1. Bezprawnik -
  2. Zakupy -
  3. Uważaj na internetowe grupy sprzedażowe. Podejrzanych ofert przybywa jak na drożdżach

Uważaj na internetowe grupy sprzedażowe. Podejrzanych ofert przybywa jak na drożdżach

Ostatnio z ciekawości dołączyłam do kilku grup w mediach społecznościowych, w których użytkownicy dzielą się informacjami o aktualnych promocjach, wyprzedażach i okazjach. Pomijam już fakt, jak duże emocje potrafią budzić np. promocje w Rossmannie, zwłaszcza wśród osób, które nie zdążyły z nich skorzystać. Ciekawsze jest to, co dzieje się później. Grupy bardzo szybko zalewają oferty odsprzedaży produktów kupionych w promocji. Czasem to zwykłe łowienie okazji. Czasem jednak zaczyna pachnieć oszustwem.

Joanna Świba12.05.2026 6:59
Zakupy

Promocja się skończyła, zaczyna się handel

Jak działają grupy promocyjne w mediach społecznościowych? Mechanizm jest prosty. Pojawia się duża promocja, ktoś kupuje kilka sztuk popularnego produktu, a potem wystawia je w internecie. Cena jest zwykle wyższa niż promocyjna, ale nadal niższa niż regularna. Kupujący, który nie zdążył do sklepu, myśli więc: trudno, przepłacę kilka złotych, ale przynajmniej dostanę to, czego już nie ma na półce. I samo to nie jest jeszcze nielegalne, chociaż już w tym momencie pojawiają się liczne słowa krytyki.

Jeżeli ktoś kupił produkt legalnie, a potem chce go odsprzedać, to co do zasady może to zrobić. Można oczywiście dyskutować, czy masowe wykupywanie produktów promocyjnych tylko po to, żeby sprzedać je drożej na grupie, jest eleganckie. Ale rzekomy brak kultury zakupowej to jeszcze nie przestępstwo. Internet zna znacznie gorsze zjawiska niż kosmetyczni spekulanci z promocji. Problem zaczyna się wtedy, gdy oferta sprzedaży jest tylko przynętą.

„BLIK i kod nadania" powinno zapalić lampkę ostrzegawczą

Gdzie w tym wszystkim miejsce na oszustwo? Na takich grupach bardzo często pojawia się schemat: szybka sprzedaż, szybka płatność, szybka wysyłka. Sprzedający pisze, że wyśle paczkę, ale najpierw trzeba zrobić BLIK. Czasem pojawia się też hasło „BLIK i kod nadania", które brzmi niewinnie, bo przecież wiele osób korzysta z takich metod przy prywatnych transakcjach. Tyle że właśnie przy takich transakcjach ryzyko jest największe.

Płatność BLIK-iem między obcymi osobami z internetu jest wygodna przede wszystkim dla sprzedającego. Dla kupującego oznacza zwykle tyle, że pieniądze wychodzą natychmiast, a zabezpieczeń jest znacznie mniej niż przy zakupie przez platformę. Jeżeli po wysłaniu kodu kontakt się urwie, zostaje screen rozmowy, numer telefonu, czasem imię z profilu i poczucie, że człowiek dał się złapać na najstarszy internetowy numer w nowym opakowaniu.

Ostrzeżenia służb i nowe warianty wyłudzeń

Policja regularnie ostrzega przed oszustwami na BLIK, wskazując, żeby nie przekazywać kodów pochopnie i weryfikować, komu faktycznie przekazujemy pieniądze. CERT Polska również przypomina, że przy płatnościach trzeba sprawdzać komunikaty w aplikacji bankowej, w tym typ operacji i kwotę, bo to często ostatni moment, żeby zorientować się, że coś jest nie tak. Warto też wiedzieć, że istnieje również oszustwo na numer BLIK, w którym przestępcy wykorzystują przelewy „przez pomyłkę" do prania pieniędzy z wcześniejszych wyłudzeń.

Oczywiście trzeba uczciwie przyznać, że nie każda taka oferta to oszustwo. Niestety skala problemu jest na tyle duża, że śmiało można mówić o dużym ryzyku. Strata zwykle nie jest duża – to kilkadziesiąt złotych. Nie zmienia to jednak faktu, że nie tylko można czuć się oszukanym i rozgoryczonym, ale również trzeba przyznać, że padliśmy ofiarą przestępstwa.

„Uważajcie na tę panią" to już codzienność

O tym, jak duża jest skala problemu, mówią liczne posty będące ostrzeżeniem przed nieuczciwymi sprzedającymi. „Radzę uważać na tę panią". „Po BLIK-u kontakt się urwał". „Czy ktoś kupował od tej osoby?". „Nie mam ani pieniędzy, ani produktu". Tego typu ostrzeżenia na grupach sprzedażowych pojawiają się praktycznie codziennie, często ze screenem zdjęcia profilowego i nazwy użytkownika, aby przestrzec inne potencjalne ofiary.

I nie, to nie jest „nieporozumienie" (chociaż czasami kilka dni bez kontaktu wynika z sytuacji losowych, a produkt finalnie trafia do odbiorcy, to jednak zdecydowanie rzadkość), jeżeli ktoś wystawia produkt, przyjmuje pieniądze, a potem znika. To może być zwykłe oszustwo, w dodatku na dosyć dużą skalę.

Co mówi Kodeks karny?

Z punktu widzenia prawa karnego kluczowy jest mechanizm: sprawca wprowadza inną osobę w błąd po to, żeby doprowadzić ją do niekorzystnego rozporządzenia pieniędzmi. W praktyce wygląda to dokładnie tak: wystawia produkt, którego nie zamierza wysłać, przekonuje kupującego do zapłaty, a po otrzymaniu pieniędzy przestaje odpowiadać. Art. 286 § 1 Kodeksu karnego przewiduje za oszustwo karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Tak, nie jest to kradzież, przy której „widełki" finansowe decydują o tym, czy czyn jest stypizowany jako wykroczenie, czy jako przestępstwo. Oszustwo zawsze jest przestępstwem, nawet jeżeli oszust wzbogacił się raptem o kilkanaście złotych.

Oczywiście nie każda nieudana transakcja od razu oznacza przestępstwo. Paczka może się zgubić, ktoś może zachorować, ktoś może mieć opóźnienie, ktoś może zwyczajnie źle zorganizować wysyłkę. Ale jeżeli sprzedający przyjmuje pieniądze, nie wysyła towaru i znika, to nie mówimy już o bałaganie. Mówimy o sprawie, którą warto zgłosić.

Platforma sprzedażowa daje więcej niż rozmowa na Messengerze

Nieco lepiej wygląda sytuacja, gdy sprzedający oferuje sprzedaż przez OLX, Allegro, Vinted albo inną platformę, która pozwala przeprowadzić transakcję w uporządkowany sposób. Oczywiście tam też zdarzają się oszustwa, a policja i banki ostrzegają również przed fałszywymi linkami podszywającymi się pod znane serwisy. Ostatnio głośno było choćby o potężnym ataku oszustów udających DPD, którzy masowo rozsyłali SMS-y z fałszywymi linkami do rzekomych dopłat. Nie ma więc żadnej magicznej ochrony, która działa zawsze.

Ale mimo wszystko sprzedaż przez platformę jest zwykle bezpieczniejsza niż prywatne „wyślij BLIK, a ja nadam paczkę". Przynajmniej zostaje historia transakcji, system płatności, dane konta, regulamin, możliwość zgłoszenia problemu i czasem ochrona kupującego. To nadal nie jest gwarancja szczęścia, ale jest to więcej niż zaufanie do losowego profilu z grupy na Facebooku – na platformach wdrożona jest bowiem dodatkowa ochrona kupujących, a sprzedający nie jest aż tak anonimowy jak w mediach społecznościowych.

Jak nie dać się złapać na promocję, której nie ma?

Najprostsza zasada brzmi brutalnie: jeżeli oferta jest podejrzanie dobra, sprzedający się spieszy, a płatność ma iść poza bezpiecznym systemem, to lepiej odpuścić. Nawet jeśli chodzi o kosmetyk, perfumy, kalendarz adwentowy albo inną rzecz, która właśnie zniknęła z Rossmanna szybciej niż godność przy koszyku promocyjnym.

Weryfikacja sprzedającego i bezpieczne płatności

Warto sprawdzić profil sprzedającego. Nie tylko zdjęcie i imię, bo te można ukraść albo stworzyć w pięć minut. Ważniejsze jest to, czy konto ma historię, czy sprzedający był wcześniej aktywny, czy inni użytkownicy go oznaczają, czy pojawiają się negatywne komentarze. Dobrze jest też unikać płatności BLIK-iem do obcych osób, zwłaszcza gdy nie ma żadnego zabezpieczenia transakcji.

Nie należy też klikać w linki do „odbioru płatności", „potwierdzenia wysyłki" albo „dopłaty do paczki", które przychodzą poza oficjalną aplikacją. Oszuści bardzo często wykorzystują fałszywe strony udające platformy sprzedażowe albo banki. Ministerstwo Cyfryzacji wskazuje, że próby oszustwa należy zgłaszać Policji albo prokuraturze, a podejrzane incydenty internetowe można przekazywać także odpowiednim zespołom reagowania.

Co robić, gdy pieniądze już wyparowały

Jeżeli pieniądze zostały wysłane, a sprzedający zniknął, nie warto ograniczać się tylko do ostrzegawczego posta na grupie. Taki post może pomóc innym, ale nie zastąpi zgłoszenia sprawy. Trzeba zabezpieczyć screeny rozmowy, numer telefonu, dane profilu, potwierdzenie płatności, numer przesyłki, jeżeli został podany, oraz wszystkie informacje, które mogą pomóc ustalić sprawcę.

Warto też natychmiast skontaktować się z bankiem i zapytać, czy można zablokować transakcję albo podjąć działania zabezpieczające — w przypadku kradzieży pieniędzy przez internet szybkie zgłoszenie nieautoryzowanej transakcji znacząco zwiększa szanse na odzyskanie środków. Policja również zaleca, aby po oszustwie jak najszybciej skontaktować się z bankiem, zgłosić sprawę oraz zachować zrzuty ekranu i wiadomości.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi