Wczorajsza zwyciężczyni Milionerów zanim zdobyła główną nagrodę musiała zmierzyć się z próbą oszustwa „na sierżanta USA”

Codzienne Prywatność i bezpieczeństwo dołącz do dyskusji (177) 15.03.2019
Wczorajsza zwyciężczyni Milionerów zanim zdobyła główną nagrodę musiała zmierzyć się z próbą oszustwa „na sierżanta USA”

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

We wczorajszych Milionerach padła główna wygrana – Katarzyna Kant-Wysocka odpowiedziała na pytanie o różańcową tajemnicę chwalebną i zgarnęła milion (czyli równowartość 444 minimalnych pensji). Zanim jednak to się stało, zdobywczyni głównej wygranej musiała zmierzyć się z próbą oszustwa „na sierżanta USA”. Jak oszuści próbują wyłudzić pieniądze?

Oszustwa „na sierżanta USA”

Całą sytuację zaledwie kilka dni temu opisała na swoim blogu dobrze wychowana.pl wczorajsza zdobywczyni głównej wygranej w Milionerach. Okazuje się, że wszystko zaczęło się jeszcze w 2017 roku, kiedy na portalu LinkedIn dostała zaproszenie do kontaktów od… amerykańskiego żołnierza, sierżanta Patricka Jonathana. Każdy, kto ma profil na LinkedIn dostaje czasem zaproszenia od nieznanych sobie osób, ale za to pracujących w tej samej branży. W tym wypadku było jednak inaczej. To wydało się blogerce podejrzane i – jak pisze na blogu – od razu wiedziała, że sprawa wiąże się z oszustwem.

Niedługo później dostała pierwszego e-maila od sierżanta. Pani Katarzyna udostępniła fragment tej wiadomości, która już na pierwszy rzut oka przypomina pokraczne tłumaczenie z użyciem Google Translatora. W wiadomości sierżant dziękuje za zaakceptowanie zaproszenia. Opowiada że w przyszłym miesiącu chciałby przenieść się na stałe do Polski oraz że… szuka właściwej kobiety. Nie brakuje też łzawej historyjki o jego poprzedniej miłości, która rzekomo zginęła w wypadku samochodowej, oraz o dorastającym synu, którego samotnie wychowuje. Pani Katarzyna szybko jednak sprawdza zdjęcie sierżanta Patricka i okazuje się, że należy ono do… niemieckiego muzyka z lat 80. XX w.

Zabawa w kotka i myszkę

Blogerka postanowiła jednak odpisać oszustowi i zobaczyć, co się dalej wydarzy. W wiadomości zawarła same ogólniki. Zaczęła się wymiana korespondencji; sierżant Patrick miał skupiać się głównie na wychwalaniu pani Katarzyny, jednak – co ciekawe – nie było żadnej prośby o pieniądze. W końcu pani Katarzynie znudziła się korespondencja i przestała odpisywać rzekomemu sierżantowi. Patrick z kolei chwilowo znikł z jej poczty, ale za to powrócił już kilka miesięcy później – pod koniec roku. Pisząc do blogerki po… węgiersku. Pani Katarzyna, prawdopodobnie z ciekawości, odpisywała Patrickowi. Po polsku. Sierżantowi dłuższą chwilę (czyli wymianę kilku maili) zajęło zrozumienie, że coś jest chyba nie tak. Nie poddał się jednak i cały czas wyrażał zainteresowanie panią Katarzyną. To typowa metoda oszustów podszywających się pod „amerykańskich żołnierzy”. Oszustwa „na sierżanta USA” polegają w dużej mierze na zdobyciu zaufania i uczuć ofiary.

Co było dalej? Patrick oświadczył się pani Katarzynie przez Internet, zapowiedział swój przyjazd do Polski i informuje, że przypadło mu 600 tys. dolarów za jego pracę. Chce wysłać te pieniądze pani Katarzynie (na poczet wspólnego życia), ale nie chce tego za pomocą przelewu – ma zamiar wykorzystać przesyłkę dyplomatyczną. Gdzieś w międzyczasie sierżant Patrick przesyła skan swojego ID, potem robi to samo rzekomy dyplomata, który ma dostarczyć przesyłkę do domu blogerki (pani Katarzyna podała fałszywe dane). Wreszcie, po tylu wiadomościach, nadchodzi czas na punkt kulminacyjny. Wspólne życie tuż-tuż, podobnie jak ogromne pieniądze, pani Katarzyna musi jedynie… przesłać 1950 dolarów. Dlaczego? Bo dyplomata-gapa sierżanta przegapił swój lot, jakaś agencja żąda dodatkowych dokumentów, a w ogóle, to trzeba opłacić certyfikaty na lotnisko (?). I trzeba to zrobić, oczywiście, jak najszybciej, inaczej przesyłka razem z 600 tys. dolarów przepadnie.

Lepiej zachować czujność

I na tym się skończyło, bo blogerka oczywiście żadnych pieniędzy nie wysłała. Problem polega jednak na tym, że wiele osób… zwyczajnie daje się nabrać, chociaż cała historia brzmi nieprawdopodobnie i jest szyta grubymi nićmi. Nie zmienia to jednak faktu, że „oszustwa na sierżanta” wciąż są, i wciąż są osoby, które zbyt łatwowiernie podchodzą do zawierania nowych znajomości. Z tego względu warto mieć na uwadze fakt, że osoby, które chcą się z nami „zaprzyjaźnić” poprzez jakiś portal czy medium społecznościowe, mogą być w rzeczywistości oszustami. Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do próśb o wysłanie pieniędzy – niezależnie od podanego powodu.