Dopóki politykom będzie wolno obsadzać spółki skarbu państwa swoimi ludźmi, dopóty będą na nich zarabiać pieniądze

Państwo dołącz do dyskusji (26) 17.04.2018
Dopóki politykom będzie wolno obsadzać spółki skarbu państwa swoimi ludźmi, dopóty będą na nich zarabiać pieniądze

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Podczas niedawnej konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości rządzący przedstawili wyborcom szereg swoich pomysłów na kolejne lata.

Są to chociażby: obniżenie podatku CIT, zmniejszenie kosztów ZUS dla najmniejszych przedsiębiorstw, 300 złotych na wyprawkę dla rodziców uczniów idących do szkoły. Problemem są, oczywiście, konsekwencje takich programów dla budżetu państwa. Do tej pory bardzo ambitne programy socjalne rządzących nie spowodowały, ku zaskoczeniu prawie wszystkich, żadnej katastrofy. Pytanie jednak, co będzie kiedy skończy się dobra koniunktura na rynkach światowych? Rzecz jasna, opozycja nie mogła nie skorzystać z okazji do wbicia szpili w PiS.

Rozdawnictwo obozu Dobrej Zmiany postanowiło wypunktować Polskie Stronnictwo Ludowe. Tyle tylko, że w troszeczkę innym znaczeniu. Konwencja PiS odbywała się pod hasłem „Polska Jest Jedna”. PSL przejął je na swój użytek. Pod hashtagami #polskajestjedna oraz #samiswoi na twitterze pojawiły się grafiki prezentujące to, ile poszczególne osoby związane z partią rządzącą zyskały dzięki swojemu politycznemu zaangażowaniu oraz kontroli tejże partii nad spółkami skarbu państwa.

PSL prześwietlił oświadczenia majątkowe działaczy PiSu – zyski od stu tysięcy do przeszło miliona złotych

Grafiki te zawierają imiona i nazwiska poszczególnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości, ich zdjęcia oraz kwotę jaką – zgodnie z określeniem stosowanym przez autorów – rzekomo „przytulili”. Nie zabrakło, rzecz jasna, loga PiS. PSL w poszczególnych twittach, oprócz grafiki, zawarł także opisy poszczególnych przypadków. Opatrzone są one barwnym, czasem dość złośliwym, komentarzem. Mowa przede wszystkim o samorządowcach. Kwoty, jakie można zobaczyć na grafikach, przekraczają każdorazowo 100 tysięcy złotych. Niektórzy beneficjenci Dobrej Zmiany mogą się pochwalić „przytuleniem” przeszło miliona. Skąd te pieniądze? Ze spółek takich, jak KGHM, grupa Azoty, PKN Orlen czy Polska Grupa Energetyczna. Nie zabrakło także typowych instytucji państwowych, takich jak chociażby ZUS. Znaleźć można też doradcę wojewody oraz przedstawiciela tematu na czasie – a więc gabinetów politycznych, w tym przypadku Ministra Infrastruktury.

Ludowcy korzystali w zbieraniu informacji z publicznych danych zawartych w oświadczeniach majątkowych poszczególnych działaczy PiSu. Jak podaje portal natemat.pl, pomysłodawcą całej akcji jest szef Forum Młodych Ludowców, Miłosz Motyka. Przekonuje on, że powstała ona w odpowiedzi na hipokryzję partii rządzącej.

Mówili o tym, że są są partią czystych rąk, a okazuje się, że są partią lepkich rączek. Takiego skoku na spółki skarbu państwa nie było nigdy. Szczególnie widoczne jest to na poziomie samorządów. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt o tym nie mówi. Sięgnęliśmy więc do publicznych danych, do oświadczeń majątkowych.

PSL planuje najwyraźniej dalsze akcje tego typu. Motyka wspomina również, że na celowniku jest premier Mateusz Morawiecki oraz jego pięć sztandarowych postulatów z konwencji partii rządzącej. Zdaniem działacza Ludowców, w „piątce Morawieckiego” chodzi tak naprawdę o pięciu kluczowych współpracowników premiera, którzy rzekomo również dorabiają sobie w spółkach skarbu państwa.

 

Czy słowo „przytulić” oznacza działanie niezgodne z prawem? Bynajmniej!

Jak się łatwo domyślić, „obwinieni” przez PSL nie są z tego powodu zachwyceni. Onet.pl informuje, że niektórzy spośród wskazanych w akcji Ludowców działaczy Prawa i Sprawiedliwości rozważają podjęcie kroków prawnych. Biorąc pod uwagę źródło, z którego pochodzi sam fakt pozyskania pieniędzy z tytułu zatrudnienia w takiej czy innej spółce, ciężko byłoby się do upublicznienia takich informacji przyczepić. Należy w tym momencie podkreślić fakt, że PSL w teorii nie zarzuca poszczególnym osobom działania niezgodne z prawem. Kością niezgody jest jednak sformułowanie o „przytuleniu” pieniędzy. Zdaniem niektórych działaczy partii rządzącej, takie ujęcie sprawy faktycznie może insynuować nieczyste, bądź faktycznie nielegalne, pochodzenie zarobionych pieniędzy. Z drugiej strony, jeśli spojrzymy do poszczególnych słownik, możemy zauważyć, że ma ono znaczenie „otrzymać, dostać (głównie wynagrodzenie, pensję)”. Nie wydaje się więc, żeby takie pozwy miały w tym przypadku odnieść skutek.

Akcja PSLu nie jest pierwszą wymierzoną w synekury działaczy PiSu. Pionierem na tym polu byli „Misiewicze” .Nowoczesnej. Nazwa tej akcji pochodzi od Barłomieja Misiewicza, byłego rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej. Pojawiła się ona już w 2016 roku. Trzeba przyznać, że kontrowersje związane z korzyściami majątkowymi związanymi ze sprawowaniem władzy pojawiły się bardzo szybko po zdobyciu jej przez Prawo i Sprawiedliwość. Przez długi czas partia ta była jednak w stanie pobijać kolejne rekordy poparcia w coraz to kolejnych sondażach. Za punkt zwrotny uważa się przyznanie rekordowych nagród ministrom przez ówczesną premier Beatę Szydło.

Koniec końców kosztować to ma posłów, senatorów, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast utratę sporych części zarobków. Wynika to z tego, że prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, jest wyjątkowo krytycznie nastawiony do działań swoich podwładnych nastawionych na zarabianie pieniędzy przy okazji działalności politycznej. Także sobotnia konwencja partii rządzącej ma w dużej mierze na celu zatarcie niesmaku po tamtej sprawie oraz odzyskanie utraconego w ostatnich tygodniach poparcia.

Dopóki politykom będzie wolno obsadzać spółki skarbu państwa swoimi ludźmi, dopóty będą na nich zarabiać pieniądze

Warto podkreślić, że także PSL musiał się w ostatnich latach bardzo często mierzyć z zarzutami o nepotyzm i kumoterstwo rzucanymi przez politycznych konkurentów. Dochodzić do niego miało w instytucjach i samorządach, które były kierowane przez działaczy tej partii w okresie, w którym była ona w koalicji z Platformą Obywatelską. Także PO miało swoje słynne „ośmiorniczki”, rozbuchane przez PiS w toku kolejnych kampanii wyborczych do niemożebnych rozmiarów. Spółki skarbu państwa były wykorzystywane jako znakomite źródło wynagrodzenia dla politycznych nominantów przez właściwie wszystkie partie polityczne, którym udało się dostać do władzy. Regularna wymiana kadry kierowniczej poszczególnych przedsiębiorstw i instytucji po wygranych wyborach występowała właściwie już od samej transformacji ustrojowej. To na początku III Rzeczypospolitej pojawiło się pojęcie skracane do „TKM”, którego to skrótu pozwolę sobie nie rozwijać.

Sprawowanie władzy wiąże się nie tylko z możliwością kształtowania Polski według swojego widzimisię, ale również z bardzo wymiernymi korzyściami. Korzyści te uzyskiwane są, najczęściej, w pełni legalnie. Nie oznacza to bynajmniej, że pochwalam takie działanie. Proceder ten sprzyja zatrudnianiu na odpowiedzialnych stanowiskach osób, które niekoniecznie mają wystarczające kwalifikacje do ich piastowania. Nie wspominając już nawet o wybitnych. Wiąże się również z określonymi wydatkami publicznych pieniędzy trafiających do niekoniecznie tych kieszeni, do których trafiać one powinny. Trzeba jednak podkreślić, że winny takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim system, który w ogóle pozwala obstawiać spółki skarbu państwa swoimi partyjnymi kolegami.