Pracodawca domaga się przemytu paliwa od kierowców. I uważa to za wyraz lojalności

Moto Praca dołącz do dyskusji (39) 09.04.2019
Pracodawca domaga się przemytu paliwa od kierowców. I uważa to za wyraz lojalności

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Przemyt paliwa w pracy – tego oczekuje jedna z firm, której pracownicy wyjeżdżają do Rosji. Jeśli nie przywiozą rzeczonej benzyny, będą obciążeni dodatkowymi kosztami. I nie można się tłumaczyć, że zostało się okradzionym. A mandat zapłaci „Arek”.

Dość dużym echem w Internecie odbiła się sprawa jednej z firm, której pracownicy jeżdżą TIR-ami do Rosji. Pracodawca zażądał, żeby kierowcy przywozili ze sobą 600l paliwa w baku, a jeśli tego nie zrobią, zostaną obciążeni kosztami. Dodatkowo, jeśli będą się tłumaczyć, że im ukradziono, to „im” ukradziono, a nie pracodawcy. I tak muszą zapłacić. 2 złote za każdy brakujący litr, bo taka jest różnica w cenach.

Jeśli na granicy celnik przyczepi się do ilości paliwa w baku, kierowcy mają zadzwonić po „Arka”, który przyjedzie z pieniędzmi i załatwi sprawę tak, żeby mogli przejechać. Pracodawca uważa, że jest to ze strony kierowcy rodzaj lojalności.

Teraz pytanie: czy kierowcy sami kradli paliwo, które przywieźli z Rosji, czy też chodzi o wykorzystywanie ludzi do tego, by dla swojego pracodawcy przemycali paliwo? O sprawie donosi fanpage „Polska w dużych dawkach”.

Przemyt paliwa

Obecne prawo pozwala na przewóz tylko 200l paliwa w baku z krajów spoza Unii Europejskiej oraz 200l w zbiorniku specjalnego przeznaczenia. Najwyraźniej pracodawca chce jednak obejść przepisy, ewidentnie pragnie wręczać celnikom łapówki lub płacić mandaty.

Najwyraźniej kierowca, który nie będzie stosował się do „zasad”, zostanie zwolniony. Pozostaje zastanowić się, jak wyglądają ceny paliwa w Unii, że ludzie uciekają się do oszustwa i bezczelnie wykorzystują swoich kierowców do tego, by dla nich przemycali paliwo, łamiąc prawo. Te mandaty będą potem widniały w ich historii, co najwyraźniej pracodawcy już nie obchodzi.

Kierowcy powinni więc zwrócić się do Państwowej Inspekcji Pracy, chociaż raczej tego nie zrobią, bo zaraz zaczną się zwolnienia. Mogliby również iść na policję, ale sytuacja skończy się tak samo, trudno tu o anonimowość. Z drugiej strony sam ten „regulamin” jest podstawą do tego, by pracodawca słono zapłacił za zmuszanie pracowników do machlojek.