W 2020 roku umarło prawie półmilionowe miasto. Liczba zgonów nie była tak wysoka od prawie 70 lat

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (18) 31.01.2021
W 2020 roku umarło prawie półmilionowe miasto. Liczba zgonów nie była tak wysoka od prawie 70 lat

Justyna Bieniek

Wiele mediów w ostatnim miesiącu złowieszczo grzmiało o rekordowej liczbie zgonów w Polsce w 2020 roku. Czy rok pandemii faktycznie tak tragicznie wpłyną na liczebność naszego społeczeństwa? Łatwo sprawdzić – GUS opublikował statystyki.

Liczba zgonów w Polsce w 2020 roku

Zgony w 2020 roku to dość nośny temat. Nie da się ukryć, że panująca pandemia wpłynęła na liczbę zgonów czy to bezpośrednio, czy pośrednio. Do tej pory z powodu koronawirusa w Polsce zmarło 34 908 i jest to tylko ułamek różnicy w liczbie zgonów w stosunku do roku poprzedniego. Zgodnie z danymi GUS w 2020 roku zmarło w sumie 484 021 osób. Dla porównania w 2019 roku było to 407 624 osób. Różnica dość spora.

Alarmującą sytuację pokazywały już częściowe statystyki w listopadzie. Zgony w listopadzie 2020 podniosły grozę pandemii. Nie powinny też dziwić, to właśnie wtedy przypadało jej apogeum, na wierzch wychodziły również zaniedbania systemowe oraz trwające od miesięcy odmawianie pomocy medycznej przewlekle chorym Polakom.

Przyglądając się poszczególnym tygodniom 2020 roku widać wyraźnie, że przez pierwszą połowę roku liczba zgonów utrzymywała się na poziomie podobnym do lat ubiegłych. Oscylowała w granicach 7 – 8 tys. Dopiero druga połowa, a właściwie ostatni kwartał roku przyniósł znaczący wzrost. Od ostatniego tygodnia września obserwowaliśmy stopniowy wzrost liczby zgonów. Od ponad 9 tys. pod koniec września, przez kolejno ponad 10, 12, 14 i 16 tysięcy w kolejnych tygodniach października. To właśnie w ostatnim tygodniu października zmarło najwięcej osób – 16 222. Listopad utrzymywał się na podobnie wysokim poziomie. W pierwszym tygodniu zmarło 15 620 osób, w drugim i trzecim 14 813 i 13 593. Ostatni tydzień przyniósł 12 835 zgonów. Sytuacja nie poprawiła się w grudniu, liczba zgonów utrzymywała się w okolicach 11 tysięcy.

Zgony w 2020 roku – gdzie było ich najwięcej

Z opublikowanych statystyk wyraźnie wynika również, że zwiększyła się różnica w ilości zgonów pomiędzy kobietami i mężczyznami. W 2020 zmarło znacznie więcej mężczyzn 253 293, kobiet o blisko 20 tys. mniej – 230 728. Dla porównania w 2019 roku różnica ta wynosiła 12 620 – umarło 210 122 mężczyzn i 197 502 kobiet.

 Najwięcej osób zmarło w województwie mazowieckim – 68 530 osób. Najmniej w lubuskim – 12 823. Oczywiście porównywanie tych liczb jest czysto teoretycznie, bo liczba zgonów przekłada się na ogólną liczbę mieszkańców. 

Najbardziej obrazowym sposobem przedstawienia zgonów jest przeliczenie ich na 1000 mieszkańców. Tu również statystyka nie nastraja pozytywnie. O ile w latach poprzednich liczba ta wynosiła około 10 zgonów na 1000 mieszkańców, o tyle w ubiegłym roku wzrosła do prawie 13 – dokładnie 12,7.

Czy na skutek pandemii umiera więcej Polaków?

Pewnie tak, jak ja spodziewaliście się, że statystyki nie będą optymistyczne. Chyba każdy z nas zatknął się, w mniejszym lub większym stopniu, z utrudnionym lub ograniczonym dostępem do pomocy medycznej. Obecnie do normalnej działalności wróciły tylko prywatne gabinety lekarskie. Z oczywistych względów. Zamknięcie gabinetu oznacza brak dochodu. Państwowa służba zdrowia nadal skupia się na leczeniu koronawirusa, inne choroby muszą poczekać. Niestety w wielu przypadkach jest to niemożliwe, czego efekty można zobaczyć w statystykach i docierających opowieściach. Jeżeli kogoś nie stać na prywatne leczenie, pozostaje mu cierpliwość. Śmiech przez łzy. Oczywiście za taki stan rzeczy nie ponoszą winy lekarze, ale system. Życie nie zachorowało na koronawirusa i toczy się dalej. O czym mam wrażenie, klasa rządząca zdaje się zapominać.

18 odpowiedzi na “W 2020 roku umarło prawie półmilionowe miasto. Liczba zgonów nie była tak wysoka od prawie 70 lat”

  1. Jak dalej na karetkę będziemy czekać pół dnia to będzie jeszcze więcej. Leczmy wszystkie choroby, a nie tylko grypę…

    • Jak tylko zrozumiesz że COVID to tylko choroba, która w większości ma objawy grypopodobne, a nie grypa, to wtedy pogadamy.
      Bo do tej pory wytłumaczenie, że system (już do tej pory średnio) działający dla np. 100 tys. pacjentów będzie miał (jeszcze większe) problemy z obsłużeniem każdego, jeśli wepchamy do niego 120 tys. pacjentów, nie będzie możliwe, zwłaszcza jak wąskim gardłem jest ilość specjalistów (ciężko naprawialna w szybkim czasie), ilość szpitali (łatwiej naprawialna) i generator niekoniecznie mądrych pomysłów rządu (nienaprawialny).

      • Abstrahując od nazwy grupa czy nie grypa – pytanie pierwsze – przeszedłeś zakażenie czy jesteś teoretykiem?
        Pytanie drugie – jeśli absolutnie przytłaczająca większość przechodzi ją bezobjawowo czy też skąpo objawowo a realna śmiertelność oscyluje poniżej procenta, to na jakiej podstawie traktujesz ja jako zagrożenie?
        Na jakiej podstawie twierdzisz nie wprost „że tych ludzi można było uratować”?
        Patrz, ja akurat wczoraj rozmawiałem z klientką która okazała się być …. chirurgiem. Nie twierdzę, że jest miarodajna, niemniej użyła określenia „to sezonowa grypa”. Być może nacisk w tym zdaniu należy położyć na sezonowa, niemniej jednak to powiedziała, jak i że do nich na oddział „paszport” po przechorowaniu to maksymalnie 12 tygodni. Co teraz? Co zrobisz kiedy się okaże iż szczepionka, która da nienaturalne, nadnaturalne moce przestanie działać po 3 lub 8 miesiącach? Przede wszystkim co dasz od siebie, a nie kosztem innych? W teorii wszystko jest gładkie, w praktyce jak to mówi powiedzenie – ci którzy mówią, że matematyka jest trudna nie wiedzą jak skomplikowane potrafi być życie.
        Oczywiście masz wirtualnego minusa ode mnie za emocjonalny, całkowicie nie merytoryczny komentarz tym razem.

        • Dowód anegdotyczny to żaden dowód, a jedna osoba to żadna statystyka. Opieranie się na opiniach wnioskując z nich statystyki leży zaś blisko wciskania kitu, a stąd jeszcze bliżej do bzdur opowiadanych przez rząd. Chcesz by cię porównywano z tymi baranami? To nie pisz banialuk…

          • W takim razie zróbmy test. Jest to test na bycie koronawiariatem, koronahisterykiem, wykrywa ogólnie szerokie spektrum koronaszajby, test na to czy szklanka jest w 99% czy w 99% pusta. Zajmuje około minuty, zrobić go może każdy, wynik jest natychmiastowy, nie trzeba czekać.
            Otóż wyobraźmy sobie iż świat opanowała straszliwa pandemia. Dla niepoznaki nazwijmy ją „Covid-19”. Śmiertelność jest przerażająca, stosy trupów piętrzą się na ulicach. Zmarła babcia Irenka, ciocia Halinka, co gorsza, o zgrozo, na granicy życia i śmierci jest także wujek Janusz. Do tej pory dzielnie pokrzykujący po 7 Harnasiach w czasie WIadomości „Dawaj k*wa Jarek, powieś tego Budkę za lewe jajco, a co!” / dzielnie pokrzykujący w czasie Faktów TVN „Dawaj Borys k*wa, j*bać Kaczora dyktatora!” (w czasie wykonywania testu proszę skreślić). No po prostu koniec świata. Tragedia.
            No więc nagle na białym koniu pojawia się szczepionka. Jest ona niesamowita, wspaniała, cudowna. Po zaszczepieniu okazuje się iż działa tak doskonale, że przytłaczająca większość przechodzi chorobę nawet o tym nie wiedząc. Część ma bardzo skąpe objawy, nie wymagające hospitalizacji, przechorowuje w domu, minimalny procent rafia do szpitala, poniżej jednego procenta umiera a i to nie jest pewne czy w istocie po szczepionce.
            Czy skuteczność szczepionki w walce z pandemią i jej skutki uboczne zostałaby uznana zostałaby za fantastyczną czy przeciwnie?

          • Wiesz co takie brednie piszesz ze nikt nawet tego nie czyta, twoja pokrętna logika jest do dupy

          • Przepraszam za małe powtórzenia i zachęcam (wszystkich) do podzielenia się wynikiem testu.

  2. „W 2020 roku umarło prawie półmilionowe miasto. Liczba zgonów nie była tak wysoka od prawie 70 lat”
    Czy autorka tego artykułu choć przez chwilę pomyślała zanim go napisała. Wystarczyło wejść do danych GUS i uświadomić sobie, że np. w 2019 roku zmarło z różnych przyczyn 432 000 osób. W poprzednich latach było podobnie.
    A jednak autorka, gdzieś tam grzebała, grzebała, ale nie do końca wygrzebała. Sorry, ale nie czytałem tych bzdur z powodu tego tytułu „W 2020 roku umarło prawie półmilionowe miasto. Liczba zgonów nie była tak wysoka od prawie 70 lat”, który jak mniemam ma przyciągać swoją tragicznością ;-) – półmilionowe miasto, od 70 lat. O matko Boska apokalipsa. Ludzie umierali, umierają i będą umierać.
    Ingerencja w przyrodę kiedyś odbije się czkawką. Ratowanie ludzi za wszelką cenę. Nie mam naturalnej selekcji, która była od początku istnienia życia na planecie. Złe geny są przekazywane na kolejne pokolenia. Ludzi będzie przybywać, chorób będzie przybywać, frustracji będzie jeszcze więcej, aż w końcu to wszystko peilodnie i wtedy będzie zdziwienie dlaczego ;-).
    Gdyby ktoś nie zrozumiał. Ziemia istnieje tylko dlatego, że ludzie umierają, ale jak widzę coraz trudniej się z tym pogodzić.

    • Akurat „śmierć półmilionowego miasta” to jest bullshit którego mało, ale jeśli weźmiemy do rąk kalkulator, to się okaże, że z tych 486200 śmierci, poza ok. 29 tys. śmierci ze względu na COVID na 1 stycznia 2021 r. jest jeszcze ok. 45 tys. osób, które umarły dodatkowo a nie chorowały na COVID, z tego co wiemy + urodzeń też w tym roku mamy mniej niż w zeszłym roku, bo 357400.
      Samo umieranie problemem nigdy nie było – to jest właściwe dla każdej istoty żywej. Ale nadmierne ilości, połączone z głęboko ujemnym saldem przyrostu ludności, problemem jest.

      Ingerencja w przyrodę kiedyś odbije się czkawką. Ratowanie ludzi za wszelką cenę. Nie mam naturalnej selekcji, która była od początku istnienia życia na planecie.

      Eugenika to nie jest krok w dobrą stronę, z kolei zmartwienie że będzie coś, co było dobrze ukazane w Idiokracji jest do uniknięcia bez selekcji naturalnej, ale tylko jeśli będziemy ciężko pracować nad własnym wykształceniem.
      Poza tym genetyka jest na takim poziomie, że nawet Chińczycy zmienili DNA pewnej zygoty, ale za to prowadzący badanie poszedł do więzienia. Więc zrobić się to jak najbardziej da, jak tylko przezwyciężymy pewne opory moralne (głównie na płaszczyźnie religijnej).

      Złe geny są przekazywane na kolejne pokolenia. Ludzi będzie przybywać, chorób będzie przybywać, frustracji będzie jeszcze więcej, aż w końcu to wszystko peilodnie i wtedy będzie zdziwienie dlaczego ;-).

      Bez przesady. Bez medycyny głupich ani chorych też by nie brakowało i mogliby nadal przekazywać swoje geny. Co więcej, wówczas płodzonoby więcej dzieci, co było widać w okresie aż do końca XIX-początku XX wieku, więc potencjalnie więcej osób podczas swojego krótszego życia mogłoby przekazywać swoje niekoniecznie dobre geny; elity zaś prawie w ogóle bez obaw mogłyby to robić, choć niekoniecznie byłyby lepiej przystosowane, gdyby ich zamienić na chłopów. Nie podzielam w każdym razie takich obaw.

      • Tak, lubię Cię za to, że jesteś z pewną tu grupą Tobie podobnie myślących pięknoduchem, który chciałby ochronić wszystkich przed złem tego świata. Nawet tych którzy rękę do tego zła przyłożyli. Niestety dla Ciebie ta gasząca życie nie będzie się Was pytać o zdanie. patrzeć na stan konta, wpływy, pozycję, czy płaczącą rodzinę.
        Twoje podejście jest tyleż naiwne co słodkie, jesteś w klasie w której jesteś, wkrótce odbędzie się promocja do kolejnych, Wasze specyficzne podejście do śmierci jest dokładnie opisane w ekstremalnie trudnym traktacie „Jogasutry”, rozdział II sura 9, nie ma w tym (podejściu) nic złego jest ono na swój sposób naturalne.
        Bądź spokojny, zobaczysz takie przerzedzenie, przy którym śmiertelność poniżej 1% uznasz za kamyczek będący częścią góry, zaufaj mi.

  3. Zobaczymy jakie będą statystyki za styczeń, bo sytuacja w szpitalach chyba nie jest już tak tragiczna – od szczytu na początku roku zwolniło się prawie 4 tysiące łóżek i 300 respiratorów. Media też jakoś przestały pisać o ludziach umierających w karetkach – a może po prostu temat znudził się czytelnikom.

  4. „W 2020 roku umarło prawie półmilionowe miasto. Liczba zgonów nie była tak wysoka od prawie 70 lat”.
    Co gorsza liczba urodzin też leci na łeb na szyję. O ile przez pierwsze półtora roku po wprowadzeniu 500+ liczba urodzin rosła, to w następnych miesiącach spadała. Nie pomogło wprowadzenie świadczeń na pierwsze dziecko, nie pomogła pandemia – w sumie ludzie może i byli zamknięci w domach, ale niepewność sytuacji w dzietności nie pomaga, a teraz PiS dołożył kwestię z ograniczeniem aborcji, co wpłynie na decyzje kobiet dotyczące urodzenia dziecka. Przy takim scenariuszu nietrudno sobie wyobrazić, że Polska będzie się wyludniać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *