Casus belli to pojęcie znane prawu międzynarodowemu, które tłumaczone z łaciny oznacza mniej więcej tyle, co „pretekst do wypowiedzenia wojny”. Generalnie wojny nie są mile widziane, szczególnie we współczesnym świecie. Chyba, że akurat znajdziemy sobie do nich dobry powód.

I tak oto na przykład Wladimir Putin za powód do wojny z Ukrainą uznał ochronę praw mniejszości rosyjskiej, ponieważ w wyniku tzw. Euromajdanu władzę w kraju bezprawnie przejęli „faszyści”. Każdy powód jest dobry, żeby zaanektować sobie istotną część obcego terytorium, niezależnie od tego jak bardzo odstaje on od rzeczywistości.

W wojnie pomiędzy największymi polskimi kantorami internetowymi takim swoistym casus belli jest polski żużel, a konkretnie klub (Ekantor.pl) Falubaz Zielona Góra. Opisywałam kilka miesięcy temu sprawę, która odbiła się w internecie szerszym echem, gdy Cinkciarz.pl i Ekantor.pl.pl spierały się ze sobą na gruncie ochrony własności przemysłowej oraz prawa konkurencji. Jakkolwiek z punktu widzenia Bezprawnika sprawa wydawała się bardzo ciekawa (w końcu trafiła nam się trademarkowa wojna w amerykańskim stylu i to w Zielonej Górze), to szczerze mówiąc spodziewałam się raczej typowych przepychanek medialnych, może nawet wzajemnego podpuszczania w celu wywołania szumu w mediach, który wypromuje obie marki. Nie byłby to pierwszy taki przypadek, gdy firmy z sektora poniekąd technologicznego, przez lata toczą patentowe boje głównie po to, by na końcu się dogadać i pokazać o ile długości obie były przed konkurencją.

Jednakże w świetle uzyskanych przez nas niedawno informacji o żadnej „ustawce” tym razem nie może być mowy, a już niebawem o dalszych losach trademarkowego konfliktu z wielkim żużlem w tle zadecyduje sąd. W całym sporze Ekantor.pl de facto występuje w roli Ukrainy, czyli ofiary tego silniejszego konkurenta, która jest atakowana pod pretekstem ochrony znaków towarowych. Zwłaszcza, że przecież w przeszłości to Cinkciarz.pl starał się rejestrować znaki zbliżone do swojego konkurenta, a nie odwrotnie. Kiedy wydawało się, że marcowa historia z Falubazem na Facebooku znalazła już swój finał, a serwis Zuckerberga przywrócił wreszcie fanpage Ekantoru uznając roszczenia konkurentów za nieuzasadnione, okazuje się, że Cinkciarz podtrzymuje swoje roszczenia, na początku sierpnia ruszył – wreszcie – proces sądowy, w którym obie strony teoretycznie powinny w końcu zakończyć swój spór.

Teoretycznie, ponieważ pytany o rozwój sytuacji Ekantor.pl zauważa, że większy, silniejszy i zamożniejszy konkurent wykorzystuje problematykę znaków towarowych w formie pretekstu. W dużym skrócie poszło o to, że logotyp Cinkciarza wygląda tak:

Logotyp eKantoru wygląda tak:

A po tym jak Ekantor.pl zaczął sponsorować zielonogórski klub żużlowy, logotyp drużyny zaczął prezentować się w ten sposób:

I właśnie ten ostatni aspekt nie przypadł do gustu włodarzom Cinkciarza, którzy uznali tego typu podobieństwo za niedopuszczalne. W mojej ocenie, co podkreślałam już w marcu, stawiany zarzut czynu nieuczciwej konkurencji oraz naruszenia praw do znaku towarowego wydaje się być nieco pochopny, a władze Cinkciarza – choć oczywiście należy zrozumieć próbę walki o własne interesy i strefę wpływów – zareagowały na całą sytuację z przesadną wrażliwością. Wszak nowy logotyp Falubazu powstał z połączenia już istniejących logotypów, zaś samo połączenie – nawet w branży finansowej (MasterCard) nie wydaje się na tyle oryginalne, by z tego powodu kruszyć sądowe kopie.

Wreszcie, argument najbardziej istotny. Podczas gdy Cinkciarz.pl posiada znak towarowy chroniony na płaszczyźnie usług finansowych, Ekantor.pl Falubaz Zielona Góra wraz ze swoim logotypem jest przecież klubem sportowym, pomimo tego, że sponsor tytularny jest podmiotem konkurencyjnym w stosunku do Cinkciarza. Nie wydaje mi się, żeby sąd cywilny jakoś przesadnie odbiegał od mojej oceny tej sytuacji, choć oczywiście z przyjemnością przeczytam uzasadnienie wyroku.

Zarzuty stawiane Ekantorowi to naprawdę kawał wybitnej pracy prawniczej, choć według mnie dalej oparty na niestabilnej podstawie faktycznej, podlegającej bardzo indywidualnym interpretacjom. Momentami żałuję, że nie mogę zaangażować się w spór jako pełnomocnik jednej ze stron, gdyż nagromadzenie różnej maści argumentów i kontrargumentów z zakresu ochrony znaków towarowych jest tam olbrzymie. Ale i łatwe w polemice. Na przykład: Cinkciarz.pl zarzuca Ekantor.pl, że splecenie ze sobą znaku sponsora klubu z emblematem klubu nie jest powszechną praktyką w świecie sportu. Osobiście zupełnie się z tym nie zgadzam i żeby przykładów nie szukać przesadnie daleko:

sponsorzy

Z tym Bayerem Leverkusen to zresztą ciekawa historia, ponieważ obecne przepisy Bundesligi nie patrzą zbyt przychylnie na nazywanie klubów tytułami sponsorów, przez co redbullowski klub z Lipska nazywa się RB Leipzig, choć w lidzie austriackiej bez problemu występuje sobie Red Bull Salzburg. Ale to już historia, którą pewnie przy okazji rozjaśni wam inny, bardziej ufutbolowiony duchowo, redaktor Bezprawnika.

Pełnomocnicy powoda w wielu miejscach argumentują o wyjątkowości okoliczności współpracy Falubazu z Cinkciarzem i dalszych, negatywnych dla firmy konsekwencjach w wyniku zamiany na stanowisku sponsora drużyny, choć należy pamiętać, że Ekantor.pl stając się sponsorem tytularnym zaangażował się w życie klubu w stopniu o wiele dalej idącym niż konkurenci.

Oczywiście nie jestem w stanie rozstrzygnąć czy Ekantor wraz z Falubazem rzeczywiście naruszają interesy Cinkciarz.pl, w jakim stopniu oraz czy nowy logotyp klubu rzeczywiście z premedytacją podszywa się pod konkurentów, czy jednak taka interpretacja jest zdecydowanie zbyt odważna. W dużej mierze uznaniowo zadecyduje o tym sąd, który na dodatek będzie orzekał pod sporą presją – to będzie bardzo ważny i bardzo głośny wyrok, a ponieważ w grę wchodzi również prawo europejskie – zapewne cytowany także za granicą.

I teraz w zależności od tego jak potoczy się sprawa czekają nas ciekawe konsekwencje dla kantorów internetowych w Polsce. Jeżeli sąd przyzna rację Cinkciarzowi to zapewne klub nie będzie mógł używać spornego logotypu, a może nawet pojawi się jakaś finansowa odpowiedzialność odszkodowawcza po stronie przegranego. To wszystko może doprowadzić do zachwiania dotychczasowych relacji między Ekantor.pl a Falubazem. Jeżeli sąd przyzna rację Ekantorowi, to z kolei ten z ofiary zmieni się zapewne w ścigającego. Ma ku temu powody, bo na skutek skarg konkurenta notorycznie zamykane mu są kanały społecznościowe – o problemach z Facebookiem już pisałam, jakiś czas temu bezpowrotnie stracili konto na YouTube. W obliczu korzystnego dla Ekantor.pl wyroku sądu, aktualny sponsor Falubazu mógłby z kolei zarzucić Cinkciarzowi trademark trolling. Generalnie jestem zwolenniczką, by poważne firmy o takiej renomie swoje sprawy zawsze załatwiały na sali sądowej, a nie za pośrednictwem skarg w social media na poziomie dwunastoletnich graczy w Minecrafta.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Jeżeli jesteś zainteresowany problematyką ochrony konkurencji lub znaków towarowych, zachęcamy do skorzystania z usług współpracującego z nami zespołu prawnego stale dostępnego pod adresem kontakt@bezprawnik.pl

Fot. tytułowa: Arkadiusz Siwek // Falubaz