„Komornik zajął kota!” – kolejna bzdura łykana przez medialne pelikany od rana

Codzienne Gorące tematy 01.02.2017
„Komornik zajął kota!” – kolejna bzdura łykana przez medialne pelikany od rana

Udostępnij

Marek Krześnicki

Podobno kryzysy w social media podobno wybuchają w piątki, ale nie zawsze. We wtorek wieczorem pani Katarzyna opublikowała na Facebooku zdjęcie kota oklejonego komorniczym znakiem zajęcia, pisząc jednocześnie, że to aplikant „oplombował” zwierzaka. Wpis zebrał mnóstwo negatywnych opinii o zawodzie komornika, nie nadających się do cytowania. A jak było naprawdę?

A było to tak:

We wtorek po godzinie dwudziestej pani Katarzyna opublikowała wpis o treści:

Dziś taka sytuacja. P.Aplikant komornik będąć bezradny dokonał oplombowania. I to nie żart To jest nasza Polska

Wpis został opatrzony trzema zdjęciami małego, wystraszonego kotka, na którego grzbiecie znajdował się niezgrabnie przyklejony znak zajęcia. A właściwie, to naklejka była widoczna raptem na dwóch zdjęciach, co w sumie nie powinno nikogo dziwić – trudno przecież przykleić kawałek papieru do żywego stworzenia. Ale przekaz był jasny: aplikant komorniczy, zapewne sfrustrowany brakiem innych ruchomości, postanowił nie dość, że zająć kota, to jeszcze oznaczyć tego konkretnego kota znakiem zajęcia zgodnie z jednym z przepisów kodeksu postępowania cywilnego („Na każdej zajętej ruchomości komornik umieści znak ujawniający na zewnątrz jej zajęcie, a jeżeli to nie jest możliwe, ujawni je w inny sposób„).

Brzmi absurdalnie, prawda? Nie dość, że zajęto małego, raczej niezbyt drogiego (finansowo) zwierzaka, to jeszcze w nieludzki (?) sposób przytwierdzono do kota klejącą się kartkę papieru z państwową pieczęcią.

Zajęcie kota, które… nie miało miejsca

Wpis, opublikowany na prywatnym profilu pani Katarzyny, nie jest już niestety dostępny (ale o prawdopodobnych przyczynach tej sytuacji napiszę w dalszej części tekstu). Ale – na szczęście (?) – w internecie nic nie ginie, dlatego zamieścimy historię edycji posta:

Czyli najpierw aplikant „dokonał oplombowania”, potem „chciał dokonać oplombowania” (a to subtelna różnica, prawda?), a ostatecznie okazało się, że kot wcale nie został zajęty. A przecież znakiem zajęcia komornik (aplikant, asesor) może oznaczyć tylko zajętą ruchomość.

Uprzedzając pytania: zwierzęta w polskim prawie, jeśli brakuje przepisu szczególnego, są traktowane jako rzeczy. Komornicy mają prawo zajmować zwierzęta, i tak też się dzieje; w ogromnej większości przypadków chodzi jednak o zwierzęta gospodarskie (świnie, krowy, kury). Nie są one jednak, z oczywistych względów, oklejane żadnymi znakami zajęcia, zwłaszcza, że z reguły zwierzęta te już są oznaczone specjalnymi obrączkami lub kolczykami z numerami identyfikacyjnymi.

Nie powstrzymało to jednak komentatorów, w tym dziennikarza jednej ze stacji telewizyjnych, którzy już wydali wyrok: komornik to idiota, którego zachowanie było naganne:

zajęcie kota

Rzeczywistość jednak okazała się trudniejsza (albo łatwiejsza), niż niektórzy przypuszczali. Wpis pani Katarzyny został bowiem opublikowany przez facebookowy fanpage W trybie art. 761 KPC. Redakcja fanpejdża, jak ustaliliśmy, od razu skontaktowała się z Krajową Radą Komorniczą celem ustalenia, jak było naprawdę, w tym odpowiedzi na kluczowe pytanie: czy zajęcie kota faktycznie miało miejsce, czy może to jednak były farmazony dłużniczki? Odpowiedź była niezwykle szybka: Krajowa Rada, zaalarmowana o 7 rano, już po godzinie wysłała do kancelarii komorniczej w Płocku wizytatora. Efekt? Żaden kot nie ucierpiał został zajęty:

„Komornik zajął kota!”

A skoro zajęcia nie było, to w takim razie co komornicza naklejka robiła na kocie? Najprawdopodobniej to dłużniczka (albo inna osoba) oderwała znak z innych, naprawdę zajętych ruchomości, i umieściła go na kocie. A to działanie nielegalne: zgodnie z art. 300 §2 kodeksu karnego za usunięcie znaku zajęcia grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Nie wspominając o cierpieniach kota, który musiał znosić sesję fotograficzną z przyklejoną do grzbieta kartką.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Wygląda zatem na to, że pani Katarzyna, zamiast cieszyć się dużą popularnością kontrowersyjnego, facebookowego posta, będzie się musiała tłumaczyć organom ścigania (niezależnie od spłaty długu – bo przecież komornik w jej mieszkaniu nie pojawił się bez powodu) za usuwanie znaku zajęcia, jak również – być może – z tytułu zniesławienia organu egzekucyjnego.

Nawet w internecie lepiej pisać prawdę.