Był skazany na dożywocie, ale aż pięciokrotnie trzeba go było reanimować. Czy kara została zatem już odbyta?

Prawo Zbrodnia i kara Zdrowie dołącz do dyskusji (35) 09.11.2019
Był skazany na dożywocie, ale aż pięciokrotnie trzeba go było reanimować. Czy kara została zatem już odbyta?

Udostępnij

Paweł Mering

Portal Polsat News opisał niecodzienną historię. Pewien skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności więzień był aż pięć razy przywracany do życia. Stwierdził on, że skoro kilkakrotnie umarł, to jego karę należy uznać za odbytą. Jak prawo reguluje śmierć?

Śmierć a prawo

Sytuacja miała miejsce w USA. Benjamin Schreiber został skazany za morderstwo w 1997 roku. W 2015 r. trafił do szpitala, a wcześniej podpisał, że nie wyraża zgody na reanimację. Brat osadzonego dodatkowo — po tym, jak skontaktował się z nim personel szpitala — dodał, że w wypadku zagrożenia życia lekarze mają „pozwolić mu odejść”.

Lekarze podali jednak mężczyźnie płyny resuscytacyjne, dzięki którym przywrócono akcję serca. Osadzony przeszedł następnie operację, która miała zlikwidować spustoszenie, jakie w jego organizmie spowodowały kamienie nerkowe.

Trzy lata później Benjamin Schreiber złożył wniosek, w którym zażądał on natychmiastowego zwolnienia z więzienia. Argumentacja była wyjątkowo niecodzienna — skoro mężczyzna na chwilę zmarł szpitalu, to odbył cały wyrok. Stwierdził ponadto, że skazano go na całe życie, a nie na życie + 1 dzień.

Co na to sąd?

Sąd odrzucił wniosek, twierdząc, że taka argumentacja jest nieprzekonująca. Sąd Apelacyjny w Iowa podtrzymał stanowisko sądu niższej instancji, dodając, że Benjamin Schreiber żyje, bo lekarz sądowy nie uznał go za zmarłego

Sąd jednak nie odniósł się do zarzutów Schreibera, w których podnosił, iż lekarze nie spełnili jego prośby o nieratowaniu życia. Niestety, sąd niższej instancji w ogóle nie wziął tej informacji pod uwagę, toteż sąd apelacyjny nie mógł się do niej odnieść.

Mimo że sytuacja miała miejsce w USA i już stała się internetowym memem, to warto odnieść ją na płaszczyznę prawa polskiego. Zastanawialiście się kiedyś, czym jest śmierć człowieka — w ujęciu prawnym? Czy śmierć kliniczna oznacza, że człowiek umarł? A co ze „zmartwychwstałymi”?

Śmierć człowieka w prawie polskim

Śmierć jest pojęciem intuicyjnym, które co prawda rozumiane jest przez każdego człowieka, jednak zawsze w nieco inny sposób. W polskim systemie prawnym próżno szukać jednakowej definicji śmierci. Wiemy jednak, że jej potwierdzenie (które rodzi doniosłe skutku prawne) wyraża się w sporządzeniu aktu zgonu.

Akt zgonu wydaje się na podstawie karty zgonu, która jest dokumentem sporządzanym co do zasady przez lekarza. Jeżeli podejrzewa się, że zgon nastąpił wskutek przestępstwa, to sporządza się jedynie zaświadczenie o stwierdzeniu zgonu, a sama karta zgonu per se wydawana jest później, po przeprowadzeniu czynności procesowych. Co ciekawe, obowiązujące rozporządzenie Ministra Zdrowia, które reguluje procedurę stwierdzenia zgonu, pochodzi z 1961 roku i w dalszym ciągu zawiera obowiązek informowania Milicji Obywatelskiej (sic!) w wypadku, gdy śmierć mogła nastąpić wskutek przestępstwa lub samobójstwa.

Sam zgon określany jest przez lekarza według pewnych kryteriów, do których należy przede wszystkim śmierć mózgu. Szczegóły określa obwieszczenie Ministra Zdrowia z dnia 17 lipca 2007 r. w sprawie kryteriów i sposobu stwierdzenia trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu.

Innymi procedurami są: uznanie za zmarłego i postępowanie w sprawie stwierdzenia zgonu, uregulowane w kodeksie cywilnym. Akt zgonu można także unieważnić, a przywrócenie akcji serca nie jest przesłanką do uznania, że kara dożywotniego pozbawienia wolności dobiegła końca — zarówno w prawie amerykańskim, jak i polskim.