Mamy coraz więcej freelancerów. Zarabiają prawie tyle, ile kasjerzy w Lidlu

Praca dołącz do dyskusji (62) 22.02.2018
Mamy coraz więcej freelancerów. Zarabiają prawie tyle, ile kasjerzy w Lidlu

Udostępnij

Mateusz Madejski

Wolisz pracować w kawiarni na placu Trzech Krzyży niż w Mordorze? Nie chcesz tracić czasu na niekończące się korpospotkania i biurowe plotki? Nie jesteś sam! Według ostatniego badania, „prawdziwych” freelancerów jest w Polsce już 100 tysięcy. Zarabiają z roku na rok coraz lepiej, choć ciągle niewielu ma pensje lepsze, niż kasjerzy w Lidlu. Jacy są polscy freelancerzy?

„Prawdziwi” freelancerzy to tacy, którzy utrzymują się wyłącznie z pracy zdalnej. W większości jednak polscy wolni strzelcy wcale nie są tacy wolni, bo zwykle mają swoje etaty i tylko dorabiają dzięki dodatkowym zleceniom.

Ile zarabiają polscy freelancerzy?

Według serwisu Useme.eu, który postanowił przeprowadzić badania na ten temat, prawie 65 procent polskich wolnych strzelców zarabia nie więcej niż 2 tys. zł miesięcznie netto. Niemal 15 procent może się pochwalić dochodami w granicach 2-3 tys. zł. Powyżej 3 tysięcy zarabia 21 procent.

Ale jest też prawdziwa elita freelancerów. Jest ich trochę ponad osiem procent i zarabiają oni ponad 5 tys. zł na rękę miesięcznie. Jak twierdzi Przemysław Głośny, prezes platformy Useme.eu, coraz więcej jest wśród nich osób, zarabiających 10 tysięcy i więcej. Ale w ogóle jego zdaniem sytuacja wolnych zawodowców w Polsce się poprawia i z roku na rok jest coraz więcej takich osób, które zarabiają w przedziale od 3 do 5 tysięcy na rękę.

Freelancing daje wolność – teoretycznie. W praktyce jednak oznacza nienormowane godziny pracy. Tylko 5 procent freelancerów przebadanych przez Useme powiedziało, że pracuje tylko w określonych godzinach.

Według Useme, najwięcej polscy freelancerzy działają najczęściej w copywritingu i mediach społecznościowych (24 proc.), grafice (22 proc.) oraz programowaniu i IT (trochę ponad 20 proc.). Co ciekawe, bardzo rzadko wolni zawodowcy zajmują się SEO i SEM – jest ich niewiele ponad 3 procent. Trochę ponad 8 proc. freelancerów to tłumacze.

Głupie prawo zmorą freelancerów?

Nie wiemy jednak dokładnie, ile osób dorabia do etatu na zasadzie freelancingu. Wiemy natomiast, że pojawiają się głupie pomysły przepisów, które mają zabronić dorabiania do etatu tym, którzy nie mają działalności gospodarczej. Biorąc pod uwagę koszty utrzymania takiej działalności i stawki dla polskich freelancerów, takie przepisy mogłyby być śmiertelnym ciosem dla dopiero co rozwijającego się rynku.

Oczywiście mamy nadzieję, że prawo jednak nie wejdzie w życie. Nie znaczy to jednak, że życie polskich freelancerów jest usłane różami. Brak zrozumienia ze strony rodziny bywa problemem („skoro nie chodzisz do pracy, to czemu mi mówisz, że pracujesz?”), rosnące ceny w kawiarniach również. Jednak to skomplikowane prawo jest chyba największą zmorą freelancerów. Wiadomo, w firmie zawsze jest prawnik, który pomoże rozwiązać problem, a odpowiedzialność spada na całą firmę, nie tylko na jednego pracownika. Wolny strzelec, niestety, musi brać wszystko na siebie. A problemów czeka bez liku – skomplikowane umowy, przedłużające się płatności, kwestie odpowiedzialności za stworzone materiały czy produkty… Na to, że mamy w Polsce skomplikowane prawo nic nie poradzimy, natomiast możemy chociaż polecić kurs Prawo dla freelancera.