1. Bezprawnik -
  2. Edukacja -
  3. Uczciwi uczniowie zaczynają przegrywać. „Cwani" z ChatGPT w kieszeni dostają lepsze oceny mniejszym wysiłkiem

Uczciwi uczniowie zaczynają przegrywać. „Cwani" z ChatGPT w kieszeni dostają lepsze oceny mniejszym wysiłkiem

Ocena ze sprawdzianu powinna przynajmniej w teorii pokazywać, kto opanował materiał, a kto niekoniecznie. Problem w tym, że coraz częściej pokazuje coś zupełnie innego: kto lepiej umie korzystać z nowoczesnych technologii. I to demotywuje uczniów, którzy kiedyś naprawdę uczciwie się uczyli.

Joanna Świba13.05.2026 7:10
Edukacja

Sprawdzian przestaje mierzyć wiedzę

Dobrze pokazuje to sytuacja uczennicy siódmej klasy, która oznajmiła w domu, że nie ma zamiaru się uczyć. Nie dlatego, że nie rozumie materiału albo nagle uznała, że szkoła nie ma znaczenia. Powód był znacznie bardziej konkretny: jej zdaniem to ona, jako jedna z nielicznych, rzeczywiście przygotowuje się do sprawdzianów, podczas gdy inni uczniowie korzystają z pomocy sztucznej inteligencji. Efekt? Mają takie same oceny jak ona. Albo lepsze. Warto dodać, że ta sytuacja nie jest zmyślona — wydarzyła się naprawdę.

Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji można czuć się zwyczajnie pokrzywdzonym. Jeżeli dziecko poświęca czas, siedzi nad książkami, rezygnuje z odpoczynku, a potem widzi, że kolega lub koleżanka bez większego wysiłku dostaje podobną albo wyższą ocenę, motywacja zaczyna pękać. Zwłaszcza że w podstawówce czy szkole średniej oceny nadal mają znaczenie. Liczą się do średniej, wpływają na świadectwo, rekrutację, stypendia, a czasem zwyczajnie mile łechcą ambicję.

I nagle okazuje się, że ocena ze sprawdzianu niekoniecznie pokazuje, kto opanował materiał. Czasem pokazuje raczej, kto lepiej umie ominąć system. I to niestety problem. Na sprawdzianach zawsze się ściągało, były to jednak sytuacje marginalne. Dziś uczniowie „cwani” często demotywują i zniechęcają tych uczciwych. A to już naprawdę spory problem.

Nauczyciele widzą problem, ale często nie wiedzą, gdzie patrzeć

Nauczyciele oczywiście dostrzegają, że coś się dzieje. Widzą nagły wzrost wyników, podejrzanie podobne odpowiedzi, zbyt dojrzały język w pracach pisemnych albo uczniów, którzy nie potrafią wytłumaczyć własnego rozwiązania. Problem w tym, że samo dostrzeżenie zjawiska nie oznacza jeszcze, że łatwo je udowodnić.

Cyfrowa ściąga nie zostawia śladów

Sztuczna inteligencja nie zostawia takiego śladu jak klasyczna ściąga napisana na kartce. Nie zawsze widać ją w piórniku, pod ławką albo na dłoni. Czasem wystarczy telefon ukryty poza zasięgiem wzroku, smartwatch, komunikator, słuchawka, zrzut ekranu, aplikacja do rozpoznawania tekstu albo szybkie pytanie zadane narzędziu AI. I nagle sprawdzian przestaje być sprawdzianem wiedzy.

Problem jest tym większy tam, gdzie nauczyciele sami nie nadążają za technologią. Szczególnie dotyczy to osób w wieku przedemerytalnym, które przez lata świetnie radziły sobie z klasycznymi metodami ściągania, ale dziś mierzą się z czymś zupełnie innym. Kiedyś trzeba było znaleźć karteczkę. Dziś trzeba wiedzieć, że zegarek może być ekranem, telefon może działać niemal bezgłośnie, a odpowiedź może przyjść z zewnątrz szybciej, niż nauczyciel przejdzie między ławkami.

AI na potrzeby szkolnych sprawdzianów w zupełności wystarcza

Myślisz, że AI się myli, więc nie sprawdzi się w szkole? Mylisz się. Owszem, sztuczna inteligencja być może na obecnym etapie nie jest w stanie wymyślić lekarstwa na raka czy napisać pełnowartościowego pisma procesowego. Ale mówimy tu o sprawdzianach na poziomie szkoły podstawowej, gdzie najwyższym poziomem zaawansowania może być pytanie o sposób rozmnażania się pantofelka (oczywiście w dużym uproszczeniu). Co ciekawe, w niektórych obszarach sztuczna inteligencja sposobem na naukę matematyki staje się oficjalnym wsparciem szkół — tyle że tam działa w ramach systemu, a nie wbrew niemu.

Sztuczna inteligencja nie musi być genialna — wystarczy, że jest szybka. AI może podpowiadać odpowiedzi, streszczać teksty, rozwiązywać zadania, tłumaczyć polecenia, wskazywać schemat rozwiązania albo poprawiać gotową odpowiedź. Nie zawsze zrobi to idealnie. Ale na sprawdzianie często nie trzeba ideału. Wystarczy wynik lepszy niż własna pustka w głowie.

Kreatywność ściągających nie zna granic

W praktyce sposoby są różne. Uczniowie mogą przepisywać polecenia do chatbota, robić zdjęcia zadań i prosić narzędzie o rozwiązanie, korzystać z aplikacji rozpoznających tekst, komunikować się z osobami poza salą albo używać urządzeń, które dla nauczyciela wyglądają niewinnie. Nie chodzi o to, by podawać instrukcję obsługi szkolnego oszustwa. Wystarczy powiedzieć jedno: dzisiejsze ściąganie nie musi już przypominać kartki schowanej pod sprawdzianem.

Bywa też znacznie bardziej kreatywne. W Turcji opisano przypadek studenta, który podczas egzaminu miał korzystać z ukrytej kamery połączonej z oprogramowaniem AI, a odpowiedzi miały trafiać do niego przez słuchawkę. To oczywiście przykład skrajny, ale dobrze pokazuje kierunek: technologia nie tylko pomaga pisać wypracowania w domu, ale może zostać wykorzystana także w czasie samego egzaminu.

Największym problemem nie jest sama technologia, tylko bezradność szkoły

Można oczywiście powiedzieć: zabrać telefony (choć nigdy nie ma gwarancji, że uczeń nie ma na taką ewentualność drugiego urządzenia), zakazać smartwatchy, sadzać uczniów dalej od siebie, robić więcej odpowiedzi ustnych. I pewnie w wielu przypadkach właśnie tak trzeba będzie robić. Tylko że to są rozwiązania punktowe. Sam zakaz używania smartfonów w szkołach niczego nie rozwiąże, jeśli szkoła nie odpowie sobie na trudniejsze pytanie: jak sprawdzać wiedzę w świecie, w którym dostęp do gotowej odpowiedzi mieści się w kieszeni?

Warto przy okazji pamiętać, że zabranie uczniowi smartfona bez podstawy prawnej może obrócić się przeciwko samemu nauczycielowi — więc nawet egzekwowanie zakazów ma swoje granice.

Stara szkoła kontra nowy świat

Bo jeżeli nauczyciel przygotowuje sprawdzian tak, jak przygotowywał go 15 lat temu, a uczniowie funkcjonują w świecie dzisiejszym, konflikt jest gotowy. Jedna strona pilnuje zasad z poprzedniej epoki, druga testuje granice nowych możliwości. I niestety często wygrywa ta druga. To szczególnie frustrujące dla uczniów uczciwych. Oni nie tylko dostają po głowie podwójnie, bo pracują więcej i wcale nie mają z tego lepszego wyniku. Dostają też sygnał, że system nie potrafi ich ochronić. A dziecko bardzo szybko wyciąga z tego prosty wniosek: skoro wszyscy kombinują i mają dobrze, to dlaczego ja mam się starać?

Nawiasem mówiąc, problem nie kończy się na szkole. Także w życiu zawodowym wspomaganie się AI w pracy wbrew zasadom potrafi skończyć się poważnymi konsekwencjami — z dyscyplinarką włącznie. Tyle że na sprawdzianie ucznia podstawówki nikt mu nie wypowie umowy. Najwyżej dostanie jedynkę. Jeśli w ogóle ktoś go przyłapie.

Za moich czasów też się kombinowało. Tylko technologia była inna

Ściąganie z użyciem nowych technologii nie jest niczym nowym. Już za moich studenckich czasów, czyli mniej więcej dekadę temu, podczas egzaminów modne było wkładanie słuchawki do ucha i poleganie na wiedzy osoby, która siedziała w domu. Taka osoba miała zapisywać pytania podawane przez prowadzącego i odpowiadać na nie na bieżąco. Ustalało się nawet specjalne kody. Chrząknięcie oznaczało: powtórz ostatnie zdanie. Kichnięcie: dyktuj wolniej. Brzmi absurdalnie? Owszem. Ale działało na tyle często, że nie było wyłącznie miejską legendą akademickich korytarzy.

Dziś technologia daje jeszcze więcej możliwości. Nie trzeba już mieć znajomego po drugiej stronie słuchawki. Wystarczy narzędzie, które w kilka sekund odpowie na pytanie, rozwiąże zadanie albo podpowie argument. Sytuacja przypomina trochę debatę, która toczy się równolegle wokół ocen — od dyskusji o tym, czy w ogóle potrzebny jest koniec prac domowych, po pytania, jak realnie weryfikować, co dziecko zrobiło samodzielnie. I właśnie dlatego problem jest poważniejszy niż w dawnych czasach, w których przecież też znano ściągi. Bo jeśli uczciwy uczeń zaczyna dochodzić do wniosku, że nauka przestała się opłacać, to szkoła ma problem znacznie większy niż kilka telefonów ukrytych pod ławką. Ma problem z sensem oceniania.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi