Numer IP pedofila to „sprawa prywatna”, dlatego jego namierzenie wymaga nakazu sądowego

Gorące tematy Technologie Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (67) 03.05.2018
Numer IP pedofila to „sprawa prywatna”, dlatego jego namierzenie wymaga nakazu sądowego

Udostępnij

Marek Krześnicki

Numer IP a prawo do prywatności: pozyskanie przez policję czy prokuraturę danych internauty na podstawie numeru IP wymaga nakazu sądowego. W przeciwnym wypadku to złamanie praw człowieka – nawet, jeśli sprawa dotyczy osoby rozpowszechniającej pornografię dziecięcą.

Konstytucja dla biznesu opiera się na zasadzie „co nie jest zakazane, to jest dozwolone”, ale organy ścigania (np. Policja czy prokuratura), jak każda władza publiczna, muszą działać na podstawie i w granicach prawa. Czyli mogą tylko (i aż) tyle zrobić, na ile pozwalają im przepisy – nawet, jeśli czasami wydaje się, że prawne ograniczenia są zbędne i przeszkadzają w osiągnięciu zgoła słusznego celu.

Tak właśnie wydawało się słoweńskiej policji, która – otrzymawszy cynk od policji szwajcarskiej, że jeden ze słoweńskich numerów IP (unikalny numer każdego urządzenia podłączonego do internetu) jest wykorzystywany do rozpowszechniania pornografii dziecięcej. Czynności operacyjne pozwoliły na ustalenie tożsamości internauty, który dopuścił się tego haniebnego (i karalnego) procederu. Internauta został następnie skazany, jednak odwoływał się od wyroku. Argumentował między innymi, że działania policji były nielegalne, gdyż jego dane zostały ustalone na podstawie numeru IP bez odpowiedniego nakazu sądowego – po prostu policyjni śledczy wystąpili do dostawcy internetu o odpowiednie dane i te dane uzyskali.

Numer IP a prawo do prywatności

Sprawa otarła się aż o słoweński Trybunał Konstytucyjny, który przyjął ciekawą wykładnię. Otóż uznał on, że skorzystanie z sieci peer-to-peer przez pedofila było zrzeczeniem się prawa do prywatności, bo w ten sposób użytkownik ujawnia swój numer IP innym użytkownikom. W ocenie Trybunału zatem uruchomienie programu do pobierania plików z sieci torrent jest tym samym, co na przykład tzw. ustawka celebrytów z paparazzi. A skoro tak, to pozyskanie przez policję danych internauty nie wymaga zezwolenia sądu.

Jak się można domyślać, skazanemu internaucie taka interpretacja przepisów (dość specyficzna, trzeba przyznać) nie przypadła do gustu, i zwrócił się ze swoją sprawą do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. A ten orzekł zgoła inaczej: numer IP (bez względu na to, czy to jest adres stały, czy dynamiczny) podlega ochronie w ramach prawa do prywatności. Oznacza to, że pozyskanie danych o użytkowniku konkretnego numeru IP wymaga zgody sądu. Nie ma przy tym znaczenie, czy prawo danego kraju przewiduje taką właśnie procedurę. Prawo słoweńskie zostało zresztą znowelizowane tak, że obecnie zgoda sądu na takie działania jest wymagana.

A jak to wygląda w Polsce? Numer IP to jeden z rodzajów danych, o których mowa w art. 180c ustawy Prawo telekomunikacyjne. Zgodnie z art. 218 §1 kodeksu postępowania karnego dane takie muszą zostać udostępnione na żądanie sądu lub prokuratora. Wyrok ETPCz jasno wskazuje, że tylko zezwolenie sądu pozwala na uzyskanie takich informacji. Wydaje się zatem, że warta rozważenia będzie interwencja ustawodawcy i dopasowanie polskiego prawa do orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.