ecommerce

Pod żadnym pozorem nie wdrażaj tego rozwiązania na stronie sklepu. Chyba, że lubisz irytować swoich klientów

Rafał Chabasiński
25.10.2023
Pod żadnym pozorem nie wdrażaj tego rozwiązania na stronie sklepu. Chyba, że lubisz irytować swoich klientów

Niepokojącym trendem w dzisiejszym polskim internecie jest wydłużanie użytkownikom drogi z powrotem na stronę, z której trafili na daną witrynę. Wydaje się kwestią czasu, zanim pierwsze e-sklepy postanowią skorzystać z tego rozwiązania. Na papierze wydaje się w końcu mieć sens. Niestety wydłużony powrót na stronę pierwotną co najwyżej drażni internautów. 

Dlaczego twórcy stron internetowych uparli się, by komplikować użytkownikom powrót na stronę pierwotną?

Właściwie w każdym aspekcie naszego życia możemy znaleźć jakiś trend, który kończy powszechnie znienawidzony przez większość społeczeństwa. W internecie jest ich mnóstwo. Najlepszym przykładem wydają się nachalne pop-upy, które zmuszają użytkowników do dodatkowego kliknięcia. Na szczególne uwzględnienie zasługują dzisiaj obowiązkowe informacje o plikach cookies i polityce prywatności. Niby mamy do czynienia z drobiazgiem, ale irytacja z powodu istnienia takiej drobnej upierdliwości pozostaje.

Obecnie możemy zetknąć się z kolejnym takim trendem. Chodzi o witryny, które utrudniają powrót na stronę internetową, z której użytkownicy przyszli. Przypomina to do pewnego stopnia próg zwalniający. Zazwyczaj działa w ten sposób, że odwiedzających czeka przymusowe międzylądowanie na stronie głównej danej platformy, jeśli dotarli na nią za pomocą odnośnika prowadzącego w jakieś konkretne miejsce. Przykładem może być konkretny artykuł albo strona produktu. Zastosowanie tego konkretnego mechanizmu oznacza konieczność wykonania jednego dodatkowego kliknięcia. Witryny najwyraźniej uznają, że właśnie tą metodą skłonią internautów do dłuższych odwiedzin.

Dlaczego o tym wspominam? Można się spodziewać, że prędzej czy później ten niefortunny trend zapuści korzenie także w ecommerce. Powód jest bardzo prosty: na papierze brzmi jak wręcz świetny pomysł. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: internauta trafia do naszego sklepu dzięki reklamie kontekstowej. Odnośnik doprowadził go do oferty sprzedaży konkretnego towaru, którą jednak nie był zainteresowany. Chce wrócić do sieci społecznościowej, którą przed chwilą przeglądał. Nie może, bo za pierwszym razem trafia na stronę główną naszego sklepu.

Jeżeli chcesz zatrzymać kupującego w e-sklepie, to lepiej wykorzystaj do tego pop-up

W teorii dzięki temu powinien zyskać okazję na zapoznanie się z całością asortymentu sklepu oraz aktualnymi promocjami. Brzmi całkiem dobrze, prawda? Jest tylko jeden mały problem: nasz użytkownik prawdopodobnie nie ma na to ochoty, skoro przed chwilą zdecydował, że chce wrócić tam, skąd przyszedł.

Oznacza to jedno: potencjalny kupujący z pewnością nie będzie nam wdzięczny za sekundę zmarnowanego czasu oraz konieczność wykonania jednej niepotrzebnej czynności. Brzmi niepozornie, ale właśnie tego typu drobiazgi potrafią skutecznie zniechęcać internautów. Podobnie jest w przypadku wymuszania na nich rejestracji przed dokonaniem zakupów. Przypomnijmy: brak możliwości robienia zakupów jako gość odpowiada za nawet 20 proc. porzuconych koszyków. Wniosek nasuwa się sam: konsumenci bardzo nie lubią, gdy zawraca im się głowę bez wyraźnej potrzeby.

Małe irytujące drobiazgi oznaczają także negatywne emocje. Przykład pop-upów przywołałem nie bez powodu. Nawet one mogą być całkiem pożytecznym narzędziem, gdy służą przekazywaniu kluczowych informacji albo ostrzeżeń. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zasłaniają ekran i katują uszy internauty reklamowym hałasem. Kluczowym czynnikiem wydaje się umiar. Także powrót na stronę pierwotną nie powinien być utrudniany bez naprawdę dobrego powodu. Czy taki może istnieć? Jak najbardziej. Nie powinien jednak mieć charakteru automatycznego oszukiwania cudzej przeglądarki bez żadnego komunikatu.

Rzeczywiście powinniśmy spróbować zatrzymać kupującego na stronie w jednej sytuacji. Jeżeli z jakichś powodów nie dokończył transakcji, to rzeczywiście nie zaszkodzi mu zwrócić na ten fakt uwagę. Możemy spróbować szczęścia także wtedy, gdy po prostu ma jakieś produkty w koszyku. Wówczas jednak to pop-up będzie właściwym narzędziem służącym realizacji tego zadania.