Nagrody dla ministrów wciąż wysokie, chociaż daleko im do nagród przyznawanych za rządów Beaty Szydło

Państwo Praca dołącz do dyskusji (13) 18.04.2019
Nagrody dla ministrów wciąż wysokie, chociaż daleko im do nagród przyznawanych za rządów Beaty Szydło

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Jeśli jest coś, na co wyborcy w Polsce są szczególnie wyczuleni, jeśli nie przeczuleni, to zarobki ludzi władzy. O ile nie ulega wątpliwości, że spora część pracowników państwowych instytucji zarabia niewspółmiernie do swojej pracy i posiadanych kwalifikacji, o tyle nagrody w ministerstwach stanowią szczególnie drażliwy temat. 

Nagrody w ministerstwach kością niezgody pomiędzy rządzącymi a społeczeństwem

To nie reforma sądownictwa, stosunki międzynarodowe czy bardzo śmiała polityka budżetowa powodowały największe tąpnięcia poparcia dla obozu Dobrej Zmiany. Nagrody w ministerstwach, w tym dla kierownictwa resortów, wypłacane przez Beatę Szydło wzburzyły społeczeństwo. Zwłaszcza zaś butna postawa samej premier. Szybka reakcja Jarosława Kaczyńskiego pozwoliła opanować kryzys. Co prawda przy okazji wylano dziecko z kąpielą – zawinili ministrowie, oberwało się parlamentarzystom – jednak wydawać się mogło, że faktycznie „jest skromniej”.

Okazało się, że nagrody ministrom jednak się nie należały – a co z pracownikami poszczególnych resortów?

Nagrody dla ministrów ostatecznie miały zostać oddane na Caritas, parlamentarzystom obcięto uposażenie, Beatę Szydło zupełnym przypadkiem zastąpił niedługo potem Mateusz Morawiecki. Pytanie czy polityka nagradzania pracowników ministerstw w ogóle uległa zmianie? Jak informuje dziennik Fakt, na pierwszy rzut oka w ministerstwach nagrody dla pracowników pozostały bardzo wysokie. W ciągu roku poszczególne resorty w 2018 r. przeznaczyły na ten cel co najmniej 44 miliony złotych.

Rekord należy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które na ten cel przeznaczyło przeszło połowę tej kwoty – aż 23 miliony złotych. W dalszej kolejności wskazać można ministerstwo rolnictwa – 6,27 mln. zł., ministerstwo cyfryzacji – 3,81 mln. zł., ministerstwo środowiska – 3,58 mln. zł. Bardziej oszczędne wydaje się być ministerstwo nauki, które na nagrody dla pracowników wydało 2,59 mln. zł., ministerstwo energii – 2,11 mln. zł. i ministerstwo edukacji – 1,47 mln. zł. Ktoś złośliwy mógłby stwierdzić, że im więcej wpadek w danym resorcie w ciągu zeszłego roku, tym wyższe nagrody. Tymczasem ministerstwo infrastruktury wydało na nagrody zawrotną złotówkę i trzydzieści jeden groszy.

Nagrody w ministerstwach z 2018 r. zestawione z rządami Beaty Szydło wskazują na to, że resorty nauczyły się oszczędności

W MSZ wypłacono także, wbrew zapowiedziom premiera, nagrodę jednemu z wiceministrów. Otrzymał 750 zł. za udział w komisji konkursowej na najlepszą pracę magisterską. Czy łamanie takiej obietnicy oraz same milionowe kwoty nagród to dowód na rozrzutność rządu Mateusza Morawieckiego? W żadnym wypadku! Żeby prawidłowo ocenić ten aspekt polityki płacowej w ministerstwach, należałoby same kwoty osadzić w szerszym kontekście. 44 miliony złotych należałoby zestawić z wydatkami z lat 2015-2017. W ciągu dwóch lat rządów Beaty Szydło na nagrody w ministerstwach wydano aż 160 milionów złotych. Wygląda więc, że przedstawione przez Fakt dane wskazują na to, że rządzący jednak uczą się na swoich błędach – nawet, jeśli sam dziennik stara się dowodzić czegoś zupełnie przeciwnego.

Wcale nie ma się co cieszyć z tego, że pracownicy ministerstw zarabiają mniej

To nie jest jednak w żadnym wypadku powód do zadowolenia. Jak wiadomo, urzędnicy nie mogą narzekać na nadmiar gotówki. Należy pamiętać, że nie każdy pracownik urzędów jest od razu dobrze opłacanym dyrektorem. Praca w administracji to zazwyczaj duża odpowiedzialność, zdecydowanie więcej pracy niż chcieliby przyznać współobywatele, oraz wysokie kwalifikacje niezbędne do jej wykonywania. Co gorsza, praca dla rządu to często konieczność znoszenia archaicznych sposobów zarządzania personelem, nadmiarem żmudnej papierkowej roboty i innymi niedomaganiami typowymi dla budżetówki. Tymczasem sektor prywatny oferuje większe pieniądze, lepszy komfort pracy. Administracja już ma spore problemy ze ściąganiem do siebie fachowców. Naiwnością byłoby twierdzić, że problemy kadrowe w budżetówce omijają ministerstwa.

Warto się zastanowić, czy aby na pewno jako społeczeństwo chcemy, by pracownicy najważniejszych organów państwowych, jakimi są przecież ministerstwa, musieli „żyć skromniej” czy „dla idei”. Z całą pewnością cierpieć będą na tym nie tylko oni, ale także sprawy państwa, którymi zajmują się w swojej pracy. To z kolei bardzo szybko przekłada się na życie Polaków. Nie ma co udawać, że godziwa płaca motywuje tylko w sektorze prywatnym. Co gorsza, kiepsko opłacany urzędnik staje się podatny na różnego rodzaju dodatkowe źródła zarobku. Ministerstwa to, siłą rzeczy, szczególnie apetyczny kąsek dla rozmaitych grup interesu, w tym także obcych tajnych służb.

Nie można popadać ze skrajności w skrajność, zwłaszcza jeśli chodzi o administrację

Może i należy się cieszyć, że rząd Mateusza Morawieckiego zerwał z rozrzutnością poprzedniczki. Czy jednak nie poszło to za daleko? Nieco ponad złotówka nagród w ministerstwie może cieszyć przeciętnego Kowalskiego, jednak jest to myślenie bardzo krótkowzroczne. Jeśli chcemy mieć sprawnie funkcjonujące państwo, administracja musi być opłacana przyzwoicie. Dotyczy to zarówno niewielkich urzędów zlokalizowanych gdzieś w małych miasteczkach, jak i samych ministerstw.