Od wczoraj cała grupa osób przykleiła się do Igi Świątek i krzyczy „płyniemy”

Na wesoło dołącz do dyskusji (65) 11.10.2020
Od wczoraj cała grupa osób przykleiła się do Igi Świątek i krzyczy „płyniemy”

Jakub Kralka

Iga Świątek zwyciężyła wczoraj w turnieju Roland Garros, co – słusznie – ucieszyło wielu Polaków, którzy tak już mają, że chętnie kibicują rodakom. 

Niektórzy postanowili jednak pójść w tej radości o jeden krok dalej. Jeszcze mączka kortu dobrze nie opadła z rakiety tenisistki, a w mediach społecznościowych zaczęły się pojawiać niesmaczne grafiki.

Grupa osób i instytucji myślała, myślała i wymyśliła jak ogrzać się w wielkim sukcesie 19-latki. Wyszło niezgrabnie, niesmacznie, a może troszkę żenująco? Wnioski pozostawiam wam samym.

Iga Świątek jeszcze nie zdołała podnieść pucharu do góry, a poseł Lewicy, Tomasz Trela, wrzucił grafikę, w której wizerunek tenisistki był opakowany logotypem partii i nazwiskiem posła. Jak gdyby co najmniej przez ostatnich 15 lat podawał Idze piłki.

Oczywiście nikt nie uwierzy w związek Lewicy z Igą Świątek. Gdyby tenisistka umarła z głodu albo 40 lat musiała czekać na przydział kiepskiego samochodu – wtedy może faktycznie konotacje byłyby lewicowe. Ale w tym wypadku to po prostu real time marketing w złym stylu, a na dodatek bezprawny. To nie jest wiedza wykraczająca poza możliwości percepcyjne nawet lewicy, że wizerunek podlega ochronie i nie można go sobie wklejać na swoje polityczne ulotki. Zwłaszcza, że nie wiemy czy tenisistka popiera daną partię.

Swoje gratulacje tenisistce złożyli też politycy: premier, Jacek Sasin (oby to nie był pocałunek śmierci) i prezydent, choć akurat pan prezydent był zdecydowanie bardziej zaaferowany definicją oposa. Co jest dobre, dzięki temu naród się uspokaja i zapomina, że w szpitalach nie ma łóżek, a lekarze przeszli do etapu leczenia ludzi, nawet gdy sami są już zarażeni koronawirusem.

Ale instynktu samozachowawczego zabrakło też sektorowi prywatnemu. Ojcem sukcesu Igi Świątek postanowił zostać na przykład dr Jacek Jaroszewski z kliniki Enel-Sport, który „miał przyjemność” kilka lat temu operować tenisistkę. Trudno odmówić, że udana operacja przyczyniła się w jakiś sposób do tego wielkiego sukcesu, ale już operacja promowania tego w mediach społecznościowych to już jakaś kompletna pomyłka.

Nie dziwi zatem, że pod wpływem nawału zniesmaczenia ze strony opinii publicznej posty posła Treli czy Enel-Sportu zniknęły z sieci tak szybko, jak się w niej pojawiły, natomiast nie tak powinien wyglądać dobry real time marketing.