Mężczyzna, który opublikował słynny list od rady parafialnej (dobrowolne 400 zł), dostawał pogróżki

Codzienne dołącz do dyskusji (130) 15.08.2018
Mężczyzna, który opublikował słynny list od rady parafialnej (dobrowolne 400 zł), dostawał pogróżki

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Głośna sprawa emerytki, od której rada parafialna zażądała pieniędzy sprawiła, że w internecie zaroiło się od krytycznych komentarzy. Post ze zdjęciem „wezwania do zapłaty” został jednak usunięty przez syna kobiety. Mężczyzna nie chciał więcej zamieszania, a na dodatek dostawał pretensje i pogróżki.

Kilka dni temu podzieliliśmy się z wami na Bezprawniku historią pewnej emerytki, która dostała bardzo interesujący list ze swojej parafii. Jej syn opublikował go na Facebooku. W bardzo niedługim czasie pismo obiegło internet i zatoczyło kilka kółek. Niestety, jak się okazuje, mężczyzna zdecydował się skasować wpis, gdyż jak twierdzi w rozmowie z Onetem, wywołał on tym samym burzę. Dostawał też wiele przykrych wiadomości oraz pogróżek od nadmiernie gorliwych wierzących. Były też jednak miłe oferty, jedna od pewnego duchownego, który napisał, że ureguluje opłatę i przeprosił za zachowanie księdza, który pozwolił na rozesłanie podobnego pisma.

Wpłata na Kościół

Jak się jednak okazuje, proboszcz z tej parafii stał się już wcześniej bohaterem mediów. To właśnie on rozsyłał instrukcje do wiernych, pouczając ich, jak mają wyglądać podczas kolędy. Zaprowadził swoisty dress code – parafianin ma być odziany w strój wizytowy, nie może nosić kapci, lecz obuwie (podłogę kto potem umyje, ministranci?), a przyjmowanie kapłana „na boso” jest wyrazem najwyższej pogardy. Dodatkowo, dzieci danego wiernego nie powinny w tym czasie być na basenie, u koleżanki, czy na zajęciach językowych, ponieważ kolęda odbywa się tylko raz w roku.

A’propos kolędy. Jak się okazuje, mama zamieszczającego wpis podejmowała zawsze proboszcza z tej okazji i – jak wszyscy wierni – wręczała kopertę. Tym dziwniejszy okazuje się proceder zbierania dodatkowej daniny, ale w końcu Mateusz Ewangelista też był kiedyś poborcą podatkowym. Być może Rada Parafialna i Ekonomiczna przegapiła fakt, w którym porzucił on dawny zawód, by podążać za Chrystusem.

Remonty, remonty!

Świątynia, na którą trzeba aż tylu pieniędzy, to kościół św. Wojciecha Biskupa i Męczennika. Pięć lat temu pożar strawił jedną z jego wież, a straty oszacowano na cztery miliony złotych. Teraz parafianie zbierają na modernizację z zewnątrz i od wewnątrz. Rzecz jasna, na tak szczytny cel pieniądze trzeba zdobyć wszelkimi dostępnymi środkami. Co grozi za nieopłacenie? Jak słusznie zauważyli nasi komentujący pod poprzednim artykułem: mogą nie dopuścić dziecka do Pierwszej Komunii Świętej, zasłaniając się tym, że rodzice nie wychowują go w katolickim duchu. Mogą odmówić też innych sakramentów, bo przecież nikt ich nie zmusi. Szkoda tylko, że niektórzy nie dopuszczają do myśli, że Kościół jako instytucja także została stworzona przez ludzi, czasem grzesznych i czasem omylnych. Warto się do takiej pomyłki przyznać, zamiast widzieć we wszystkim ataki na duszpasterzy.