Powinno się pracować dla idei, nie dla pieniędzy – twierdzi Martyna Wojciechowska, uboga podróżniczka

Gorące tematy Praca dołącz do dyskusji (438) 13.09.2018
Powinno się pracować dla idei, nie dla pieniędzy – twierdzi Martyna Wojciechowska, uboga podróżniczka

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Praca dla idei jest ważniejsza niż ta, za którą stoją korzyści materialne. Takimi mądrościami dzieli się z nami Martyna Wojciechowska. Poza tym, jej zdaniem, millenialsi są – a jakże – roszczeniowi oraz nie umieją pracować w zespole.

Bardzo jest mi miło, kiedy tuzy polskiego szołbizu wypowiadają się na temat rynku pracy. Mogę wtedy obejrzeć za darmo coś w rodzaju National Geographic. Niemal słyszę w głowie głos Krystyny Czubówny, która w tym odcinku mówi „Martyna Wojciechowska w swoim naturalnym środowisku porusza się dostojnie i z godnością, ale coś burzy jej uwagę. To millenialsi, którzy otwierają paszcze, żeby się najeść prosto z jej legowiska”. Czy coś w tym rodzaju. Martyna Wojciechowska z subtelnością tarana oznajmiła, że jest rozczarowana obecnym rynkiem pracy. Z jednej strony świetne kwalifikacje, dobre CV, z drugiej strony roszczeniowe pokolenie, które nie umie się zaadaptować i nie potrafi pracować zespołowo. Chociaż jest fajne, bo rozdziela grubą kreską pracę i życie prywatne.

Martyna Wojciechowska w wywiadzie dla darmowej gazety „Głos Mordoru” konkluduje z zaskakującą szczerością, że najważniejsze pytanie, jakie powinni sobie zadać jej pracownicy to „dlaczego chcę pracować z Martyną?”. To właśnie pytanie „dlaczego?”, ale nie „co?” lub „jak” jest dla niej tak istotne przy współpracy. Przy pytaniu „dlaczego?” Martyna powołuje się zresztą na Simona Sinka, który uważał je za bardzo istotne. Próżno wam go jednak googlować jako doktora psychologii, filozofa czy retora. Simon Sinek jest mówcą motywacyjnym. Każdy ma takie autorytety, jakie ma (moim jest Aleksander Macedoński, który głupich pytań nie zadawał).

A potem, jakby z niczego, oznajmia, że pieniądze nie są najważniejsze. I że trzeba pracować dla idei, tak jak ona.

Martyna Wojciechowska millenialsi

Przyznam, że dawno nie widziałam takiego popisu szczerości. Martynie Wojciechowskiej, która przygarnia rocznie osierocone miliony złotych, wyobrażenie sobie, że ktoś może chcieć pracować dla pieniędzy jest chyba skandaliczna. Żeby nie być gołosłownym, przytaczam pełen cytat:

Ja zawsze pracuję dla idei, nie dla produktu, zawsze z misją. Często realizuję projekty, z których nie czerpię korzyści finansowych – patrz choćby filmy dokumentalne. Z ich produkcją nie wiąże się żadne wynagrodzenie,nie ma premii, regulowanego czasu pracy. A kiedy materialny zysk nie stoi na pierwszym miejscu, gdy pieniądze i stabilna praca nie mogą być kluczową motywacją, wówczas bez wewnętrznej determinacji wiele się nie zdziała. Dlatego tak ważne jest to „why?” u wszystkich ludzi, z którymi pracuję.

Gdybym zarabiała tyle co Martyna Wojciechowska, pewnie też byłoby mnie stać „pracować dla idei”. Ale ja jestem roszczeniowym millenialsem, który chciałby mieć co do garnka włożyć zanim wyruszy dla idei w świat.

Co więcej, nasza gwiazdka podróżnicza nie rozumie też, kiedy ludzie odmawiają jej uczestnictwa w jakimś projekcie, bo wolą osiem godzin przesiedzieć w pracy, wrócić do domu i zapomnieć. Martynę Wojciechowską z kolei przepełnia idea i pozytywna energia. Niech ma tyle pieniędzy, ile chce, zarobiła na nie, ale niech nie patrzy z góry na tych, którzy chcą zarobić swoje.

Oczywiście, podróżniczka podsumowuje wszystko słowami, że stara się nie ulegać słabościom i nie powtarzać sobie, że jest „za stara, za młoda, za biedna, etc.” Bardzo mnie to wyznanie pocieszyło.

Myślę, że Martyna Wojciechowska może spokojnie dołączyć do Dominiki Kulczyk w kategorii „znawcy życia”.