Koszt utrzymania czteroosobowej rodziny w Warszawie wzrósł miesięcznie o prawie 1000 zł

Finanse Państwo Zakupy dołącz do dyskusji (130) 03.06.2021
Koszt utrzymania czteroosobowej rodziny w Warszawie wzrósł miesięcznie o prawie 1000 zł

Jolanta Szymczyk-Przewoźna

Kolejny miesiąc z rzędu przynosi dane o rekordowej inflacji i wzrostach cen. Według GUS towary i usługi zdrożały w maju o 4,8 procent w stosunku do ubiegłego roku, a według Eurostatu o 5,1 procent. Kiedy przyjrzeć się bliżej poszczególnym wzrostom, niektóre wręcz szokują.

Inflacja łupi nasze portfele

O prawie 48 procent więcej płacimy za usługi bankowe. Średnia w UE to 13 procent. Wywóz odpadów skok cen o jedną trzecią, podobnie z cenami zwierząt domowych czy paliw. Wyraźnie drożej cenią się fryzjerzy i dentyści. Opłatą cukrową można tłumaczyć wzrost cen napojów bezalkoholowych o 7,4 procent, przy unijnej średniej 1,3, ale dlaczego woda mineralna zdrożała o 8,6 procent? Skokowo podnieśli też ceny malarze pokojowi. Zamknięci w domach przez pandemię masowo postanowiliśmy odświeżyć wnętrza.

Zdrożała też opieka nad dziećmi. Można tak jeszcze długo wyliczać. Generalnie ceny szaleją. Już czujemy, że coraz więcej wydajemy, ale tylko Ci, którzy skrupulatnie zapisują wydatki wiedzą, o ile wzrosły im koszty życia. Większość, która tego nie robi, wyręczył w tych wyliczeniach Bartosz Turek, analityk HRE Investments. Wynika z nich, że średnio w ciągu roku wydatki czteroosobowej rodziny wzrosły miesięcznie o 211 zł. Przez rok uzbiera się 2532 zł. Biorąc pod uwagę, że zarobki całkiem sporej części Polaków wahają się od 2000 do 3000 zł netto, taki wzrost kosztów utrzymania naprawdę boli. To tak, jakby ktoś zabrał jedną pensję.

Żal Warszawiaków

Są miasta, gdzie ten wzrost cen, a co za tym idzie obciążeń domowych budżetów, jest dużo większy. Bartosz Turek obliczył, że koszt utrzymania czteroosobowej rodziny w Warszawie skoczył o prawie 1000 zł miesięcznie! Podstawą wyliczeń były dane Numbeo.com. Widać, jak skoczyły koszty utrzymania mieszkania, samochodu, żywności.

Winna temu jest inflacja. Podatek, który płacimy wszyscy, choć nikt go oficjalnie nie wprowadzał. To cena za bardzo niskie bezrobocie. Tu też jesteśmy unijnym liderem. Przybywa ekonomistów nerwowo wpatrzonych w Radę Polityki Pieniężnej, a zwłaszcza w prezesa NBP czy jakimś, choćby drobnym, gestem zapowiedzą hamowanie inflacji. Dopóki nic się tu nie podzieje, pewnie za miesiąc, znów GUS ogłosi kolejny inflacyjny rekord, a Polacy będą coraz biedniejsi.