Rasizm jest oczywiście bardzo zły, ale nie możemy udawać, że nic się nie dzieje w Stanach Zjednoczonych, bo ktoś mógłby uznać to za rasistowskie

Gorące tematy Zagranica dołącz do dyskusji (434) 31.05.2020
Rasizm jest oczywiście bardzo zły, ale nie możemy udawać, że nic się nie dzieje w Stanach Zjednoczonych, bo ktoś mógłby uznać to za rasistowskie

Jakub Kralka

W ostatnich dniach jesteśmy świadkami absolutnie barbarzyńskich scen dobiegających ze Stanów Zjednoczonych. 

W samym środku pandemii koronawirusa, w kraju najbardziej dotkniętym jego skutkami, ludzie biegają po ulicach, demolują miasta, napadają na rodaków i okradają sklepy. Kiedy przyjrzymy się materiałom video, nie ma absolutnie żadnych złudzeń co do tego, że zdecydowana większość tych ludzi to Afroamerykanie wspierani przez radykalne lewicowe grupy, nierzadko zresztą przez rząd Stanów Zjednoczonych uznawane za terrorystyczne.

Doszliśmy do tego etapu, że czarnoskóra dziewczyna prosi dwie lewicowe „działaczki” o zaprzestanie wandalizmu dokonywanego w imieniu czarnoskórych.

W 2011 policjant zastrzelił w Wielkiej Brytanii czarnoskórego dilera narkotyków

Jak wykazało późniejsze dochodzenie – z dochowaniem wszelkich procedur. To jednak doprowadziło do wybuchu kilkudniowych zamieszek w całym Tottenhamie. Chciałoby się powiedzieć „na tle rasowym”, jednak w rzeczywistości aspekt rasowy posłużył jedynie w charakterze pretekstu dla wandali, złodziei i kryminalistów. Do sieci trafiały zdjęcia demolowanych sklepów, samochodów, kradzionych telewizorów i innych elementów ekspozycji sklepowych. Straty na terenie Londynu wyceniono na 200 milionów funtów, zaś grabieże przyniosły straty na poziomie około 100 milionów funtów. Łączny „koszt” tamtych zamieszek został wyceniony na 1 miliard funtów.

Obecna sytuacja w Stanach Zjednoczonych jest w dużej mierze bardzo podobna do tej z 2011 roku. Policjant prawdopodobnie doprowadził do śmierci (nie jestem wielkim zwolennikiem oceny raportów w tej sprawie, gdyż ich treść może być inspirowana politycznie na potrzebę chwili) czarnoskórego człowieka, co przypomniało mieszkającym w Stanach Zjednoczonych Afroamerykanom o głębokim poczuciu niesprawiedliwości w relacjach z policjantami.

Problem jest znany od lat. Przy czym problem ma konstrukcję błędnego koła, ponieważ policja w sposób agresywny i pełen uprzedzeń traktuje czarnoskórych, zaś czarnoskórzy z kolei zdecydowanie chętniej od białoskórych i latynosów wdają się w konflikt z prawem. Są to jednak fakty, które nie są politycznie poprawne, unika się debaty na ich temat, a z niedopowiedzeń wynikają kolejne tragedie.

Protest poprzez wandalizm, zamieszki, pobicia i kradzieże

Podobnie jak w 2011 roku, tak i teraz część społeczeństwa Stanów Zjednoczonych postanowiła sprzeciwić się niesprawiedliwemu traktowaniu czarnoskórych poprzez wzniecanie publicznych zamieszek. Sceny docierające do nas z USA są dantejskie. To płonące miasta, płonące samochody, bici ludzie, okradane sklepy.

https://twitter.com/DC_Draino/status/1267102614342250496

Za zamieszki w pierwszej kolejności odpowiedzialni są degeneraci w nich uczestniczący, którzy cywilizacyjnie odbiegają od standardów wypracowanych w XXI-wiecznej kulturze państw cywilizowanych. Ale – przynajmniej w sensie moralnym – odpowiedzialne są też środowiska, które od lat bagatelizują próby rozwiązywania problemów, nie chcą uczciwej rozmowy o korelacji etniczności/środowiskowości i kryminalistyki, a nawet próbują usprawiedliwiać tego typu zachowania walką o szczytną ideę „Black Lives Matter”.

Kiedy ta słuszna walka z realnym problemem w tle znów przyjmuje postać kolejnych paragrafów z kodeksu karnego, to jest najgorszy możliwy moment na szukanie usprawiedliwienia i wywody o nierównościach. Szczycimy się tym, że udało nam się w Polsce przeprowadzić względnie bezkrwawą dekomunizację (w odróżnieniu od np. Rumunii), jednocześnie szukając zrozumienia dla tego, że amerykański margines ruszył w jakimś szaleńczym amoku niszczyć dorobek cywilizacyjny Stanów Zjednoczonych.

Ten margines jest w wypadku tych zamieszek w zdecydowanej większości czarnoskóry. Prawdopodobnie nie kryją się za tym żadne przesłanki etniczne czy biologiczne, a środowiskowe czy finansowe, za którymi stoją całe wieki rasizmu. Jednak dziś odmawiając debaty na ten temat, rozmawiając z pozycji uległości i kary za grzechy kolonializmu, bagatelizując nawet to, co teraz się dzieje w USA, społeczeństwa Ameryki tego problemu nie rozwiązują, one go pogłębiają.

Dzieje się tak zresztą, bo problemu rasizmu się nie rozwiązuje, tylko na nim pasożytuje

Skoro coaching może być gałęzią biznesu, to dlaczego tak trudno uwierzyć, że rasizm i związane z nim zjawiska stały się dla kogoś sposobem na życie? Wokół czarnoskórych, relacji damsko-męskich czy nawet relacji męsko-męskich stworzono w ostatnich latach szereg tematów tabu, tam nie ma już dyskusji, a jest narzucanie woli stref wpływów. W Polsce jest to kościół, w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej środowiska postępowe czy Hollywood. Te tematy tabu próbuje się coraz częściej rozciągać też na inne dziedziny życia: ile zarabiamy, jak często latamy samolotem, jak duże są nasze mieszkania czy nawet co jemy. Dziś próba debaty na ten temat nas bawi, ale 20 lat temu wiele innych rzeczy też wzbudzało nasze rozbawienie.

Przez lata tematem tabu, o którym się nie mówiło, były karuzele VAT-owskie. Bo pieniądze lubią ciszę. Jeśli o czymś się nie mówi ze względów obyczajowych lub tak nie wypada, to wtedy też o wiele łatwiej jest na tym zarabiać. Nie ma pytań, nie ma wątpliwości, nie ma kontroli.

Widać to dobrze w sposobie, w jaki media relacjonują zamieszki w Stanach Zjednoczonych, które bez cienia wątpliwości są zamieszkami o podłożu etnicznym. Biali sprzedawcy dostają kijami po głowach, bo policjant – działający jako przedstawiciel państwa – znów zabił czarnoskórego. Media w USA oraz w Polsce boją się tego tematu, opisują go niechętnie i powściągliwie. Kontrowersyjne obrazy jeśli trafiają do dyskusji, to głównie za sprawą mediów społecznościowych, ponieważ ich wydźwięk nasuwa niepożądane wnioski.

A tak się nie da. Amerykanie, bo dziś jest to na szczęście ich problem (choć zawsze jestem zdania, że poważne problemy Ameryki mogą być też problemem Polski), podobnie jak Brytyjczycy muszą wypracować społeczne przekonanie, że żadne poczucie niesprawiedliwości nie uzasadnia agresji i zniszczeń na taką skalę. Nie da się walczyć o swoje prawa poprzez podpalanie samochodów. Co więcej, obserwatorzy z innych kręgów kulturowych, oglądając te obrazy z zewnętrznej perspektywy, gotowi jeszcze będą pomyśleć, że prawa te mogą być jednak nienależne. Od kilku dni dobiegają do nas nie filmy prezentujące czarnoskóre ofiary, tylko filmy przedstawiające czarnoskórych kryminalistów.

Rozumiemy to my. I rozumie to zdecydowana większość amerykańskiej społeczności czarnoskórych, która kiedyś miała sen, przez lata wykonała tytaniczną pracę w walce z opresyjnym systemem, by dziś być pełnoprawnymi, wartościowymi i docenianymi członkami tak zmienionego na lepsze społeczeństwa. I ktoś właśnie Amerykanom: czarnym, żółtym, białym i czerwonym, podkłada ogień pod gigantyczny bałkański kocioł. Bo każdy kolor skóry ma swoich kryminalistów, potrzeba im tylko odpowiednich impulsów.