Biedronka znowu sprzedaje Świeżaki. Moda, której nie rozumiem, będzie was kosztować nawet i 10 000 złotych

Gorące tematy Zakupy 29.08.2017
Biedronka znowu sprzedaje Świeżaki. Moda, której nie rozumiem, będzie was kosztować nawet i 10 000 złotych

Udostępnij

Maja Werner

Biedronka znowu uplasowała na swoich sklepowych półkach Świeżaki. Jest to moda, której fenomenu nie rozumiem, na dodatek aby „zebrać je wszystkie” trzeba będzie wydać… blisko 10 000 złotych! 

Czym, a może raczej: kim są Świeżaki? To.. pluszowe maskotki, które są stylizowane na popularne i lubiane warzywa oraz owoce. O Świeżakach zrobiło się głośno kilka miesięcy temu, gdy nagle skończyły się ich zapasy w sieciach sklepów Biedronka. Internet zwariował na ich punkcie, zdesperowane matki wypłakiwały, że obiecały swojemu dziecku Świeżaka, a tymczasem popularna sieć dyskontów już ich nie oferuje. Kwitł czarny rynek, alternatywny handel Świeżakami, Lidl wprowadzał swoje własne „podróbki” Świeżaków… Aż trudno było uwierzyć, że cała ta histeria – matek i dzieci – odbywa się z powodu maskotek w kształcie brokuła.

Świeżaki wracają do Biedronki – jesień 2017

Już jesienią do sklepów sieci Biedronka powrócą Świeżaki. Promocja „Gang Świeżaków II” będzie trwać w okresie od 28.08.2017 r. do 3.12.2017 r. jednak nie dłużej niż do wyczerpania zapasów Świeżaków i Juniorów. Świeżaki to: Groszek Grześ, Rzodkiewka Żaneta, Kalafior Krzyś oraz Borówka Basia. Nowością są natomiast mniejszych rozmiarów Juniorzy: Marcheweczka Marysia, Jabłuszko Antoś, Truskaweczka Tosia, Brokułek Bartuś oraz dwóch nowych bohaterów – Czosneczka Czesia i Bakłażanka Błażejka (nie pytajcie).

Prawie 10 000 złotych, by zebrać wszystkie Świeżaki

Szczegóły promocji i zbierania punktów streszcza Radio Zet:

Aby dostać maskotkę Świeżaka, należy zebrać określoną liczbę punktów. Jednorazowe zakupy na kwotę minimum 40 zł to 1 punkt. Kolejne punkty dostać mogą posiadacze karty „Moja Biedronka” oraz konsumenci dokonujący zakupu określonych owoców i warzyw, a także wybierający produkty z oferty specjalnej. Aby dostać wybranego Świeżaka za darmo należy zebrać 60 punktów. Niecierpliwi mogą go wymienić już za 30 punktów, jednak wymagana jest dopłata 19.99 zł.

Tymczasem redaktorzy Faktu bardzo poważnie i na serio podeszli do problematyki zbierania Świeżaków. Jak wyliczyli – by zebrać wszystkie, bez żadnych rabatów i punktów bonusowych, musielibyśmy w Biedronce zostawić przynajmniej 9600 złotych. Kolejne 7200 złotych kosztowałoby nas zebranie wszystkich Juniorów. Nawet przy maksymalnym wykorzystaniu wszystkich bonusów to wciąż są spore kwoty – 2400/1800 złotych. Biorąc pod uwagę, że promocja potrwa ok. 3 miesiące lub do wyczerpania zapasów, należy przyjąć, że jest adresowana do najwierniejszych klientów sklepów sieci Biedronka.

Wychodzi na to, że najtaniej byłoby pluszaki po prostu… kupić. Świeżaki z nowej oferty skompletujemy już za 200 złotych. Haczyk polega na tym, że Juniorów w tej ofercie już nie znajdziemy, poza tym… 50 złotych za maskotkę Kalafiora? Naprawdę?

52 odpowiedzi na “Biedronka znowu sprzedaje Świeżaki. Moda, której nie rozumiem, będzie was kosztować nawet i 10 000 złotych”

  1. Idiotyczne wyliczenia. Wczoraj byłem w Biedronce i wydałem 130zł (z kartą Moja Biedronka tak się poskładało, że miałem -30zł rabatu, nie nie poluję na promocje). I dostałem 9 naklejek. Nie mam zamiaru zbierać ich jakoś specjalnie, ale dostałem je ZA PRODUKTY które i tak wykorzystam. Jak by nie było tej akcji na Świeżaki to kupił bym dokładnie to samo. Ale widocznie redaktor Fakt chodzi na zakupy i po wyjściu ze sklepu wszystko wyrzuca na śmieci. Bo nie potrafię zrozumieć tych idiotycznych wyliczeń. Jak by do Ferrari dawali brelok za darmo po kupnie auta to też by pisali, że taki brelok kosztuje tysiące zł?

    • Wyniki finansowe pokazują, że wcale nie kupiłbyś tego samego (ty – czyli statystyczny klient), tylko kupujesz sporo więcej, tylko ze względu na maskotki. Wzrost sprzedaży jest wyraźny i zaskoczył samą Biedronkę.

        • Nie, ale ludzie kupują często niepotrzebne rzeczy, tylko po to, żeby podwyższyć rachunek i dostać więcej naklejek. Nawet jeżeli probują to racjonalizować (i tak bym to kupił, przecież zjem te dwa dodatkowe jogurty), to tak naprawdę oszukują sami siebie. ;)

          • Czy ja mówię, że to jest coś złego? Pieniadz przepływa od głupiego do mądrego i to jest ok, Gospodarka się kręci.

          • Jeżeli już ludzie kupią coś więcej żeby dobić do wielokrotności 40zł to i tak wykorzystają to albo kupią coś co mieli kupić przy nastepnych zakupach

      • A wiesz, że to może być tak, że ten statystyczny klient robi zakupy w kilku sklepach ale jak może coś dostać to zakupy w innych sklepach przenosi do Biedronki (w tym przypadku)? ;)

    • Używając karty moja biedronka sprzedałeś swoje dane osobowe: imię, nazwisko, pesel, nr telefonu. I za co? Za parę groszy rabatu i dodatkowe naklejki? To o to w tym wszystkim chodzi, a nie o gifty dla stałych klientów.

      • Wszyscy handlują moimi danymi i nic z tego nie mam… Jak bym za każde „sprzedanie” swoich danych zaoszczędził tyle co tutaj… Nie wiem ile zaoszczędziłem sumarycznie, ale to kwoty liczone już w setkach, a nie groszach :) Mi pasuje, jeśli Tobie nie to ok, o ile wiem nie ma jeszcze obowiązku posiadania tej karty.

  2. Nie rozumiem z czego robiony jest problem. Maskotki dodawane są jako gratis do określonej ilości wydanych pieniędzy na zakupy w sklepie Biedronka. Już sam nagłówek jest nieprecyzyjny. Ale pomijając, nikt nikomu nie każe zdobywać WSZYSTKICH zabawek, po prostu jak ktoś z ‚najwierniejszych’ klientów biedronki dostanie gratis zabawkę, może dwie- to chyba fajny akcent, nie? Dopatrywanie się ile i za ile trzeba wydać jest trochę bez sensu skoro zabawki dodawane są za DARMO.

      • Imiona są odmienione? Serio? No co ty. Tyle, że chłopców nie odmienia się na dziewczynki, a dziewczynki na chłopców. I nie rozumiem czemu mielibyśmy pytać o wybór imion skoro są jasno napisane i nawet całkiem normalne.

        • Mianownik: Bakłażan Błażej
          Dopełniacz: (kogo? czego?) Bakłażana Błażeja
          Zdrobnienie mianownik: Bakłażanek Błażejek
          Zdorbnienie dopełniacz: (kogo? czego? Bakłażanka Błażejka

          Nie dziękuj ^^

          • A zauważyłaś może, że komentowałem zrobienie z bakłażana bakłażanki ? Zmianę męskiego na żeński ? Czy nie doczytalas czy jak ?
            Podziękuj, że marnuje czas na odpisywanie na twoje bezsensowne komentarze.

          • jaki młot XD
            „dwóch nowych bohaterów: czosneczka i bakłażanka” bo mamy coś takiego jak deklinacja w języku polskim i w tym miejscu występuje biernik, zatem nie „nowych bohaterów: czosneczek i bakłażanek”
            gdyby autor zrobił z nich rodzaj żeński to wyglądało by to tak „nowych bohaterów: czosneczkę i bakłażankę”

          • Pani redaktor zmieniła błąd, wcześniej było Bakłażanka Błażejka, nie widziałeś wcześniej, nie doczytalas z rozmowy o co chodzi to się nie wtrącaj do rozmowy mloteczku.

          • Nie wiem jak ty ale ja uważam, że jeżeli na pytanie (kto? co?) odpowiemy Czosneczka Czesia to jest to rodzaj żeński i chodzi o kobietę.

          • Ale ile razy można Ci tłumaczyć że tam nie jest mianownik tylko biernik zgodnie z zasadami języka polskiego? Jak masz problem z deklinacją to trudno ale nie kłóć się w Internecie. Mamy nowych bohaterów. Kogo mamy? Bohaterów: czosneczka i brokułka. Jeśli nadal tego nie rozumiesz to weź podręcznik do nauki polskiego albo zajrzyj chociaż na wikipedię.

          • Jeżeli jest ‚kogo mamy? Czosneczka Czesia’ to z jakiej paki linijkę wcześniej jest np ‚Brokułek Bartuś’ a nie ‚Brokułka Bartusia’ ?
            ‚Nowością są natomiast mniejszych rozmiarów Juniorzy:’ (kto?co?)
            ‚Brokułek Bartuś oraz dwóch nowych bohaterów – Czosneczka Czesia i Bakłażanka Błażejka’
            Dwóch nowych bohaterów: (jakich?) Czosneczek Czesio.

          • zwracam honor, to jest jedno zdanie i rzeczywiście tam ma być mianownik bo to determinowane jest fragmentem „nowością są (kto? co?)” zasugerowałem się postami wyżej i dobrze nie doczytałem tego zdania myśląc że tam jest „mamy dwóch nowych bohaterów”
            popełniłem błąd, przepraszam ;)

          • „oraz dwóch nowych bohaterów – Czosneczka Czesia i Bakłażanka Błażejka (nie pytajcie).”
            W momencie, gdy czytałam ten tekst było tak. Zauważ, że czytałam ten tekst 5 godzin po Tobie. Zwracałam Ci uwagę, że Twój komentarz w tym momencie jest nielogiczny i czepiasz się nieistniejącego czegoś, do tego tak, jakbyś nie znał podstawowych zasad gramatyki. I może trochę mniej gniewu i nienawisci, co?

          • Ok, było inaczej jak ja czytałem czym twój komentarz był dla mnie jeszcze mniej logiczny niż dla ciebie mój.

  3. Ja też nie wiem, co w tym złego ;). Jeśli ktoś tak czy siak robi tam zakupy, to może mu się uda zgarnąć maskotę dla dziecka „za free” i tyle. W Tesco czy innych hipermarketach też niejednokrotnie były takie promocje i jakoś wrzawy nie było :D

      • A jednak problem jest. Bo nie o same kwoty chodzi, a o mechanizm. Reklama trafia do dziecka, a co, dziecku odmówisz? No ja tak, Ty może też, ale tysiące nie. Nawet jak w budżecie będzie trzeszczało, to dziecko będzie wrzeszczało i rodzić w końcu kupi.

        Ps. Chyba mniejszy miałbym problem, gdyby punkty były za zakup tylko warzyw i owoców.

        • W takim razie napiszmy lamentujący artykuł o każdym dziale z zabawkami/ ze słodyczami/ i – o zgrozo – o sklepach z zabawkami. Bo dziecko będzie wrzeszczało i zabawkę trzeba kupić. Chyba nie tędy droga. Sklep daje coś za free do większych zakupów. Tutaj w ostateczności jeśli czyjeś metody wychowywania dzieci są takie nie inne, to można dopakować cukru do okrągłej sumy, wziąć świeżaka, dziecko przestaje się drzeć a ty masz zapas cukru na dłużej.

          • Nie wiem czy trzeba lamentować, ale są supermarkety, w których wprowadzono już kasy dla rodziców z dziećmi, gdzie nie znajdziesz słodyczy i zabawek na wysokości wzroku dziecka.

            Wchodząc do sklepu z zabawkami z dzieckiem wchodzisz z zamiarem kupna zabawki dziecku. Wchodząc do Biedronki z dzieckiem, niekoniecznie masz zamiar kupować cukru, czy czegokolwiek innego na zapach, byle się dzieciak nie darł. Zresztą to fatalna praktyka, w której dziecko (a rzecz jasna ten mechanizm działa i jest wykorzystywany i nie jest to etyczną stroną marketingu) wymusza na rodzicu większe zakupy w imię pluszowego czegoś.

            Sklep daje coś za free? Naprawdę w to wierzysz, że akcja jest gestem, który nie ma przełożenia na wyniki sieci?

            Już mówiłem, byłoby to jakoś tam uzasadnione, gdyby te punkty były przyznawane za zakup owoców i warzyw. To miałoby sens. Dziecko może miałoby skojarzenie, że owoce i warzywa to coś dobrego, za jedzenie czego, czeka na nie gratyfikacja. Nadal średnio, ale przynajmniej miałoby to jakiś tam sens i wartość.

          • Ok ok pewnie, że to reklama, promocja sklepu mająca na celu to, aby klient wydał nawet więcej pieniędzy niż zamierzał. Reklama zawsze uderza w jakiś rodzaj klienta- piękne kobiety zachęcają mężczyzn, kłamstewka na kosmetykach kobiety, ta (zabawki) celuje w dzieci, a docelowo w rodzica. Reklama jak każda inna.
            Teraz pytanie czy to coś złego? Sklep ma prawo do takiej promocji, nikogo nie obraża ani nie zmusza. A to że rodzice są namawiani przez dzieciaki? No przepraszam, ale każdy wychowuje dziecko po swojemu, jeżeli mu na wszystko pozwala to jego sprawa. Jeżeli ktoś jest mądry i rozsądny to mądrze i rozsądnie wychowa dziecko i sam zadecyduje czy taką zabawkę kupić czy nie.
            To o czym Pan mówi, to swego rodzaju zrzucenie współodpowiedzialności za wychowanie dziecka na sklep. Że szef Biedronki ma się martwić i dbać o to aby mały Piotruś czy mała Basia nie namówiła mamusi na niepotrzebne wydatki. Szanowny Panie, szef Biedronki ma za zadanie nakłonić mamusię aby zostawiła jak najwięcej pieniążków a nie chować zabawki i słodycze po kątach przed dziećmi. Więc pisanie artykułu czy robi dobrze czy źle jest moim zdaniem nie na miejscu.

          • Tak, to coś złego. O ile od dorosłej osoby mamy prawo wymagać używania rozumu, jak również zakładać, że owy rozum posiada i jest w stanie wykazać się jakąś elementarną krytyką i dystansem do przekazywanych mu treści, o tyle w reklamach skierowanych do dzieci, to założenie jest najzwyczajniej w świecie durne, a sama reklama jest stworzona po to, by dziecko wymusiło zakup reklamowanej rzeczy. Przecież dzieci nie dysponują gotówką, więc kto ma to kupić?

            Każde jest wychowywae po swojemu. Niby masz rację, ale mamy później cały szereg grup i zachowań, gdy nie jesteśmy w stanie wychowywać dziecka. Wystarczy szkoła i chęć należenia do grupy. Przecież to kilka godzin, gdzie dziecko pozostaje samo sobie. Niestety nie żyjemy w idealnym świecie i niestety tam dziecko spotka się z innymi, gdzie „to co masz” definiuje kim jesteś w strukturze. I to nic, że dziecko będzie dobrze wychowywane. W zderzeniu z taką sytuacją, jeśli grupa będzie silna, jego argumenty raczej nie zdadzą się na nic, a zostanie skazane na grupę outsiderów. Może to i nie będzie złe w ujęciu życia, ale powiedz to dziecku.

            I bez tego Pana. :) To o czym mówię, to nie jest zrzucanie odpowiedzialności na Biedronkę. To tylko próba zwrócenia uwagi na fakt, że marketing Biedronki, Lidla i całej rzeszy sklepów i koncernów często jest nieetyczny. Nie, nie mają wychowywać, ale nie mają też kierować reklamy do dzieci.
            Marketing i tak jest nieetyczny. Grupy focusowe, badania zachowań, triki mające na celu wywołać taki, a nie inny efekt. To nie jest do końca fair. Jak chociażby, nie jest do końca fair zapach pieczywa w sklepach spożywczych, gdy nic się nie piecze, po to by wywołać uczucie głodu. Czy może jest?

          • ‚Reklama dźwignią handlu’. No chyba każdy, już teraz nawet dziecko wie, że reklamy kłamią, kręcą, kombinują, przeinaczają rzeczywistość i starają się za wszelką cenę dotrzeć do klienta. I rodzic jest odpowiedzialny za dziecko, więc w kwestii jego rozumu jest ogarnięcie tematu ‚reklam skierowanych do dzieci’ bo takich pełno i to nie tylko w biedronce.
            No i nie oszukujmy się- dzisiaj rozumne (już nieco starsze) dzieciaki bardziej patrzą na to aby przed kolegą pochwalić się smartfonem czy laptopem albo butami adidasa i bluzą nike. Te, którym ‚zależy’ na zwykłej maskotce warzywa z biedry to chyba najczęściej jeszcze nie potrafią mówić.
            No i polecam wybrać się z dzieckiem do marketu na zakupy- wszystko chce, czy to zabawka czy to słodycz czy cola czy batonik… Więc biorąc dziecko na zakupy trzeba się z tym liczyć. Ewentualnie świeżaki na serio nie są jakoś specjalnie wyeksponowane- wystarczy minimum sprytu aby odciągnąć od nich uwagę dziecka.
            I w końcu wydać na zakupach 40 zł (bo tyle wystarczy aby dostać punkt) nie jest trudne w dzisiejszych czasach. Kupujesz co potrzebujesz a zabawka kiedyś wpadnie za darmo.

          • Nadal jednak uważam, że sztuka marketingu odeszła od sztuki mówienia o korzyściach, a bliżej jej do socjotechniki (przynajmniej tam, gdzie budżet na to pozwala, choć, przecież słynne „szczucie cycem”, sprawdza się i nie kosztuje majątku).
            Jak dla mnie takie akcje, w których nagrodą jest zabawka dla dziecka nigdy nie będą etycznie akceptowane. Bo to jednak jest ciągle droga przez dziecko do portfela rodzica. Nie, to nie jest fajne.
            Co do reszty trudno się nie zgodzić. Nikt nie powinien być zdjęty z odpowiedzialności za dziecko, ani ta odpowiedzialność nie powinna być zrzucana na sklep, szkołę czy sąsiadkę. Tylko czy powinniśmy akceptować ten stan rzeczy, w którym musimy dziecku tłumaczyć w jak popieprzonym świecie żyje, aby na każdym kroku uważało na zastawione pułapki i lepiej, żeby było obsesyjnie podejrzliwe? Ja wiem, tak jest zdrowiej, tylko, że przyzwalając na te praktyki, przyzwalamy, by one rosły w siłę. To wcale się nie zmniejsza, a wprost przeciwnie. Może lepiej byłoby na mniej się zgadzać, więcej prostować, a dziecku pozwolić ufać, wierzyć i cieszyć się poznawaniem świata. Tak, tak byłoby… nie świetnie, tak byłoby normalnie.

          • Jasne, ale to już są problemy pierwszego świata. Ludzi mają coraz więcej pieniędzy do wydania i marketing z każdej strony to stara się wykorzystać. Czy podoba mi się reklama celująca w dziecko? Pewnie, że nie. Wciąż nieco mniej mnie razi niż choćby sławna ostatnia reklama ‚Tigera’, ale wciąż nie jestem specjalnie za. Właściwie jest mi obojętna- reklama jakich pełno na każdym kroku mniej lub bardziej etycznych. Ale rozumiem, że taki jest rynek i takie są czasy. Bogaci jeszcze bardziej będą wykorzystywać biednych i można się z tym pogodzić albo pisać tego typu artykuły na temat każdej nieetycznej reklamy… No i racja w tym wypadku jest jak d**a… Każdy ma swoją.

    • Z tego co czytam, to punkty nie wpadają za zakupy ot tak, na zasadzie kumulacji wydanych złotówek, tylko za każde 40 zł brutto wydane w kasie. Efekt tego jest taki, że zakupy będą na siłę „dopychane” czymkolwiek, aby tylko limit wyrobić. I na tym polega haczyk.

      • to ten sam mechanizm co punkty na stacji paliw. Wiadomo, ze aby cokolwiek zdobyc za punty trzeba zatankowac setki, jak nie tysiace litrow. Czesto masz ounty bonusowe jak zatankujesz za min 25L wiec to takie biedronkowe 40zl.

  4. U mnie to biednorki przyjeżdza pełno ludzi z okolicznych wsi :) co mają całe wózki zakupów więc spokojnie wszystki świeżaki szybko znikną :)

  5. Szanowna Pani redaktor- to Lidl pierwszy wprowadził te maskotki do swoich sklepów. Ale jak to bywa źródeł nie sprawdzamy

  6. matko przecież swieżaki są przy okazji przecież i tak kupujemy tony jedzenia. A jesli dodatkowo dzieciak sie cieszy to czemu nie.

  7. na aliex wystarczy wpisać w wyszukiwaniu New Fruits Vegetables cauliflower Mushroom blueberry Starwberry 9″ Soft Plush Doll Toy i już mamy taniej i czasami szybciej świeżaka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *