Jednak ekantor.pl obronił się przed Cinkciarzem w głośnej sprawie sądowej związanej ze sponsorowaniem żużla

Finanse Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (19) 20.02.2018
Jednak ekantor.pl obronił się przed Cinkciarzem w głośnej sprawie sądowej związanej ze sponsorowaniem żużla

Udostępnij

Maja Werner

O pojedynku największych polskich kantorów internetowych pisaliśmy na Bezprawniku już w 2016 roku. Wreszcie doczekaliśmy się wyroku w tej sprawie, a sąd podzielił moją opinię w zakresie sponsorowania zielonogórskiego Falubazu. 

Pojedynek Cinkciarz vs eKantor bardzo szybko przestał wyglądać jak typowy spór związany z problematyką wyłącznie własności przemysłowej. Być może w tle chodziło o ostrą, rynkową walkę konkurentów, a może nawet jakieś prywatne animozje. W końcu rzadko kiedy się zdarza, by dwa tak duże podmioty pochodziły z jednej, nie tak z kolei dużej miejscowości – Zielonej Góry.

A kiedy globalny biznes jest dość mocno osadzony lokalnie, rodzą się spory, jak na przykład w kontekście zielonogórskiego Falubazu. Zrobiło się bardzo brudno, tam w pewnym momencie był blokowany nawet fanpage eKantoru na Facebooku. A wszystko zaczęło się od tego, że komuś ten „herb” zielonogórskiego klubu żużlowego skojarzył się z logiem Cinkciarza.

Ostatecznie sprawa trafiła do sądu. Cinkciarz.pl zarzucał Ekantor.pl między innymi to, że splecenie ze sobą znaku sponsora klubu z emblematem klubu nie jest powszechną praktyką w świecie sportu. Jednak miłośnicy piłkarskich emocji z naszej redakcji bardzo szybko podpowiedzieli mi, że jest to stwierdzenie kompletnie oderwane od rzeczywistości i jest spotykane m.in. na szczeblach Bundesligi czy Ekstraklasy:

Kiedy jasnym stało się, że w sprawie podobieństwa logotypów ostatecznie wypowie się sąd, obiecałam relacjonować dalszy przebieg sprawy. Wczoraj jeden z kantorów – zgadnijcie który – sam pochwalił nam się rozstrzygnięciem sprawy.

ekantor.pl do przerwy na mocnym prowadzeniu

Nie sposób ocenić czy od wyroku będzie składana apelacja, choć analiza charakteru sprawy od samego jej początku pozwala podejrzewać, że tak. Sąd Okręgowy w Warszawie XXII Wydział Unijnych Znaków Towarowych i Wzorów Wspólnotowych oddalił powództwo Cinkciarza i zasądził zwrot kosztów procesu w wysokości 9.159,27 PLN na rzecz ekantor.pl (Sygn. akt XXII GWzt 39/16 – polecam lekturę wszystkim zainteresowanym problematyką własności przemysłowej).

W ocenie sądu powód nie dowiódł faktu naruszenia przez pozwanego prawa do wspólnotowego znaku towarowego. Sąd zauważył między innymi, że nowe logo Falubazu nie jest nawet znakiem towarowym i ekantor.pl nie używa go w obrocie handlowym, posługując się wyłącznie swoją identyfikacją z „jednym kółeczkiem”.

Dalej sąd argumentował:

Nie ulega wątpliwości, że pozwany pod powyższymi oznaczeniami nigdy nie oferował żadnych usług, a w szczególności usług związanych z wymianą walut. Tymczasem z istoty znaku towarowego wynika używanie go odróżniania towarów i usług w działalności gospodarczej. Podstawową funkcją znaku jest więc funkcja oznaczania pochodzenia towarów lub usług.

Dalej sąd pozostawał jeszcze bardziej nieczuły wskazując, że prawo ochronne na znak towarowy Cinkciarza jest wbrew pozorom dość słabe, udowadniając, że ich znak towarowy

ma dość niską pierwotną zdolność odróżniającą. Składa się z trzech elementów opisowych: słowa « cinkciarz » wprost nawiązującego do usług wymiany walut, dla jakich znak został zarejestrowany, rozszerzenia adresu strony internetowej « .pl », wskazującego na świadczenie usług online oraz graficznego wizerunku najpopularniejszych monet (euro i dolara), z właściwą dla każdej z nich symboliką. Z rejestracji nie wynika w żadnym razie wyłączność używania przez powoda każdego z tych elementów z osobna w związku ze świadczeniem usług na rynku wymiany walut online. Dokonując zgłoszenia takiego znaku powód zdawał sobie sprawę, że będzie musiał tolerować używanie przez innych uczestników rynku takich samych lub podobnych, opisowych oznaczeń. Nie może więc obecnie skutecznie żądać zaprzestania używania przez konkurentów wizerunku monet (walut obcych) w typowym, w żaden sposób nie wyróżniającym się od stosowanego na rynku układzie (brak dowodu przeciwnego), rozszerzenia « .pl » (jak w adresie strony internetowej, poprzez którą działa lub na której oferuje/reklamuje swoje usługi), czy określenia związanego z wymianą walut, jak np. kantor.

Odniesienie się do kwestii zarzucanego czynu nieuczciwej konkurencji, sąd rozpoczął z „grubej rury”:

Zgodnie z jej art. 1, ustawa z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji reguluje zapobieganie i zwalczanie nieuczciwej konkurencji w działalności gospodarczej – w interesie publicznym, przedsiębiorstw oraz klientów, nie może jednak być traktowana jako instrument służący wyeliminowaniu konkurencji w ogóle, w celu zachowania przez przedsiębiorcę dominującej pozycji rynkowej (tak Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyroku z 30/09/1998 r. sygn. akt I ACa 281/98 Apel.-Lub.1999/1/1)

Zdaniem sądu nie istnieją dowody na to, że pozwany kopiuje efekty pracy powoda w działaniach promocyjnych, czy reklamowych, szczególnie, że pozwany jest sponsorem tytularnym, a powód takim nie był. Sąd nie podzielił przekonania, że wejście ekantor.pl w rolę cinkciarz.pl miałoby mieć realny wpływ na kojarzenie z powodem usług świadczonych przez pozwanego na stronie internetowej pod jego własnym znakiem.

Powód nie może, przy pomocy omawianych przepisów zabiegać o wyeliminowanie konkurenta rynkowego, jeśli nie wykaże, iż jego działania są
sprzeczne z prawem lub określonym dobrym obyczajem handlowym. By realizować roszczenia na podstawie art. 18 u.z.n.k. powód powinien udowodnić popełnienie czynu nieuczciwej konkurencji (a tego nie udowodnił) (…).

Przed kilkoma dniami opisywaliśmy przykład tego jak duże koncerny spożywcze dogadują się ponad podziałami w sprawie własności przemysłowej w celu dystrybucji napoju Dr Pepper. Dziś mieliśmy kolejny przykład tej ciemnej strony znaków towarowych, gdy bardzo często jest wykorzystywana jako narzędzie rozgrywek pomiędzy przedsiębiorcami.