Czy czas przejazdu w Google Maps niejako nakłania do przekraczania prędkości? Wydaje się, że tak może być

Moto Technologie dołącz do dyskusji (56) 06.11.2020
Czy czas przejazdu w Google Maps niejako nakłania do przekraczania prędkości? Wydaje się, że tak może być

Paweł Mering

Czas przejazdu w Google Maps może nakłaniać do przekraczania prędkości. Tak wynika z pewnego dziennikarskiego śledztwa. Winne są jednak bardziej polskie drogi, aniżeli gigant z Mountain View.

Czas przejazdu w Google Maps

Niewątpliwie czas przejazdu w Google Maps niejako nakłania do przekraczania prędkości, co wynika ze śledztwa portalu brd24.pl. Nie jest to jednak zaskoczeniem, bowiem Google do przewidywania przybliżonego czasu dotarcia do celu wykorzystuje szereg danych, obrabiając je za pomocą sztucznej inteligencji.

Jedną ze składowych, które wpływają na ostateczną wartość, są zatem dane oparte o średni czas dotarcia do celu na danym odcinku. Na co nięwątpliwie wpływa prędkość kierowców. W oparciu o dane z różnych godzin (a także dni, czy miesięcy) sztuczna inteligencja tworzy prognozy. Pozwalają one na adekwatne określenie czasu przejazdu.

Właśnie, adekwatne – i zgodne z rzeczywistością – ale już niezgodne z prawem drogowym. Stosowanie się do ograniczeń prędkości jest w Polsce absolutnym wyjątkiem. To, jakiej skali jest to wyjątek, widać najlepiej w statystykach. Nie przekracza prędkości zaledwie 10% zmotoryzowanych uczestników ruchu, jak wynika z badania pn. Europejski Barometr Odpowiedzialnej Jazdy 2019.

Oznacza to, że Google Maps, aby wywoływać efekt „o, zobaczcie, co do minuty się sprawdziło!” nie tylko zatem dostosowuje przewidywany czas dotarcia do celu do warunków na drodze, ale i bierze pod uwagę powszechne łamanie prawa wśród kierowców.

Czy jest to sytuacja skandaliczna?

Trudno nazywać to skandalem, skoro system po prostu wpisuje się w realia polskich dróg. To, czy etyczne jest przyjmowanie za normę powszechnego lekceważącego stosunku do ograniczeń prędkości, to temat na inną dyskusję. Niemniej system nie byłby funkcjonalny, gdyby takich danych nie brał pod uwagę.

Co mogłoby stanowić alternatywę? Na przykład określane przewidywanego czasu dotarcia do celu przede wszystkim w oparciu o historię przejazdów konkretnego kierowcy. Nie udało mi się jednak dotrzeć do tak szczegółowych dot. algorytmów danych, więc bardzo możliwe, że tak to właśnie działa.

Algorytmy stosowane w mapach Google (ale nie tylko, w niepopularnych w Polsce mapach od Apple wygląda to podobnie) biorą pod uwagę wiele zmiennych. Faktem jest jednak to, że nawigacja niejako legitymizuje nagminne przekraczanie prędkości, uznając ten fakt za normalność. A także źródło rzetelnych informacji.

Co ciekawe Google nie odpisało na zadane przez brd24.pl pytania, które wprost odnosiły się do korelacji między notorycznym przekraczaniem prędkości, a braniem danych kierowców do ustalania czasu dotarcia do celu w Google Maps. Może to potwierdzać przypuszczenia, że jest to po prostu bardzo istotna informacja, która wpływa na skuteczność i adekwatność nawigacji. Choć z pewnością nie stanowi powodu do chwalenia się.

56 odpowiedzi na “Czy czas przejazdu w Google Maps niejako nakłania do przekraczania prędkości? Wydaje się, że tak może być”

  1. Artykuł na temat artykułu z innego portalu, jeśli chodzi o merytoryczność prawie brak. Mapy na 100% uwzględniają personalne dane, ponieważ u mnie sprawdza się czas co do 1 minuty na trasie 60 km, gdzie 40 km to autostrada, w żadnym miejscu nie przekraczam prędkości, a wyprzedam 90% pojazdów na tym odcinku. Więc może prognoza ogólna może być użyta jako baza, ale doświadczenie danego kierowcy na pewno koryguje nawigację. Dodatkowo algorytmom wystarczy raz podejrzeć jak dany kierowca jedzie autostradą, drogą krajową czy szybką/wolną drogą miejską aby przełożyć to na wszystkie podobne odcinki w całym kraju. Wyjaśniałoby to dlaczego na bardziej ruchliwych drogach gdzie popędzany przez szybkich i wściekłych jestem zmuszony do rezygnacji z tempomatu i jadę te 140km/h (gdzie zwykle na autostradzie ze względu na hałas i paliwo jadę 120-130 na tempomacie) dojeżdżam często przed czasem, mimo że sporo aut gna nawet 200 więc średnia na danym odcinku jest znacznie powyżej dopuszczalnych przepisów.

      • No jest trochę debili w tym kraju. Zresztą są statystyki co do prędkości na autostradzie które o tym mówią, ja raczej wspominałem własne doświadczenie gdzie zaobserwowałem to zjawisko.

        • mieszasz dwie rzeczy, gógl prognozuje trasę dla ciebie, bo cię zna, z poprzednich działań,

          ale też zlicza statystyczne prognozy, i pokaże je gdy zapytasz w trybie prywatnym/incognito.

          btw. oczywiście uwzględni też czas, porę roku i parę innych czynników, oraz to czy np aktualnie na tej trasie są inni użytkownicy androida i jak szybko się poruszają.
          -ale te czynniki da się uznać za równe w obu wyszukiwaniach

    • W trakcie gdy cię wyprzedzą te 3 auta jadące 200, ty wyprzedzisz 10 jadących 90. Średnia pewnie wyjdzie na twoje 130.

  2. Czepiacie się. Rzeczywisty czas przejazdu jest jedynym wskaźnikiem jaki może być brany pod uwagę. Nie ma w Polsce danych, które wskazywałyby jaka jest dopuszczalna prędkość na danym odcinku drogi. A mierząc prędkość rzeczywistą Google może prawie natychmiast zareagować na korek czy wypadek i zmienić trasę.

    • Większość nowych aut ma system odczytywania znaków drogowych jako jeden z systemów asystujących kierowcy. Nie zdziwiłbym się, gdyby te dane były potem odsprzedawane firmom dostarczającym oprogramowanie do nawigacji.

      • Nie działają za dobrze, a poza tym to tak nie działa. System uczy się latami i restryktory obniżają jego skuteczność.

        • Pewnie zależy od Auta, ja miałem przyjemność przejechać 400 km bmw 7 z tego roku i wszystko odczytywała pięknie.

    • Akurat dopuszczalne prędkości na większych drogach zazwyczaj odpowiadają normie, a pozyskanie takich danych jak klasyfikacja dróg i maksymalnych dopuszczalnych na nich prędkości nie powinno stanowić dla korporacji wielkości Google żadnego problemu.

      • A niby od kogo mają pozyskać? W Polsce nie ma bazy danych z takimi informacjami. Nawet z cyfrowymi mapami dróg jest problem.

    • Nie zdarzyło mi się przekroczyć prognozowanego czasu o więcej niż 20%. Nigdy nie przekraczam prędkości, a na autostradach wręcz odwrotnie (samochód pali drastycznie więcej pow. 110-120 więc nigdy nie jadę szybciej niż 110)

  3. Nie dziwię się, że Google nie odpowiedziało. Każdy szanujący się podmiot ignoruje szurstwo z brd24. Po prostu poniżej pewnego poziomu się nie schodzi i pewne podmioty trzeba ignorować w zdrowym społeczeństwie.

  4. dorzucę tu mechanizm zachowania człowieka na którym jest oparta gamifikacja.
    Dla wielu godzina osiągnięcia celu może być wyzwaniem z którym się ścigają.

    • Tylko czy z powodu takiego złego zachowania mi normalnemu użytkownikowi należy zabrać dostęp do rzetelnych danych?

  5. powiem że jest gorzej,
    sztuczna inteligencja gógla, przecież uczy się ,na realnych danych, których dostarczają smartfony z androidem.
    Jak ktoś nawiguje się po danej trasie z góglmaps i pokonuje ją szybko przekraczając prędkość i jeśli robi tak większość użytkowników, to taka wartość jest uśredniana.

    Jeśli tak szybko tam jadą, to znaczy że można.
    Czyli oznacza że robimy statystycznie sami na siebie donos, że na pewnych odcinakach zapierniczamy za szybko i to prawie wszyscy…

    • Skoro wszyscy jadą za szybko to raczej nie donos tylko pokaz, że ograniczenie jest za niskie. CZy jeżeli przy ograniczeniu do 50 dojdzie do wypadku przy prędkości 40 km/h to czy ten odcinek dzięki ograniczeniu jest bezpieczniejszy niż droga z ograniczeniem do 90 km/h po której wszyscy jadą 120 km/h i nie ma wypadków?

      • Obawiam się, że te zawyżenia to raczej nie jest krajówka 90 km/h na której się leci 120 – bo to mało kto robi. A właśnie zapieprzanie 90 w zabudowanym po dziurawych drogach przez wioski, co jest w mojej ocenie powszechne.

  6. Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób. Faktem jest, że prezentowane przez googla dane są bardzo dobre. Często przy 40 minutowej trasie dojazd o 9:57 w miejsce do, którego jadę pierwszy raz oznacza, że pewnie będę około 10:00 (jeżeli nic specyficznego nie wydarzy się po drodze). Przy czym zawsze traktowałem to jako informację statystyczną pozwalającą mi odpowiednio zaplanować czas – oskarżanie tej informacji o zachęcanie do przekraczania prędkości jest absurdalne. To jak oskarżenie danych o średnim dalszym trwaniu życia przez gus o zachęcanie do morderstw – w końcu średnie dalsze trwanie życia uwzględnia w sobie to, że ktoś zostanie pozbawiony życia w wyniku przestępstwa. Albo jakby oskarżenie danych o tym w jakim wieku przeciętnie ludzie zaczynają uprawiać seks o propagowanie pedofilii – w końcu niektórzy zaczynają bardzo wcześnie i ktoś może się z tym chcieć ścigać…
    Nie widzę powodu żeby oszukiwać się ograniczając maksymalnym czasem przejazdu.

  7. Wyznaczcie sobie drogę na trasie Warszawa – Jakuck. Ponad 9500 km w 122 godziny, to obiecuje Google, czyli średnio ok. 77 km/h. Teraz idźcie do wyszukiwarki Google i wpiszcie „road to Yakutsk”, żeby zobaczyć jakie to warunki drogowe (wybierzcie images, albo obrazy).

    • A później zobacz jak wszystkie tiry po tej drodze lecą spokojnie 90, a wyprzedzają je buchanki ;) Buduję właśnie samochód z myślą o podróżach na wschód. To, że całe zawieszenie trzeba skręcać na dwie zakontrowane śruby to pewniak. Bez tego masz pewność, że na tarkach coś się rozkręci.
      Podstawowym swoim samochodem w życiu bym się tam nie wybrał. A robiłem nim urlopy po 10 tys km.

  8. Google bierze też pod uwagę dynamikę jazdy kierowcy względem średniej – jeździłem dwa lata na mapach po 50-70 minut (w jedną stronę) do pracy i Mapy w ponad 95% przypadków podawały prawidłowy czas, chociaż nie przekraczam dopuszczalnej prędkości; ba, starszym autem po autostradzie/drodze ekspresowej jechałem max 100.

    W związku z powyższym nasuwa się pytanie: utyskiwania w artykule na zaniżony czas pokazywany nam przez Google więcej nam powie o niedoskonałościach algorytmu google, czy o niedoskonałościach autora tego artykułu? ;)

  9. Od kiedy Google maps informuje o radarach i kontrolach Policji można bezkarnie jechać 120 w zabudowanym. Świetna opcja. Brawo google.

    Mam nadzieję że autora tej opcji przejedzie samochód.

    • Rzeczywiście bo na codzień sekundę po przekroczeniu 119 łapała cię policja. To świetna opcja bo gdy nie musisz szperać po krzakach czy policja się nie czai żeby wyrobić normę mandatów (bo przecież nie po to żeby bezpieczeństwo poprawiać) to możesz przyspieszyć i bardziej skupić się na drodzę. A jazda szybko, w skupieniu i bez wypadków to najbezpieczniejszy styl jazdy. Jeżeli autora tej funkcji przejedzie samochód to nie będzie to jadący 120 na godzinę w terenie zabudowanym Seba (bo takich łatwo usłyszeć i zauważyć i nie wejść im pod koła) tylko jadący 40 km/h dziadek który dla zasady przed pasami zmniejsza prędkość do 30 ale korzystając z tego że jedzie powoli (a więc jak sugerują media bezpiecznie) nigdy nie sprawdza czy na tym przejściu ktos jest czy nie, bo po co? Nie pozdrawiam dziada mordercy z mojego miasta który jadąc z niską prędkością zabił matkę z dzieckiem która musiała że je puszcza.

      Ale jasne wkręcanie się dalej że wypadkowość jest tylko funkcja prędkości, a nie skupienia na drodze i umiejętności.

  10. Nie udało mi się jednak dotrzeć do tak szczegółowych dot. algorytmów danych, więc bardzo możliwe, że tak to właśnie działa.

    Nie działa to w ten sposób. Jeżdżę z mapami gogle od wielu lat. I nie chodzi o to, że na trasie lecę bardzo przepisowo. Ale dostosowuję prędkość do warunków na drodze. Koła i zawieszenie w moim samochodzie kosztowały mnie wystarczająco dużo pieniędzy by nawet jeśli przez środek lasu poza zabudowanym jest droga dziurawa jak ser szwajcarski, jechać 30-40 km/h. Będąc jednocześnie wyprzedzanym przez samochody, które po tej same drodze lecą 100-110. Na odcinku 210 km ode mnie do teściów (90% drogi lokalne i wojewódzkie, zero dwupasmowych) Rozjazd między tym co proponuje google maps a realnym czasem przejazdu to 30-50 minut. Pokonuję tę trasę co drugi miesiąc. Moje przejazdy zdecydowanie nie są przez google brane pod uwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *