1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. Już się boję, że Warszawa będzie musiała zamknąć swoje lotnisko. Z powodu patodeweloperki

Już się boję, że Warszawa będzie musiała zamknąć swoje lotnisko. Z powodu patodeweloperki

Janusz Piechociński poinformował na X, że Galeria Bemowo zniknie z mapy Warszawy, a na jej miejscu deweloper postawi 1,2 tys. mieszkań. Rada dzielnicy Bemowo właśnie jednogłośnie wyraziła pozytywną opinię w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który zablokowałby tę inwestycję i pozostawił funkcję handlowo-usługową.

I bardzo dobrze – bo ostatnie doświadczenia podpowiadają, że jeśli te bloki staną, Warszawa będzie musiała zamknąć swoje lotnisko z powodu patodeweloperki. Konkretnie: lotnisko Bemowo (Babice), które znajduje się rzut beretem od galerii.

Bloki tuż przy lotnisku to przepis na katastrofę

Działka, na której stoi Galeria Bemowo, leży praktycznie za płotem lotniska Warszawa-Babice. Jednocześnie jest to lokalizacja, w której mieszkańcy potencjalnych 1200 mieszkań słyszeliby każdy start, każde lądowanie i każdy przelot szkoleniowy. A tych nie jest mało. Według dostępnych danych z bemowskiego lotniska wykonywanych jest nawet do 500 operacji lotniczych dziennie – więcej niż na Lotnisku Chopina. Większość z nich to loty szkolne Aeroklubu Warszawskiego, służb ratowniczych oraz prywatnych firm oferujących loty widokowe.

Co mówią pomiary akustyczne?

Mieszkańcy okolic Bemowa, Bielan i Żoliborza od lat skarżą się na hałas. I nie są to skargi bezpodstawne. Obowiązkowe pomiary wielokrotnie wykazywały przekroczenie poziomu 55 dB miesięcznie – to norma obowiązująca dla terenów związanych z pobytem dzieci i młodzieży. W maju 2016 r. pomiary Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska na osiedlu Piaski wykazały wskaźniki dzienne od 53,1 do 57,2 dB. Sam start awionetki potrafi generować dźwięk na poziomie znacznie wyższym, a hałas lotniczy – ze względu na zmienność, wysokie wartości szczytowe i silne składowe tonalne – jest dokuczliwy nawet przy poziomie 45 dB. Już przy tej wartości 10 proc. populacji deklaruje uciążliwość, a przy 55 dB – 30 proc. mieszkańców czuje się dręczonych.

Mówiąc wprost: postawienie 1,2 tys. mieszkań tuż obok takiego źródła hałasu to mniej więcej tak, jakby ulokować osiedle na pasie autostrady i zapewniać przyszłych nabywców, że na pewno się przyzwyczają.

Historia NIMBY uczy, że deweloperka wygrywa z infrastrukturą

I tu wracamy do meritum. Doświadczenie z innych polskich miast jasno pokazuje, co się dzieje, gdy ktoś świadomie sprzedaje mieszkania w hałaśliwej lokalizacji, a kupujący po wprowadzeniu się ze zdziwieniem odkrywają, że jest głośno. Najlepszym tego przykładem jest historia, w której w Poznaniu zamykają tor samochodowy, bo kilka lat temu obok pobudowali się ludzie. Tor istniał wcześniej, deweloperzy postawili bloki, mieszkańcy zaczęli się skarżyć – i to oni wygrali. Co prawda po fali oburzenia w internecie Tor Poznań znów otwarty był po 24 godzinach, ale sam fakt, że w ogóle dopuszczono do takiej sytuacji, mówi wszystko o tym, jak skutecznie patodeweloperka potrafi rozwalić istniejącą od lat infrastrukturę.

Scenariusz dla Bemowa jest aż nadto czytelny

Jeśli na działce po Galerii Bemowo stanie osiedle, scenariusz jest właściwie przesądzony. Nowi mieszkańcy – ci, którzy świadomie kupili mieszkanie 200 metrów od pasa startowego – zaczną wysyłać skargi. Pojawią się petycje, interwencje w ratuszu, doniesienia do prokuratury (zresztą takie już raz się zdarzyły – śledztwo w sprawie nadmiernego ruchu na kręgu nadlotniskowym Babic prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola). Skończy się na żądaniach ograniczenia lotów, likwidacji szkół pilotażu albo całego lotniska. Plus oczywiście roszczenia finansowe, bo prawo daje takim mieszkańcom solidne narzędzia.

Bloki przy lotnisku to gwarantowana fala pozwów

Jest tu kilka furtek prawnych, z których mieszkańcy bloków na pewno będą chcieli skorzystać. Po pierwsze – odszkodowanie za hałas z lotniska na podstawie art. 129 ustawy Prawo ochrony środowiska. Owszem, w przypadku Babic obszar ograniczonego użytkowania nie został uchwalony, ale to nie zamyka drogi do roszczeń – istnieje też możliwość dochodzenia odszkodowania za obniżenie wartości nieruchomości na podstawie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Każdy taki proces to czas, pieniądze i polityczna presja na ratusz.

Po drugie – żądania ograniczenia operacji lotniczych. Tak, dokładnie ten sam scenariusz, który widzieliśmy już raz: w 2019 r. ratusz Rafała Trzaskowskiego wydał decyzję ograniczającą lotnisku ruch do 100 operacji dziennie. Decyzję uchyliło Samorządowe Kolegium Odwoławcze, ale sam fakt, że została wydana, pokazuje siłę nacisku mieszkańców. Tyle że teraz tych mieszkańców byłoby o kilka tysięcy więcej i mieszkaliby dosłownie obok pasa startowego.

"Lotnisko było tu pierwsze" nie ma znaczenia

Argument NIMBY-zmu jest zawsze ten sam: "to ja mieszkam, to mi to przeszkadza, więc to powinno zniknąć". I nie ma znaczenia, że lotnisko Babice funkcjonuje od dekad, że szkoli pilotów wojskowych i cywilnych, że stacjonuje na nim Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Liczy się tylko to, że ktoś kupił mieszkanie i teraz oczekuje ciszy. To nie jest złośliwość – to po prostu logika konsumencka, która działa w każdym takim przypadku.

Rada dzielnicy uratowała Warszawę. Na razie

Dlatego decyzja Rady Dzielnicy Bemowo, która jednogłośnie pozytywnie zaopiniowała przystąpienie do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego rejonu ul. Krasnodębskiego, jest decyzją racjonalną – i właściwie jedyną sensowną w tej sytuacji. To plan, który ma utrzymać funkcję handlowo-usługową działki i nie dopuścić do budowy osiedla. Teraz uchwałą musi zająć się Rada m.st. Warszawy. Jeśli ją podejmie, deweloper de facto nie wybuduje tam bloków.

Brzmi to jak typowa walka z deweloperem o kolejny pseudoluksusowy klocek, ale w tym konkretnym przypadku stawka jest dużo wyższa niż jeden plan inwestycyjny. Jeśli mieszkania powstaną, Warszawa kilka lat później będzie musiała wybierać: albo zlikwidować lotnisko z 80-letnią tradycją, albo płacić odszkodowania nowym mieszkańcom przez następne dekady. Albo jedno i drugie. To samo zresztą prawo, które chroni mieszkańców przed deweloperami w innych obszarach – jak choćby próby wprowadzenia zakazu sprzedaży mikroapartamentów, z którymi rządy mierzą się od lat – tu mogłoby zadziałać odwrotnie i pomóc deweloperowi w pozbyciu się niewygodnego sąsiada w postaci lotniska.

Cała nadzieja w radnych warszawskich. Jeśli pójdą śladem kolegów z Bemowa, oszczędzą stolicy wieloletniego konfliktu i strat liczonych w setkach milionów złotych. A także – co nie mniej ważne – uratują kawałek lotniczej historii Warszawy, której nikt rozsądny nie powinien chcieć poświęcać dla 1200 lokali, jakich w mieście powstają tysiące.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi