Też otwieraliście wiosną drzwi łokciem? Okazuje się, że koronawirusem praktycznie nie da się zarazić poprzez dotykanie przedmiotów

Zdrowie dołącz do dyskusji (7047) 09.04.2021
Też otwieraliście wiosną drzwi łokciem? Okazuje się, że koronawirusem praktycznie nie da się zarazić poprzez dotykanie przedmiotów

Maciej Bąk

Koronawirus na przedmiotach jest praktycznie niegroźny – ogłosili oficjalnie eksperci amerykańskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób. Ryzyko zakażenia się poprzez dotyk wynosi mniej niż 1:10000. To ostateczne obalenie mitu, który rok temu wprowadził do naszego życia wiele nowych, nietypowych zwyczajów. Ale to nie oznacza, że powinniśmy zapomnieć o regularnym myciu rąk.

Koronawirus na przedmiotach

New York Times cytuje słowa szefowej amerykańskiej C.D.C. Rochelle Walensky, która powiedziała, że udowodniono iż ryzyko transmisji wirusa poprzez zanieczyszczone powierzchnie jest niskie. Choć, co ważne, nie jest ono zerowe. Ale NYT już określa tą wypowiedź jako zapowiedź końca ery „teatru higieny”. A ekspertka wirusologii z Virginia Tech Linsey Marr komentuje to słowami: „Nareszcie. Wiedzieliśmy o tym od dawna. Tak naprawdę nie ma żadnego dowodu na to, że ktoś zachorował na Covid-19 poprzez dotykanie powierzchni”.

Wszyscy pamiętamy wiosnę ubiegłego roku i szok, jaki przeżył cały świat, w tym Polska. Czas, w którym zastanawialiśmy się na przykład czy można wyjść na spacer był też czasem obsesyjnego przestrzegania zasad higieny. Słyszeliśmy bowiem nie tylko o tym, że trzeba jak najczęściej myć ręce. Kolejne niepokojące doniesienia mówiły o tym, że koronawirus może nawet przez kilka dni zalegać na powierzchniach przedmiotów, a kontakt z nimi może skutkować zachorowaniem. Dlatego tak wielu z nas wszędzie chodziło w rękawiczkach, drzwi otwierało łokciami, a po powrocie do domu dezynfekowało chociażby swoje telefony komórkowe.

Upadek jednego z wielu mitów

Dziś okazuje się, ze nasze obawy – podsycone oczywiście wstępnymi informacjami od naukowców – były na wyrost. Co oczywiście nie oznacza, że powinniśmy się teraz wściekać na przedstawicieli nauki. Koronawirus był na początku zupełnie nieznanym zagrożeniem, a nawet dziś – gdy wiemy o nim przecież bardzo dużo – wciąż potrafi nas zaskoczyć. Zresztą nie tylko my uwierzyliśmy w zabójczość koronawirusa na przedmiotach. Na przykład Światowa Organizacja Zdrowia, w obawie przed transmisją SARS-CoV-2 poprzez banknoty, odradzała w pewnym momencie ich używania, co zrodziło pytania o to czy koronawirus zabije gotówkę.

Nie da się tego w skali globalnej na pewno policzyć, ale pomyślmy sobie ile pieniędzy wydano na dezynfekowanie wszystkiego co się da. Choćby w naszym kraju widzieliśmy obrazki z ciągłego czyszczenia przystanków autobusowych czy parkowych ławek. Wiele firm wprowadziło nowe, restrykcyjne zasady dezynfekowania powierzchni biurowych. I oczywiście część z nich zostanie z nami na dłużej, bo jednak jakieś ryzyko transmisji wirusa wciąż pozostaje. Możemy jednak szykować się na kolejne obalanie mitów, które powstały z troski o zdrowie ludzi w obliczu nieznanego zagrożenia.

Jednym z nich jest transmisja koronawirusa na świeżym powietrzu. Irish Times poinformowało, że w Irlandii zanotowano zaledwie 262 przypadki zakażenia się „pod chmurką”. Tymczasem w większości krajów wciąż trzeba chodzić w maseczce właściwie wszędzie poza lasami czy plażami. Warto jednak pamiętać, że często trudno ustalić gdzie i w jaki sposób dana osoba się zaraziła. Do irlandzkich danych trzeba więc podchodzić ostrożnie. Miejmy jednak nadzieję, że już za kilka miesięcy do maseczek i dezynfekowania wszystkiego co się da, będziemy podchodzić jak do reliktu niedalekiej przyszłości.