Porażka reformy emerytalnej PiS wynika już także z oficjalnych rządowych danych – Polacy nie chcą Pracowniczych Planów Kapitałowych

Państwo Praca dołącz do dyskusji (155) 17.12.2019
Porażka reformy emerytalnej PiS wynika już także z oficjalnych rządowych danych – Polacy nie chcą Pracowniczych Planów Kapitałowych

Rafał Chabasiński

Partia rządząca postanowiła ponownie zreformować system emerytalny w Polsce. Jednym z filarów zmian miały być Pracownicze Plany Kapitałowe. Okazuje się jednak, że ani pracodawcy ani pracownicy nie garną się do udziału w projekcie. Nie pomogły prośby, ani groźby. Porażka reformy emerytalnej PiS wynika z oficjalnych rządowych danych.

Zgodnie z danymi Polskiego Funduszu Rozwoju, do PPK przystąpiło tylko 39% pracowników

Jak podaje Gazeta Wyborcza, rządowa spółka zajmująca się zarządzaniem Pracowniczymi Planami Kapitałowymi przedstawiła informacje o uczestnictwie w programie. Z danych Polskiego Funduszu Rozwoju wynika, że raptem 39% pracowników przystąpiło do PPK.

Porażka reformy emerytalnej PiS wydaje się wręcz oczywista. W złożonej w 2018 r. ustawie o pracowniczych planach kapitałowych zakładano uczestnictwo na poziomie ok. 75%. Rządzący włożyli też mnóstwo wysiłku w przekonanie Polaków do oszczędzania z pomocą rządu. Jakby tego było mało, spodziewany jest dalszy spadek partycypacji.

Od stycznia 2020 r. obowiązek utworzenia PPK będą mieli właściciele średnich i małych firm zatrudniających przynajmniej 50 osób. Następnie od lipca 2021 obowiązek dotknie przedsiębiorstwa liczące co najmniej 20 pracowników. Od 2021 r. Pracownicze Plany Kapitałowe mają objąć wszystkich zatrudnionych w kraju. Rządzący nie mają przy tym złudzeń – im mniejsze firmy, tym większa motywacja by uniknąć udziału w programie.

Dlaczego więc nie wyszło?

Porażka reformy emerytalnej PiS była przesądzona na długo zanim premier zaproponował wpisanie PPK do konstytucji

Trudno byłoby się tak naprawdę zgodzić z Wyborczą, że decydujące okazały się przedwyborcze propozycje premiera Mateusza Morawieckiego. Sugestia wpisania nienaruszalności środków zgromadzonych w PPK do Konstytucji nie mogła mieć większego wpływu na Polaków. Zwłaszcza, że co do nierealności samego zamysłu chyba nikt nie miał wątpliwości.

Teoretycznie miała ona uświadomić pracownikom, że bez konstytucyjnych gwarancji rząd może ustawą zabrać zgromadzone przez nich w ten sposób środki. Warto jednak zauważyć, że w dużo większym stopniu na brak zaufania do rządzących złożyły się dwa inne czynniki. Przede wszystkim sposób przesunięcia środków zgromadzonych w OFE jeszcze w trakcie rządów Platformy Obywatelskiej. Pierwsze próby demontażu reformy z czasów Jerzego Buzka już wtedy podkopały zaufanie do intencji zmian w systemie emerytalnym.

Likwidacja OFE, czy raczej zastąpienie ich Indywidualnymi Kontami Oszczędnościowymi, oraz wprowadzenie w tym samym czasie PPK stanowiło kontynuację dokładnie tego samego zjawiska. Porażka reformy emerytalnej PiS w dużej mierze polega właśnie na powszechnym postrzeganiu PPK jako niejako „duchowych następców” OFE. I to pomimo pewnych subtelnych różnic.

Rządzący wytworzyli wspólnotę interesów pomiędzy pracodawcami a pracownikami – by uniknąć partycypacji w rządowym programie

Niestety, to te różnice także składają się na dalekie od oczekiwań wyniki PPK. Teoretycznie zmiana jest bardzo istotna. Zgromadzone dzięki Pracowniczym Planom Kapitałowym fundusze będą własnością pracownika. Ten będzie mógł także je wypłacić, po ukończeniu 60 roku życia. Problem w tym, że składki na PPK obciążają zarówno pracownika jak i pracodawcę.

Z punktu widzenia przyszłych emerytów, partycypacja w PPK oznacza pomniejszoną pensję otrzymywaną co miesiąc do ręki. Mowa o 2 do nawet 4% otrzymywanego na rękę wynagrodzenia. To dość ważny czynnik zachęcający do wypisania się z PPK. Nawet rządowe dopłaty nie są w stanie skutecznie tego wyrównać. Zwłaszcza, że ludzie mają naturalną tendencję do myślenia bardziej o teraźniejszości, niż o tym z czego będą żyć na emeryturze.

W przypadku pracodawców, obowiązki związane z udziałem w przedsięwzięciu mogą być dość problematyczne. Nie sposób także nie zauważyć, że przedsiębiorcy rządzącym zawdzięczają także inne obciążenia. Mowa chociażby o planowanym rekordowym wzroście pensji minimalnej w następnych latach. Pracodawca teoretycznie do PPK ma dołożyć od siebie od 1,5 do 4% wynagrodzenia pracownika.

Nie powinno więc dziwić, że pomiędzy jedną a drugą stroną stosunku pracy pojawia się pewna wspólnota interesów w tej kwestii. Oczywiście, rządzący przewidzieli że pracodawcy mogą chcieć zniechęcać pracowników do PPK. Przewidzieli nawet drastyczne kary za tego typu praktyki. Problem w tym, że przedsiębiorcy mogą wybrać sposoby bardziej subtelne i korzystniejsze dla pracownika tu i teraz.

Porażka reformy emerytalnej PiS oznacza potencjalne poważne kłopoty dla przyszłych emerytów

Warto także zauważyć, że porażka reformy emerytalnej PiS wynika w jakimś stopniu z dość niezdrowego klimatu, jaki wytworzył się w przypadku kolejnego jej filaru. Przeniesienie zgromadzonych w OFE środków pierwotnie rząd planował obłożyć opłatą przekształceniową w wysokości 15%. Nie powinno nikogo dziwić, że Polacy odebrali to jako kolejną próbę zrabowania ich pieniędzy przez polityków. Uderzyło to niewątpliwie w zaufanie względem całości nowego systemu.

Czy porażka reformy emerytalnej PiS to dobra wiadomość? Nawet jeśli ktoś jest przeciwnikiem obecnej partii rządzącej, nie powinien się cieszyć. Spektakularne fiasko PPK, a także wszystkie niedomagania prób przestawienia systemu emerytalnego na system kapitałowy, oznacza problem niskich emerytur w przyszłości. To z kolei przekładać się będzie na konieczność pracowania nawet i do śmierci by przeżyć. W najlepszym wypadku: ponowne podwyższenie wieku emerytalnego.