Gazeta.pl od lat była pewnego rodzaju trybuną ludu dla feministek, ekologów, homoseksualistów, wegetarian czy osób, które po prostu czuły się nielubiane lub nietolerowane. Ot, równość i wolność, choć spróbowalibyście tylko być takim na przykład księdzem albo kibicem Lecha Poznań – dla tamtejszej redakcji wrogiem cywilizacyjnym numer jeden. Okazuje się, że nawet w Gazeta.pl pokłady tolerancji są ograniczone.

I tak oto w czasie kryzysu związanego z falą nielegalnej, bezprawnej imigracji do Unii Europejskiej, serwis należący do Agory stał się internetowym liderem stosowania prewencyjnej cenzury, choć przez lata rzekomo walczył o wolność – naszą i waszą.

Od razu uprzedzam – to nie są działania bezprawne. Portal Gazeta.pl ma święte prawo decydować czy przy swoich artykułach chce włączać opcję komentowania czy też nie. Pojawia się jednak pewien dyskomfort, gdy pod pretekstem walki z tzw. mową nienawiści, pod pozorem ochrony przekonań religijnych, serwis, który od lat pozycjonuje się jako najbardziej demokratyczny i tolerancyjny, przestaje tolerować głosy, które nie idą po myśli linii partii redakcji.

„Mowa nienawiści” – to swoją drogą sprytnie utkane pojęcie spod znaku nowomowy. Kiedyś nowomowę tworzyli komuniści, dziś tworzą ją ich naturalni spadkobiercy reprezentujący środowiska lewicowe. Jeszcze 2-3 lata temu, gdy się ono rodziło, symbolizowało głównie obelgi. Ten wirus nowomowy niestety anektuje kolejne stopnie naszej wolności. Dziś już coraz trudniej znaleźć rozgraniczenie między krytyką, a mową nienawiści. Bezpieczniej milczeć. W tym tempie tworzenia zjawisk i definicji, za kilka lat niebezpiecznie będzie nie pochwalić i szeroko się nie uśmiechać.

Czy według redakcji Gazeta.pl mową nienawiści są na przykład komentarze zrozpaczonych klientów sklepu Lifemedia.pl, którzy czują się oszukani na transakcjach ze sklepem?

Pewnie jeszcze nie, w końcu sklep – nawet niezbyt uczciwy – to nie jest grupa uciśnionych mniejszości, których interesów należy bronić nawet za cenę zdrowego rozsądku. Za mowę nienawiści uznano natomiast słuszne wątpliwości Polaków, którzy w obawach przed napływem sporych grup ludności na teren nie tylko ich państwa, ale całej Unii Europejskiej (którą, tak, tak, współtworzą i mają prawo martwić się także o złe decyzje Niemiec). A pytania są przecież uzasadnione, choćby wobec portalu, który wbrew definicjom legalnym nielegalnych imigrantów nazywa „uchodźcami” (uchodźcy z Syrii są, owszem, ale w rozumieniu prawa międzynarodowego – w Turcji i w Grecji).

Ja czytałam te komentarze. Zdarzali się idioci, którzy nie tylko zasługiwali na wykopanie w podskokach z komentarzy w internecie, ale nawet na wykluczenie z samej ludzkości. 90% dyskusji nie stanowiło jednak naruszenia prawa. 80% dyskusji nie stanowiło nawet naruszania dobrych obyczajów. Jedynym grzechem komentujących był fakt podnoszenia wątków i zadawania pytań, na które odpowiedzi nie można znaleźć w podręczniku młodego stachanowca.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Podczas gdy burmistrz Słupska z radością wita Muzułmanów, choć wielu z nich bez zawahania ukamienowałoby go za sam fakt, że w ogóle się urodził, za to, że jest gejem i za to, że jest ateistą. Polacy w komentarzach na łamach Gazeta.pl – wcale nie w obraźliwy sposób – nawet nie tyle mówili „jak jest”, co po prostu przepełnieni wątpliwościami chcieli się tego dowiedzieć. Zrozumieć pewien sens, pewną konsekwencję działań ośrodków władzy (szczególnie w Europie Zachodniej) i linię redakcyjną niektórych koncernów medialnych.

Polacy chcą zrozumieć czemu przyjmujemy ludzi, którzy mówią wprost, że nie przyszli tu pracować. Polacy chcą zrozumieć czemu przyjmujemy ludzi, którzy mówią wprost, że gardzą naszą kulturą. Polacy chcą wiedzieć czy jesteśmy w jakiś sposób zabezpieczeni na wypadek sytuacji, które coraz częściej dobiegają nas z Zachodu, gdzie ludzie są mordowani w imię Allaha. Polacy chcą wiedzieć gdzie przebiega cienka granica pomiędzy byciem humanitarnym, a byciem idiotą ryzykującym dobytkiem całej cywilizacji.

Na łamach serwisów Agory o tym nie porozmawiają. Powód? „Mowa nienawiści”. Albo, po prostu, „mowa”. Podczas, gdy na najbliższy miesiąc zaplanowano między innymi wzruszający artykuł w Wysokich Obcasach o wykluczonych ze społeczeństwa mańkutach, prewencyjnie cenzuruje się dyskusje, w których Polacy mogliby wyrazić swoje prawdziwe wątpliwości.