Celebrytka kontra Pudelek – ważny wyrok dla internetowych „śmieszków”

Gorące tematy Na wesoło Technologie Zbrodnia i kara 23.08.2017
Celebrytka kontra Pudelek – ważny wyrok dla internetowych „śmieszków”

Udostępnij

Marek Krześnicki

Znana restauratorka, program telewizyjny i… 170 krzaczków konopi indyjskich. To kluczowe elementy artykułu na portalu plotkarskim, który tak zirytował bohaterkę artykułu panią M. G., że ta skierowała pozew o naruszenie dóbr osobistych.

M. G. (możemy się tylko domyślać, kogo sąd miał na myśli, nazywając ją „znaną restauratorką, osobą publiczną, budzącą zainteresowanie mediów i opinii publicznej. Powódka występuje również w telewizji (…)” prowadzi w telewizji program, w którym pomaga borykającym się z różnymi problemami właścicielom restauracji. Jest jedzenie, są emocje, ale na pierwszym planie są ludzkie dramaty (okazjonalnie wzbogacone o szczypty przypraw marki Pry… po prostu przypraw). Takie proporcje nie są oczywiście przypadkowe: to telewizja, więc zamiast szczegółowych przepisów i nudnych prelekcji o wpływie jakości obsługi klienta na wzrost obrotów lokalu gastronomicznego mamy show.

Formuła programu wymaga zatem odpowiedniej osobowości prowadzącego – czyli, mówiąc krótko, odpowiednika Gordona Ramsaya. M. G. taką osobowość z pewnością ma, o czym świadczy i jej charakterystyczna twórczość na Facebooku, jak i jej zachowanie w trakcie kręcenie programu (z rzucaniem, a raczej – zrzucaniem – talerzy na podłogę). Jak zresztą zauważył Sąd Okręgowy w Warszawie:

Program budzi duże zainteresowanie, jak również kontrowersje. Jedną z przyczyn tego zjawiska jest zachowanie prowadzącej, która jest osobowością barwną, potrafiącą rzucać naczyniami, niejednokrotnie w odcinkach biorącą udział w sporach z personelem restauracji, a także używającą języka wulgarnego. Z powyższych powodów powódka stanowi również obiekt zainteresowania mediów, dla których jest atrakcyjnym tematem.

Celebrytka kontra portal portal: sąd staje po stronie wolności słowa (ale nie tak do końca)

Bycie „atrakcyjnym tematem” oznacza w praktyce częstą obecność na portalach plotkarskich. M. G. była m. in. bohaterką artykułu, w którym opisywano sytuację, jaka nastąpiła po wizycie pani G. w jednej z restauracji. Otóż, po dłuższym czasie od wizyty ekipy telewizyjnej w restauracji funkcjonariusze CBŚ odkryli tam… 170 krzaków konopi indyjskich. Co ważne, jak się okazuje, wcale właścicielom lokalu nie chodziło o znalezienie zastępstwa dla bazylii czy mięty, a o zwyczajną działalność przestępczą. Kombinacja „M. G. + narkotyki” okazała się być znakomitym pretekstem do napisania artykułu – a raczej, wielu artykułów, bo za pierwszym tekstem poszły inne publikacje w innych portalach. W przeciwieństwie do opisywanego tekstu, w tych dalszych tekstach już wprost, bez kozery, łączono wizytę pani G. z produkcją nielegalnych środków odurzających (np. „M. G. została wplątana w aferę narkotykową”).

W każdym razie, M. G. poczuła się (być może słusznie) oburzona publikacją na swój temat, choć najmocniejsze słowa dotyczące celebrytki, jakie w nim padły, to takie: „Najwyraźniej „rewolucja” nie pomogła i W. postanowił zająć się bardziej dochodowym biznesem„. Oczywiście, cały tekst był opatrzony kilkoma, niezbyt zresztą fortunnie dobranymi, zdjęciami restauratorki. Sąd Okręgowy w Warszawie, rozpatrujący powództwo o naruszenie dóbr osobistych (powódka domagała się m.in. 25 000 zł zadośćuczynienia), nie uznał jednak roszczeń M. G. za zasadne – i powództwo oddalił, obciążając celebrytkę kosztami postępowania. Stanowisko to podtrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. I ACa 132/16)

Naruszenie dóbr osobistych celebryty?

Najważniejszą przesłanką, jaką kierowały się oba sądy niestające po stronie restauratorki, była ocena, czy artykuł zawiera nieprawdziwe informacje (oceniane w kategoriach prawda-fałsz). Analiza treści tekstu doprowadziła do wniosku, że w artykule nie padły żadne nieprawdziwe informacje. Nie jest natomiast właściwy zarzut stojący u podstaw powództwa, że naruszenie dóbr osobistych nastąpiło poprzez zestawienie dwóch prawdziwych informacji (nagrywanie programu w restauracji oraz znalezienie w tej restauracji plantacji marihuany). Oba sądy uznały, że choć oczywiste jest, że połączenie tych dwóch faktów ma na celu wyłącznie zwiększenie zainteresowanie czytelników tekstem, to samo w sobie nie jest to naganne, a przede wszystkim – nie jest nielegalne.

Co więcej, sędziowie zwrócili uwagę na fakt, że nawet sami czytelnicy tekstu zauważyli (co potwierdzające komentarze pod treścią artykułu), że oba zdarzenia nie stanowią ciągu przyczynowo-skutkowego. To istotna informacja, ponieważ:

przy ocenie, czy nastąpiło naruszenie dóbr osobistych w doktrynie i orzecznictwie zdecydowanie przeważa stanowisko przyjmujące, że należy uwzględnić także punkt widzenia określonej społeczności, zwłaszcza zaś jej rozsądnie myślących przedstawicieli.

Reasumując, w internecie lepiej pisać prawdę. Ona sama się obroni, ewentualnie z pomocą przyjdą sędziowie.