postanowiła im zrobić dobrze jak żadna poprzednia, znowu zbierają się nad nimi czarne chmury. Tak właśnie jest, kiedy kiłę leczy się rtęcią.

Rozporządzenie w sprawie określenia przedmiotów należących do rolnika prowadzącego gospodarstwo, które nie podlegają egzekucji sądowej

Związek Banków Polskich protestuje przeciwko rozporządzeniu, które weszło w życie miesiąc temu. W jego myśl niemal żaden składnik majątku należący do rolnika, który jest dłużnikiem, nie może być przedmiotem egzekucji. Lubimy kibicować tym słabszym, a wydaje się, że to właśnie rolnicy są tymi słabszymi. Nic bardziej mylnego. Dzięki temu, że rolnicy są w zasadzie nietykalni, żaden bank nie chce udzielać im kredytów. Te są jednak im niezbędne do prowadzenia działalności gospodarczej. Nie dajcie sobie wmówić, że rolnicy ledwo wiążą koniec z końcem. Być może tak było w latach 90-tych, kiedy kapitał polityczny zbijał na nich chociażby Andrzej Lepper. Wszystko zmieniło się wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej, co zapoczątkowało strumień pieniędzy wprost do kieszeni rolników.

Wystarczy spojrzeć na ceny maszyn rolniczych, aby szybko zorientować się jakimi pieniędzmi obraca się w tej branży. Koszt nowego ciągnika to kilkadziesiąt, o ile nie kilkaset tysięcy złotych. Nic dziwnego, że kupno takiego urządzenia wymaga kredytu. Te wiążą się z zabezpieczeniami, których wymagają banki. Gdy szary Kowalski bierze kredyt na zakup mieszkania, tym zabezpieczeniem jest ustanowienie hipoteki na rzecz banku. W przypadku rolników najczęstszym zabezpieczeniem są zarówno grunty rolne, jak i maszyny rolnicze. Nie ma w tym nic dziwnego – przecież to są najbardziej wartościowe składniki ich majątku. Aby jednak takie zabezpieczenie miało sens to w prawie musi być przewidziana możliwość przeprowadzenia z niego egzekucji, a więc zajęcia takiego majątku przez komornika, a następnie ich sprzedaż w drodze określonych procedur. Skoro w naszym prawie nie można zająć ani tym bardziej sprzedać majątku rolnika, banki nie mają de facto żadnego zabezpieczenia. Brak zabezpieczenia równa się brak kredytu. Brak kredytu równa się brak inwestycji. Brak inwestycji równa się brak zysków. Tłumaczyć dalej?

Banki nie chcą oddawać swoich pieniędzy za darmo

Związek Banków Polskich zwrócił się do Ministerstwa Sprawiedliwości z wnioskiem o dokonanie zmian w prawie.

Znaczna liczba rolników zostanie pozbawiona dostępu do finansowania działalności, ponieważ nie będzie w stanie przedstawić wystarczającego zabezpieczenia wierzytelności kredytodawcy. Wprowadzenie powyższych regulacji spowoduje zahamowanie inwestycji w rolnictwie, spowolnienie wzrostu gospodarczego w tym obszarze, a w dalszej perspektywie spowoduje załamanie finansowania działalności gospodarstw rolnych, co może doprowadzić do znacznego osłabienia akcji kredytowej dla całego sektora. Wyłączenie de facto majątku, który może być potencjalnie przedmiotem zabezpieczenia prawnego udzielanych kredytów uniemożliwi bankowi podjęcie pozytywnej decyzji w zakresie rozpatrywanego wniosku kredytowego.

Nic dziwnego, że banki protestują. Udzielenie kredytu w takich okolicznościach bez żadnego zabezpieczenia to w zasadzie nie pożyczka, a darowizna. W biznesie tak już jest, że panie kierowniku, ja wszystko oddam, przysięgam to zdecydowanie za mało.

Mają całkowitą rację. Jeśli nie prawo się nie zmieni, to rolnicy będą mogli obracać tylko i wyłącznie gotówką. Niestety – to nie te czasy. No, ale skoro władza wie lepiej, to niech władza sama rozdaje kredyty.