Narodowa kwarantanna jednak nie oznacza pełnego lockdownu? Zaskakująca wypowiedź szefa kancelarii premiera

Codzienne Zdrowie dołącz do dyskusji (242) 09.11.2020
Narodowa kwarantanna jednak nie oznacza pełnego lockdownu? Zaskakująca wypowiedź szefa kancelarii premiera

Edyta Wara-Wąsowska

Narodowa kwarantanna (jeśli w ogóle zostanie wprowadzona) nie będzie pełnym lockdownem? Szef KPRM stwierdził dziś, że… nikt o tym nie mówił. Na czym w takim razie mogłaby polegać?

Narodowa kwarantanna nie będzie pełnym lockdownem – tak by wynikało z wypowiedzi szefa KPRM

Na ostatniej konferencji prasowej na temat nowych obostrzeń premier przyznawał, że kolejnym krokiem ma być już tylko „narodowa kwarantanna„. Niemal wszyscy byli przekonani, że chodzi o nowy lockdown – tylko pod inną nazwą. Na podstawie wypowiedzi członków rządu i jego rzecznika można było wywnioskować, że wprowadzone zostaną m.in. radykalne ograniczenia w przemieszczaniu się. Rzecznik rządu zasugerował też, że Polska może wzorować się na rozwiązaniach wprowadzonych m.in. we Francji czy w Wielkiej Brytanii. W obu krajach trwa właśnie lockdown.

Okazuje się jednak, że narodowa kwarantanna może – wbrew pozorom – nie być pełnym lockdownem. Jak dziś stwierdził szef KPRM Michał Dworczyk, „nikt nie mówił o pełnym lockdownie”. Dodał również, że „mówimy o dalszych obostrzeniach, o tej kwarantannie narodowej, o której wspomniał pan premier, ale to nie jest związane z wyłączeniem całej gospodarki”. Taka wypowiedź padła w telewizji wPolsce.pl. Oprócz tego szef KPRM wyraził nadzieję, że „będzie tak jak do tej pory”, jeśli chodzi o „kurs środka”.

Jeśli nie pełny lockdown, to co właściwie?

Wypowiedź szefa KPRM może wywoływać pewne zaskoczenie. Bo jeżeli narodowa kwarantanna nie będzie lockdownem, to… czym właściwie? Po pierwsze – bardzo prawdopodobne jest to, że rząd jeszcze sam nie wie, na czym miałaby polegać. Niemal na pewno nadal rozważane są różne scenariusze, opracowywane na bieżąco także na podstawie rozwiązań przyjętych w innych krajach. Na przykład dzisiaj Viktor Orban zapowiedział dalsze obostrzenia na Węgrzech. Jedną z restrykcji ma być zamykanie sklepów, punktów usługowych i salonów fryzjerskich o godz. 21. Co ciekawe, zamknięte zostaną teatry, kluby fitness, gastronomia będzie mogła przygotowywać posiłki jedynie na wynos, a hotele – przyjmować wyłącznie osoby podróżujące w celach służbowych. Widać tu dużą inspirację polskimi rozwiązaniami. Jeśli z kolei to nasz rząd zdecyduje się skorzystać z doświadczeń węgierskich, musiałby wprowadzić np. godzinę policyjną.

Ostatecznie może skończyć się zatem tak, że „narodowa kwarantanna” teoretycznie będzie miała ograniczyć przemieszczanie się, ale w praktyce większość firm i zakładów nadal będzie otwarta (chociaż np. z narzuconymi ograniczeniami czasowymi lub przy zachowaniu podwyższonego rygoru sanitarnego).

Na razie nie wiadomo, kiedy ze strony rządu padną konkretne deklaracje. Teoretycznie – jeśli wskaźniki nie wyhamują – narodowa kwarantanna mogłaby zostać wprowadzona jeszcze w tym lub w następnym tygodniu. Rzecznik rządu stwierdził jednak dzisiaj, że jest szansa, by w ogóle jej uniknąć – najwidoczniej rządzący wciąż łudzą się, że wprowadzone wcześniej losowe obostrzenia przyniosą efekt.