Brzydzi mnie, że opozycja z mężczyzny, który się podpalił, próbuje zrobić sobie drugiego Tupolewa

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (120) 17.11.2017
Brzydzi mnie, że opozycja z mężczyzny, który się podpalił, próbuje zrobić sobie drugiego Tupolewa

Udostępnij

Jakub Kralka

Mężczyzna, prawdopodobnie chory, który podpalił się w centrum Warszawy z powodów dość wzniosłych – ale bez przesady – oraz wielka katastrofa lotnicza. Dwie niewątpliwe tragedie, które polska „klasa” polityczna próbuje przekuć na swoje indywidualne korzyści. 

Ani PiS nie jest tak wspaniały, jak powiedzą wam w TVP, ani nie jest aż tak zły jak mówią wam ci z KOD-u. To dwie maski fanatyzmu i radykalizmu politycznego, choć tu ideologie nie wychodzą akurat na pierwszy plan, o których wczoraj pisałem. Czytacie moje felietony od lat i wiecie, że trudno jest mnie nazwać przyjacielem władzy, szczególnie tej władzy: która skłóca ze sobą państwo, wznieca XX-wieczne wynalazki manipulacji tłumem, reaktywuje walkę klas, nie ma poszanowania dla prawa, ustroju, a na dodatek prowadzi politykę międzynarodową, której towarzyszy imperatyw kompromitacji (mówię tu bardziej o unijnych sojuszach z Wielką Brytanią na pięć minut przed Brexitem, niż San Escobar).

Ale trudno jest mnie też nazwać sympatykiem obozu opozycji, którego filarem działalności stała się negacja, przy jednoczesnej niemożności wzniesienia się poziom polityków przynajmniej wabiących konstruktywnymi rozwiązaniami. Na transparentach politycznych Platformy i Nowoczesnej od dwóch lat powiewa wyjątkowo ponure, a jakby z dumą wygłaszane hasło „Jesteśmy równie mierni jak ci z PiS-u, ale przynajmniej jesteśmy normalni”. Dziś opowiem wam o tym jak pozazdrościli PiS-owi Tupolewa.

Tupolew na miarę możliwości

Nie wydaje mi się, by w zamach w Smoleńsku wierzyło więcej, niż 1-2% prominentnych polityków PiS, choć jestem przekonany, że odpowiednio zmanipulowany elektorat ma w tym zakresie o wiele większe „podejrzenia”. Politycy cynicznie i w obrzydliwy sposób wykorzystują tragedię, w której zginęło 96 w większości wybitnych Polaków. Wykorzystują ten fakt do budowania swojego poparcia, komponują teorie, a zarazem – jak Stalin na miejscu swojego tryumfu – stawiają pomniki i ulice. To nie tylko symbolika, to ma wymiar polityczny.

Opozycja słusznie była tego typu praktykami oburzona, niestety teraz mniej lub bardziej świadomie robi dokładnie to samo, czym PiS raczy nas od kilku lat. Cynicznie rozgrywa czyjąś tragedię i to chyba nawet w jeszcze gorszym stylu, ponieważ politykom obozu władzy „poszczęściło” się dramatem z aspektem państwowym w tle. Opozycja, w tym Hanna Gronkiewicz-Waltz, biorą co dają.

W kraju źle się dzieje, ale to jeszcze nie powód, żeby się podpalać

O mężczyźnie, który się podpalił pod Pałacem Kultury, a następnie w wyniku odniesionych obrażeń zmarł, trudno pisać źle. Może to i szkoda, bo moim zdaniem przydałby się jakiś pozbawiony instynktu samozachowawczego (jeszcze bardziej ode mnie) felietonista, który opisałby to w kilku żołnierskich słowach. Zwłaszcza, że sama tragedia była dość mocno upolityczniona przez bezpośrednio zainteresowanego, a w pożegnalnym liście mogliśmy wyczytać m.in. takie oto słowa.

Natomiast chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach

W swoim manifeście mężczyzna opublikował 15 postulatów, którym się sprzeciwiał i które w mojej ocenie były w zdecydowanej większości bardzo słuszne. Z przyjemnością bym się pod nimi podpisał, gdyby na przykład opublikował je na swoim blogu.

PiS nie ma krwi na rękach, nie w tym wypadku

Mężczyzna jednak zdecydował się odebrać swoje życie i prawdę powiedziawszy mam pewne wątpliwości, czy gdyby PiS nie istniał, w alternatywnej rzeczywistości nie wydarzyłoby się to samo – być może z innymi postulatami. Trzeba zapewne pytać ekspertów od psychologii lub psychiatrii, dla których – jak podejrzewam – sytuacja jest oczywista, wręcz zerojedynkowa.

Widzę w tym wszystkim kogoś, kto swojej prywatnej tragedii chciał – korzystając z faktu istnienia wybitnie kiepskiej władzy – nadać wreszcie znaczenia i wzniosłości

Mężczyznę można próbować zrozumieć, wybaczyć, usprawiedliwić. W milczeniu stwierdzić, że to bardzo przykra sytuacja. Ale to, co wyprawiają politycy opozycji przechodzi najśmielsze oczekiwania. Przecież oni dobrze wiedzą jak to wygląda, a mimo to zdecydowali się grać tą tragiczną postacią spod Pałacu Kultury w taki sposób, jak PiS od lat rozgrywa Smoleńsk i Tupolewa.

Kiedy wyczytałem wczoraj, że pod Pałac Kultury trafiła za sprawą ratusza Hanny Gronkiewicz-Waltz tablica upamiętniająca tego mężczyznę, przypomniała mi się pisowska mania obsadzania pomników, rond, alei, ulic, szkół, szpitali i pasaży nazwiskami osób, które zginęły w katastrofie w Smoleńsku. I to wciąż było mniej niesmaczne.

Opozycjo, „ale przynajmniej mieliście być normalni”.