Krajowa Rada Awansowanych. Po ujawnieniu list poparcia do KRS wiemy już, że podpis w większości przypadków dawał gwarancję lepszego stanowiska

Państwo Prawo dołącz do dyskusji (20) 17.02.2020
Krajowa Rada Awansowanych. Po ujawnieniu list poparcia do KRS wiemy już, że podpis w większości przypadków dawał gwarancję lepszego stanowiska

Maciej Bąk

Najpilniej strzeżona tajemnica rządów Prawa i Sprawiedliwości nie jest już tajemnicą. Nieoczekiwanie, w piątek 14 lutego po południu, Kancelaria Sejmu zdecydowała się ujawnić listy poparcia do KRS. Teraz już wiemy, kto dokładnie złożył podpisy pod kandydaturami do Krajowej Rady Sądownictwa. Wielkiego zdziwienia nie ma. Czarno na białym widzimy, że KRS powstała na skutek działania niewielkiego kółka wzajemnej adoracji.

Krajowa Rada Sądownictwa – kto złożył podpisy

Przez cały weekend i dziennikarze, i sędziowie ze stowarzyszenia Iustitia, analizowali listy, by sprawdzić co z nich wynika. Przejrzyste zestawienie wzajemnych powiązań między podpisanymi a awansowanymi publikuje „Gazeta Wyborcza”. Czytamy w nim, że aż 13 z 15 członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa swoje poparcie czerpało ze środowisk w jakiś sposób powiązanych z obecną władzą.

Osoby podpisane pod listami poparcia do KRS można podzielić na trzy sekcje. Pierwsi to (najmniej licznie reprezentowani) „zwykli” sędziowie, którzy po prostu się podpisali i dalej wykonują swoją pracę, w niezmienionym charakterze. Drudzy (grupa bardzo liczna) to sędziowie, którzy po przejęciu władzy przez PiS w 2015 roku awansowali, na przykład na prezesów bądź wiceprezesów sądów. Trzeci wreszcie to sędziowie oddelegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości. Czyli osoby pracujące ramię w ramię ze Zbigniewem Ziobrą.

Po analizie Iustitii widać, że w przypadku większości członków KRS to właśnie beneficjenci „dobrej zmiany” zdecydowanie dominują na listach poparcia. Jak pisze „GW”, liderką jest koleżanka Zbigniewa Ziobry, prezes Sądu Okręgowego w Krakowie Dagmara Pawełczyk-Woicka, która zebrała 28 podpisów, z czego aż 27, czyli 96 procent, należy do ludzi czerpiących korzyści z reformy wymiaru sprawiedliwości. Inny przykład to Dariusz Drajewicz, który na 25 podpisów ma aż 23 od „dobrozmianowych” sędziów.

Jak zbierano podpisy do Krajowej Rady Sądownictwa?

Można się tylko domyślać jak działał mechanizm zbierania podpisów. Skoro lwia część sędziów po złożeniu podpisu doczekała się upragnionego awansu, to trudno sobie wyobrazić żeby obie okoliczności nie były ze sobą związane. Z kolei w przypadku podpisów sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości mogła zadziałać zwykła pracownicza zależność. Ludzie Zbigniewa Ziobry (mówi się między innymi o zdymisjonowanym za aferę hejterską Łukaszu Piebiaku) mogli po prostu chodzić po biurach i wskazywać zatrudnionym w MS sędziom kogo trzeba poprzeć.

Publikacja list pokazuje też jasno, jak duże kontrowersje są wokół kandydatury Macieja Nawackiego. Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie co prawda zebrał aż 28 podpisów, ale cztery osoby jeszcze przed złożeniem dokumentów wycofały swoje poparcie. Nawacki utrzymuje co prawda, że poparcia raz udzielonego nie da się wycofać, ale gdyby tak było, to zapewne nie miałby problemu z poinformowaniem rady o tym, że sędziowie zmienili zdanie. A tego nie zrobił i tę wiedzę postanowił zatrzymać dla siebie. Gdyby więc przyjąć, że poparcie zostało wycofane w sposób legalny, to Maciej Nawacki członkiem KRS być nie powinien, a sama Krajowa Rada Sądownictwa od początku działać w takim składzie nie powinna.

Wątpliwości jest więcej. Na przykład spod listy popierającego szefa KRS Leszka Mazura zniknęło kilka podpisów. Nie wiadomo co się z nimi stało, można jedynie podejrzewać że zostały „pożyczone” innym kandydatom, którzy nie uzbierali wymaganych 25. Pojawiają się też opinie, że podpisy zbierano „in blanco”, o czym świadczyć może dopisanie na maszynie do pisania nazwiska popieranej osoby. I tak dalej, i tak dalej.

Chaos i niepewność

Podsumowując – mało która instytucja w Polsce działa dziś na tak chybotliwych podstawach, co Krajowa Rada Sądownictwa. Nawet jeśli tylko jedna piąta wątpliwości okaże się prawdziwa, to i tak może okazać się, że jej cztery lata pracy pójdą w odstawkę. A pamiętajmy, że rada nominowała w tym czasie kilkuset sędziów, którym nie można niczego zarzucić, poza tym że znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Trzeba jednak przyznać, że publikacja list poparcia do KRS wywołała na razie mniejszy wstrząs niż fakt jej uporczywego ukrywania. Sprawa jednak jest rozwojowa i ten serial może mieć jeszcze kilka zwrotów akcji.