Tylko do czwartku można składać protesty wyborcze. Tym razem powodów do ich złożenia jest sporo. Szczególnie dla Polonii

Państwo dołącz do dyskusji (105) 14.07.2020
Tylko do czwartku można składać protesty wyborcze. Tym razem powodów do ich złożenia jest sporo. Szczególnie dla Polonii

Maciej Bąk

Wszystko wskazuje na to, że wielu Polaków skorzysta w tym roku z uprawnienia, jakim jest protest wyborczy. Termin na jego złożenie upłynie w czwartek, w trzeci dzień od podania wyniku wyborów prezydenckich do publicznej wiadomości. W tym roku bardzo wiele osób zostało pozbawionych prawa głosu. Dotyczy to głównie Polaków mieszkających za granicą. Stało się to nie z ich winy. Odpowiedzialność leży po stronie placówek dyplomatycznych, a szerzej MSZ-u.

Protest wyborczy: termin do czwartku

Kwestię protestu wyborczego reguluje artykuł 82 Kodeksu wyborczego. Mówi on o tym, że protest przeciwko ważności wyborów może być wniesiony z powodu dopuszczenia się przestępstwa przeciwko wyborom bądź naruszenia przepisów kodeksu dotyczących głosowania, mającego wpływ na wynik wyborów. W czwartym paragrafie czytamy też, że protest może wnieść wyborca, którego nazwisko w dniu wyborów było umieszczone w spisie wyborców w jednym z obwodów głosowania. To prawo przysługuje też przewodniczącemu komisji wyborczej i pełnomocnikowi wyborczemu.

PKW podała wyniki wyborów prezydenckich ze wszystkich komisji w poniedziałek po godzinie 19:00. I ten moment trzeba liczyć za podanie wyniku do publicznej wiadomości. Trzy dni od niego minie w czwartek wczesnym wieczorem. Do tego czasu wyborcy muszą złożyć swoje protesty do Sądu Najwyższego. Jeśli złożą je po czasie, to pozostaną one bez rozpoznania.

Powodów do protestów jest wiele

Bardzo dużej liczby protestów wyborczych można spodziewać się od Polaków mieszkających poza krajem. Trudno się dziwić – głosowanie za granicą było tym razem szczególnie kłopotliwe. Wszystko za sprawą wymogu głosowania korespondencyjnego w tych państwach, w których mieszka najwięcej Polaków. Placówki dyplomatyczne niestety wielu naszym rodakom nie dostarczyły pakietów wyborczych na czas, przez co zostali oni pozbawieni prawa głosu. To oczywista podstawa do złożenia protestu wyborczego. Szacuje się, że prawo do jego złożenia ma co najmniej kilkanaście tysięcy osób.

Polacy za granicą mieli też inne kłopoty. Część z nich dostała pakiet wyborczy, ale pojawił się nowy problem, a mianowicie brak pieczątki na karcie do głosowania. Niestety to oznaczało, że nawet odesłanie pakietu wyborczego sprawiało, że głos zostanie uznany za nieważny. Wszystko z powodu ewidentnego błędu osoby odpowiedzialnej za przygotowanie kart w konsulacie, który na czas wyborów stał się komisją obwodową.

Na problemy z brakiem pieczątki na karcie do głosowania zwracali też uwagę wyborcy głosujący w Polsce. Tu jednak sytuacja była dość jasna – jeśli zauważyliśmy, że nie ma pieczątki, to prosiliśmy komisję o uzupełnienie naszej karty. Wiele osób zauważyło jednak (i sfotografowało to), że w urnach sporo wrzuconych już kart nie ma pieczątki. To też teoretycznie może być podstawą do poinformowania o tym Sądu Najwyższego. Problem w tym, że trudno będzie ustalić czy takie nieostemplowane karty nie były na przykład wrzucone przez fałszerza, który je wcześniej wydrukował. Wydaje się zatem, że tego typu protesty nie mają szans na uwzględnienie.

Protestować będą też przegrani

Swój protest wyborczy przygotowuje też sztab Rafała Trzaskowskiego. Będzie on również zawierać zarzuty, o których pisałem wyżej, związane z głosowaniem za granicą. Być może pojawią się też argumenty podważające cały proces wyborczy. Bo choć niemal wszystkie siły polityczne w Polsce zaakceptowały przełożenie wyborów z 10 maja na 28 czerwca, to są prawnicy twierdzący, że doszło do tego niezgodnie z prawem. Uważają oni, że rząd w marcu de facto wprowadził jeden ze stanów nadzwyczajnych, a to oznacza że dopiero 90 dni po jego zakończeniu można jakiekolwiek wybory przeprowadzić.

Trudno się spodziewać, by akurat do tego typu argumentów przychylił się Sąd Najwyższy. Państwowa Komisja Wyborcza co prawda zrobiła prawny szpagat, uznając wybory 10 maja za niebyłe z uwagi na „brak kandydatów”, choć kandydaci przecież byli. Ale był to swego rodzaju salomonowy wyrok, wydany po to by zakończyć impas związany z nielegalnymi wyborami korespondencyjnymi.

Z kolei protesty złożone przez Polonię mają szansę na uwzględnienie. Pytanie tylko czy wpłyną na ostateczne uznanie ważności wyborów. Bo przewaga Andrzeja Dudy nad Rafałem Trzaskowskim to kilkaset tysięcy głosów. Nawet jeśli SN uzna, że sto tysięcy wyborców zostało bezprawnie pozbawionych prawa głosu, to na ostateczny wynik nie będzie to miało wpływu. Chyba że sąd uzna, że nieprawidłowości były tak duże, że całe wybory trzeba powtórzyć. Ten scenariusz uważam jednak mimo wszystko za science-fiction, dlatego sądzę że druga kadencja Andrzeja Dudy rozpocznie się już bez perturbacji.