Poszła do sanepidu poskarżyć się na grzyb rosnący w domu. Dostała atlas grzybów

Gorące tematy Na wesoło dołącz do dyskusji (95) 08.03.2018
Poszła do sanepidu poskarżyć się na grzyb rosnący w domu. Dostała atlas grzybów

Emilia Wyciślak

Państwowa Inspekcja Sanitarna zawsze służy pomocą obywatelowi. Tak było w przypadku mieszkanki Poznania, która chciała zawiadomić ich o pleśni rosnącej w jej domu. Zamiast pomóc, dali jej atlas grzybów. 

Pani Dorota nie może mówić o szczęściu. Żyje dość ubogo, na utrzymaniu ma też jedenastoletnią córkę, z którą żyje w mieszkaniu komunalnym (a w takich, jak wiadomo, pleśń często nie tylko rośnie, ale też wynajduje koło i system dziesiętny). Kiedy okazało się, że w jej mieszkaniu pojawił się grzyb, postanowiła skierować swoje kroki prosto do Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Przyniosła im nawet próbkę tego, co wyrosło na ramie okiennej – obawiała się, że pleśń może niekorzystnie wpływać na zdrowie córki. Rozwiązanie to było tylko na pozór dobre, ponieważ urzędnicy najpierw nieco ją wyśmiali, a potem wysłali do innego oddziału. Kobieta poszła tam, by otrzymać egzemplarz atlasu grzybów. Urzędnicy doszli do wniosku, że z tego, co na ścianie, można ugotować zupę?

Grzyb w domu a Sanepid

Zachowanie urzędników nie było, jak się okazuje, podyktowane złośliwością. Państwowa Inspekcja Sanitarna nie zajmuje się grzybami budowlanymi (chyba, że te znajdują się w szpitalu, restauracji lub szkole, wtedy ciska groźbami i mandatami) – z takimi rzeczami należy bowiem zgłosić się do spółdzielni lub dewelopera. Pani Dorota w rozmowie z urzędnikami podobno najpierw opowiadała o swoich problemach, a następnie wykazała wielkie zainteresowanie grzybami jako takimi, a ci postanowili sprezentować jej atlas. Nie poczytała tego za dobrą monetę, jak się wydaje, bo sprawę wreszcie opisał – w dość zjadliwy sposób – Fakt.

Na szczęście, los pani Doroty wkrótce odmieni się na lepsze, bo miasto obiecało jej nową, ogrzewaną – i prawdopodobnie wolną od pleśni – kwaterę.

Co robią grzyby w sanepidzie?

Skąd wziął się atlas grzybów w sanepidzie, zapyta ktoś, skoro nic nie mogli zrobić z problemem pani Doroty? Nie wszyscy wiedzą, że w okresie grzybobrania można znalezione okazy zanieść do Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Taka wizyta przyda się zwłaszcza tym, którzy nie wiedzą, jak sprawdzić, czy zebrane grzyby są jadalne. Może się przecież okazać, że ta piękna kania w rzeczywistości ma ksywkę amanita phalloides i już nie będzie tak zabawnie.

95 odpowiedzi na “Poszła do sanepidu poskarżyć się na grzyb rosnący w domu. Dostała atlas grzybów”

  1. Japie***le! Takie rzeczy to chyba tylko w pl mogą się dziać. Grzyb w ścianach, czy pleśń zjadająca ramy okienne to wyrok powolnej śmierci dla zamieszkujących taki lokal osób! Te urzędasy całkiem już na łby poupadały! Powinni tych idiotów wymienić z nazwiska publicznie. Wrrr.. co za cholerna leniwa i bezczelna banda no!

    • A co? Mieli jej odgrzybianie zafundować, czy mandat? Czytajcie całe teksty, a nie tylko nagłówki…

        • Jakbyś przeczytała, do tego ze zrozumieniem, to bez problemu zauważyłabyś, iż SanEpid NIE jest właścicielem mieszkania, a zatem nie ma ŻADNYCH obowiązków wobec bohaterki artykułu i mieszkanki felernego lokalu.

          • Jakbyś to nie gdybyś. Poza tym nigdzie słowem nie wspomniałam o sanepidzie i jego obowiazkach.

          • Cytuję ,,Grzyb w ścianach, czy pleśń zjadająca ramy okienne to wyrok powolnej śmierci dla zamieszkujących taki lokal osób! Te urzędasy całkiem już na łby poupadały! Powinni tych idiotów wymienić z nazwiska publicznie.” – a artykuł traktuje o urzędnikach w SanEpidzie. Widzę, że problem masz nie tylko z czytaniem ze zrozumieniem, ale przede wszystkim z pisaniem ze zrozumieniem, niestety. Nawet widzisz błąd, tylko raczkiem się wycofujesz, bo ,,nie wspomiałaś o sanepidzie i jego obowiązkach”. Taka linia obrony stawia cię w jeszcze gorszym świetle – wygląda bowiem na to, że piszesz pod artykułami losowe komentarze na niezwiązany z wpisem temat, nie czytając nawet tychże.

          • Urzędas to także pani za biurkiem w spoldzielni, w miejskiej lokalówce itp. A art traktuje o lokalu miejskim. Tak wygląda czytanie i rozumienie słowa pisanego. Wystarczy bowiem poszperać sobie w sieci o sprawie tej kobiety.
            A jeśli chcesz sobie potrolić znajdz do tego kogoś innego.
            Pozdrawiam.

  2. Reasumując – pokierowano ją w odpowiednie miejsce a przy okazji otrzymała upominek?

    Moim zdaniem to miłe.

  3. Pani widocznie nie została przeszkolona w zakresie obsługi (nie)swojego lokalu.
    A tak naprawde – to ona sama nie moze sobie odgrzybic lokalu??? Drobne naprawy wynikajace z utrzymania lokalu obciazaja NAJEMCE!!!
    Nie dosc ze dostała lokal od podatnikow – na takich darmozjadów ida moje podatki (a sam musialem kupic lokal w kredycie) to jeszcze tylko 500+, doplata do lokalu z GOPSu czy MOPSu, ulga prorodzinna i fundusz socjalny w pracy (jezeli w ogole pracuje) i dodajmy alimenty z funduszy alimentacyjnego.

    • Zanim coś powiesz, pomyśl sobie skąd w ogóle bierze się grzyb w budynkach. Jak powstaje, jakie muszą być warunki. A już przede wszystkim poznaj metody – skuteczne – usuwania grzyba.
      Będzie miło.. znacznie milej, niż czytać bełkot.
      A dla twej informacji:
      Usunięcie grzyba = mocna ingerencja budowlana w budynek. Więc nawet gdyby lokator chciał i byłoby go stać, nie może sam tego wykonać.

  4. To że patologiczna gnuśność i roszczeniowość mieszają się z realną „niezasłużoną” biedą to jedno a fakt bezcelowości budżetowych rozsadników posad z wynagrodzeniami oderwanymi od realiów dla znajomych królika to drugie. Gdyby wydatki budżetowe ograniczyć tylko do realnie społecznie użytecznych to starczyłoby z nadmiarem …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *