1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Sklep próbował mnie oszukać przy reklamacji butów. Wystarczył jeden SMS o niewłaściwej porze

Sklep próbował mnie oszukać przy reklamacji butów. Wystarczył jeden SMS o niewłaściwej porze

Chyba każdy z nas miał „przyjemność" oddawać uszkodzony lub wadliwy towar na gwarancję. Popsuty telewizor, smartfon lub inny sprzęt elektroniczny, ale nie tylko, bo zareklamować można też np. ubranie. Sam na dniach oddam na gwarancję nowe buty, które nagle zaczęły niewyobrażalnie piszczeć.

Marcin Szermański11.05.2026 14:17
Prawo

Nowe markowe buty, a już coś z nimi nie tak

Ja to mam pecha. Kupiłem sportowe markowe buty w zeszłym roku, o ile dobrze pamiętam – pod koniec czerwca. To typowe letnie buty z cholewką z siatki, a więc bezużyteczne w okresie jesiennym. W praktyce chodziłem w nich przez zeszłoroczne wakacje, a teraz chciałem je „odkurzyć" na wiosnę i lato. Niestety wygląda na to, że sobie w nich nie pochodzę.

Przez niecały rok miałem je w sumie na nogach chyba nie więcej niż 20–30 razy, a w zeszłym tygodniu usłyszałem piszczący dźwięk dochodzący z prawego buta. Dodam, że chodziłem w nich dotąd tylko po chodniku i jak ognia unikałem – nomen omen – deszczu. Mimo to coś się stało i przy każdym kroku słyszę niepokojący i irytujący pisk.

Buty są jeszcze na gwarancji, więc postanowiłem udać się z nimi do sklepu.

Sklep ma 14 dni na odpowiedź – tyle wynosi termin na rozpatrzenie reklamacji

Wizualnie nic im nie dolega, ale ich przypadłość sprawia (a przynajmniej prawej sztuki), że nie da się ich użytkować. Pamiętając o moich dawnych perypetiach z oddawaniem podobnych butów na gwarancji, postanowiłem udać się wpierw do sklepu, aby zademonstrować wadę.

Miła pani od razu powiedziała, że kwalifikuje się ona do oddania obuwia na gwarancję. Nie muszę mieć nawet paragonu, jeśli płaciłem kartą – co potwierdza zresztą zasada, że reklamacja bez paragonu jest jak najbardziej możliwa, dowodem może być potwierdzenie płatnością kartą. Ekspedientka potwierdziła też, że decyzja o jej uznaniu bądź też nie powinna do mnie wpłynąć nie później niż w ciągu 14 dni. Dodała jeszcze od siebie, że „wiele zależy od osoby decyzyjnej, do której trafią moje buty". Już to kiedyś przerabiałem.

To niestety nie déjà vu – o swoje prawa konsumenta musiałem kiedyś walczyć

Dawno temu również oddawałem buty na gwarancję. Co prawda innego producenta, w innej sieci sklepów z odzieżą sportową, ale jednak. Wtedy się udało, choć nie było łatwo. Tak naprawdę wygrałem z systemem przez błąd ludzki.

Zacznijmy od początku. W tamtym przypadku wada dotyczyła rozpruwającej się cholewki, mimo że buty miały tylko ok. 2–3 miesiące i były użytkowane zgodnie z przeznaczeniem. Byłem przekonany, że uznają wadę na gwarancji, gdyż buty zaczęły się rozpadać od zwykłego chodzenia. Zostały oddane, a na czas odpowiedzi czekałem długie dwa tygodnie.

Dokładnie w ostatnim możliwym dniu otrzymałem wiadomość mailową lub SMS-ową (już teraz dokładnie nie pamiętam) z odmową uznania wady na gwarancji. W zasadzie to się jej nie dopatrzono. Odwołałem się od tej decyzji, przedstawiając swoje argumenty. W takich sytuacjach zawsze warto wiedzieć, czy lepiej powołać się na gwarancję, czy rękojmię i jak działać, gdy towar jest wadliwy – to potrafi zaważyć na całej sprawie.

Do dwóch razy sztuka – warto znać swoje prawa

Czekały mnie kolejne 2 tygodnie czekania, choć umówmy się – zapewne buty przeszły ekspertyzę już w pierwszych dniach, ale żeby zachować pozory „poważnego podejścia do tematu" przeciągano sprawę tak długo. A tym razem nawet dłużej, niż przewidują obowiązujące przepisy.

Gdy po 14 dniach nie dostałem żadnego powiadomienia, wiedziałem już, że uznano gwarancję. Poszedłem spokojnie spać, ale nad ranem obudził mnie dzwonek telefonu. Nie był to tym razem budzik, a SMS od sklepu – gwarancja nie została uznana. A przecież wiadomość ta została nadana już kilka godzin po północy, gdy według prawa konsumenta mijał ostateczny termin na rozpatrzenie reklamacji:

  1. Jeżeli przepisy odrębne nie stanowią inaczej, przedsiębiorca jest obowiązany udzielić odpowiedzi na reklamację konsumenta w terminie 14 dni od dnia jej otrzymania.
  2. Jeżeli przedsiębiorca nie udzielił odpowiedzi na reklamację w terminie, o którym mowa w ust. 1, uważa się, że uznał reklamację.
  3. Odpowiedź na reklamację przedsiębiorca przekazuje konsumentowi na papierze lub innym trwałym nośniku.

Spóźniony SMS i wymuszone uznanie reklamacji

Zadzwoniłem do sklepu i powiedziałem, że postępują nie fair. Już nie patrząc na ewidentną wadę obuwia, której nie chcieli uznać, to i tak spóźnienie z wiadomością sprawiało, że musieli uznać moją rację. Pamiętam, że rozmawiałem z kierownikiem sklepu, który przyznał, że „ktoś źle policzył dni i wpisał w systemie spóźnioną datę wysłania wiadomości". Czyli buty nie były badane w ostatnim dniu, lecz pewnie znacznie wcześniej. Żałuję, że o to dokładnie nie dopytałem.

W każdym razie zaproponowano mi wymianę na inny egzemplarz lub zwrot gotówki. Wybrałem to drugie. Gdyby wówczas sklep dalej kręcił, kolejnym krokiem byłaby interwencja u takiego organu jak rzecznik konsumentów – bezpłatna pomoc, o której wiele osób zwyczajnie nie pamięta.

A jak będzie tym razem? Plan na nową reklamację obuwia

Jak będzie tym razem? Być może jeszcze dziś oddam nowe buty na gwarancję i zobaczę, czy znowu będę musiał czekać na decyzję 14 długich dni. Jeśli dotyka cię podobny problem, przeczytaj dokładnie nasz poradnik o skutecznej reklamacji butów w 2026 roku.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi