Maffashion pewnie zarabia więcej, niż niejeden lokalny tygodnik. Skarbówka myli się w interpretacjach, bo się nie zna na internecie

Biznes Firma Podatki Technologie Zakupy firmowe dołącz do dyskusji (60) 25.07.2019
Maffashion pewnie zarabia więcej, niż niejeden lokalny tygodnik. Skarbówka myli się w interpretacjach, bo się nie zna na internecie

Udostępnij

Jakub Kralka

Weźmy jakiegoś blogera ze ścisłego topu. Niech to będzie jedna z najbardziej znanych szafiarek w Polsce – Maffashion. Jestem przekonany, że na swoim blogu i kontach w mediach społecznościowych generuje wyższy roczny przychód od niejednej gazety o zasięgu lokalnym. Całej gazety. 

Według rankingu ekwiwalentu reklamowego przygotowanego przez Press Service dla Jasona Hunta, w 2018 roku szacowano ją na 56 milionów złotych rocznie.

Fiskus tego nie rozumie

Szafiarki to generalnie przychodowy top wśród polskich blogerów. Te ładne i zadbane dziewczyny to nie tylko zabawa w przymierzanie sukienek, ale przede wszystkim gigantyczne imperia medialne z wielkimi pieniędzmi w tle. Umiejętnie łączą status sprzedawczyń, businesswomen, blogerek, celebrytek i modelek, na każdym kroku starając się komercjalizować swój autorytet i popularność.

Z punktu widzenia historii opisywanej dziś na nowym podserwisie Bezprawnika – firma.blog (polubcie na Facebooku!) – koszty firmowe blogera są niebywale problematyczne. Jak wskazuje Edyta Wara-Wąsowska, dyrektor Krajowej Izby Skarbowej zakwestionował możliwość wrzucenia w koszty firmowe wydatków poniesionych na nagranie filmów o charakterze doradztwa konsumenckiego.

Wnioskodawca chciał dowiedzieć się, czy wydatki poniesione na zakup przedmiotów, które posłużą potem do nagrywania filmów na bloga mogą zostać wliczone w koszty uzyskania przychodu blogera. Unboxing miał być tematyką przewodnią bloga, który był w planach wnioskodawcy.

Jest oczywiście słusznością, że część przedsiębiorców może nadużywać prawa i korzystać z przedmiotów firmowych do własnych korzyści. Ba, część może nawet kupować np. elektronikę „na fakturę” wyłącznie dla własnej rozrywki, a następnie w ogóle nie wykorzystywać jej w ramach firmy.

To niestety rezultat zgniłego kompromisu, który pozwala przedsiębiorcom odliczać ponoszone koszty od ostatecznej kwoty płaconego podatku. Oczywiście jest prosty i w miarę łatwo wykonalny sposób, by tego typu patologie zlikwidować, a przy tym zrobić to przy pełnym poparciu Polaków. Wystarczy całkowicie znieść podatek PIT. Nie jest to wbrew pozorom projekt aż tak egzotyczny, a zdecydowaną większość środków na ten cel można by było znaleźć np. w likwidacji programu 500 plus.

Fiskus przeciwny odliczeniom, bo nie rozumie pracy blogera

Jeszcze większym problemem od przedsiębiorców odliczających trochę za dużo, jest skarbówka, która coraz częściej stoi na straży tego, by odliczać jak najmniej. Nawet wtedy, gdy odliczenie jest obiektywnie słuszne i uzasadnione.

Jeszcze w 2016 roku fiskus pozwalał blogerom na odliczanie zakupów dokonywanych na potrzebę tworzonych przez siebie artykułów czy filmów w serwisie YouTube. Jednak od tamtego czasu wykładania dokonywana przez organy skarbowe się zmienia i radykalizuje.

dzielenie się spostrzeżeniami, opiniami, informacjami publikowanymi na blogu wskazuje na osobisty charakter publikowanych treści i nie powoduje de facto powstania przychodu. Ponadto, ze zdarzenia opisanego we wniosku wprost wynika, że Wnioskodawca zamierza uzyskiwać przychód z tytułu udostępnienia powierzchni na stronie internetowej (reklamy), a nie z tytułu prowadzenia bloga.

Nie jestem ekspertem od podatków, ale „przeleciałem dziś się” po znajomych doradcach podatkowych z wielkiej czwórki i każdy prezentował pogląd zbliżony do mojego – interpretacja jest absurdalna.

Po pierwsze – blog/vlog/kanał social media jest specyficznym kanałem medialnym, jednakże nie ma złudzeń co do tego, że… owszem, jest to medium. Ba, to może być nawet medium o przychodach liczonych w milionach złotych. Subiektywny charakter, a więc dzielenie się spostrzeżeniami czy opiniami jest natomiast integralnym elementem blogosfery, YouTube’a czy „infulencerów” z mediów społecznościowych. I to właśnie silnie zsubiektywizowany sposób wypowiedzi często w przesądzającym stopniu decyduje o ich popularności, a tym samym przychodach.

Fiskus zatem bardzo się myli – spostrzeżenia, opinie, informacje publikowane na blogu powodują powstanie przychodu patrząc na to pod kątem merytorycznym.

Fiskus myli się ponadto w drugiej części swojej wypowiedzi. Pomijam już argument dotyczący tego, że przychód pochodzi z tytułu emisji reklamy, a nie prowadzenia bloga (krzyżyk na drogę autorowi interpretacji, który chce emitować reklamę na blogu NIE MAJĄC bloga). Źródłem przychodu w sensie technicznym nie jest abstrakcyjna „reklama”, tylko „reklama na blogu”. Fakt redagowania bloga/kanału/profilu i uzyskania przychodu są ze sobą nierozerwalnie związane.

Wreszcie, trzeci i ostatni błąd myślowy fiskusa. Otóż reklama i prowadzenie bloga nie tylko stanowią w nakreślonych warunkach integralną całość, ale współczesne medium internetowe samo w sobie jest reklamą. Reklamą jest na przykład kanał YouTube od Grupy Abstra – „Kumaty” zrobiony dla sieci sklepów Żabka. Reklamą na blogu są nie tylko bannery reklamowe wyświetlane obok wpisów (co więcej – liczba odsłon bloga wpływa na cenę i przychód uzyskany z tych bannerów), ale same wpisy na blogu mogą mieć charakter reklamowy (niestety, blogerzy niechętnie ten fakt oznaczają, a to jest akurat nielegalne). Odpalam blog wspomnianej Maffashion i pierwsze co widzę od góry, to notka z wakacyjnymi promocjami w sieciach kosmetycznych. Bardzo często takie wpisy na blogach o modzie czy kosmetykach to tak naprawdę katalog linków afiliacyjnych, które generują blogerom prowizję od sprzedaży. Blog jest źródłem przychodu, tak jak reklama jest źródłem przychodu. Przychodu z bloga.

Co więcej, zakupy dokonane na zakup stylizacji, pokazanego smartfona, omówionego gadżetu są bez cienia wątpliwości kosztami uzyskania przychodów, ponieważ są to koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów. Co więcej, te przychody mogą być odroczone w czasie.

Fiskus się myli w swojej ocenie, ponieważ fiskus nie rozumie sposobu tworzenia nowoczesnych mediów w internecie. Pozostaje nie przejmować się zbytnio tą interpretacją i mieć nadzieję, że w razie problemów sędzia wykaże się lepszym rozumieniem omawianej materii.

60 odpowiedzi na “Maffashion pewnie zarabia więcej, niż niejeden lokalny tygodnik. Skarbówka myli się w interpretacjach, bo się nie zna na internecie”

  1. „nie rozumie pracy blogera” – a to dobre, od kiedy blogerzy pracują? Tworzenie swojego bloga to nie praca.

        • Acha, czyli o czyms takim jak działalność gospodarcza to nie słyszałes… to nie mamy za bardzo o czym rozmawiać…

          • Jaki staż PRACY zyskuje taka osoba? Skoro PRACUJE, to powinna jakiś mieć. Nadal nie rozumiesz i nie mamy o czym rozmawiać.

          • Buhahaha… A jaki staż pracy ma przedsiębiorca zakładający własną działalność?

    • Rozumiem, że należysz do tej grupy, która nadal uważa, że wszystko co znajduje się w internecie powinno być darmowe a zamieszczane treści choćby na Niebezpieczniku w czarodziejski sposób same się pojawiają. W najlepszym wypadku tworzą je hobbyści, którzy usłużnie dla Jaśnie Pana Internauty mają wykladać własny hajs (na zakup domeny, serwery i wynagrodzenie dla informatyka tworzącego i nadzorującego portal) i poświęcać swój prywatny czas.

      • Pokaż mi umowę o pracę jakiejś blogerki, to zaczniemy rozmawiać.Pracuje ten, kto ma umowę o pracę – poważny portal branżowy powinien to wiedzieć.

        • Ta, facet który zakłada firmę, by wydać grę komputerową, która w efekcie przynosi mu wielomilionowy zysk też nie ma umowy o pracę, komuchu.

          • Piszesz do typa który twierdzi że dzwoni do Zusu pytać czy blogerka – której imienia typ nie zna – ma umowę o prace…
            tak bo zus udziela takich informacji przez telefon :D

      • Tak. Dokładnie. Nie podoba się – nie pisz.
        Przynajmniej pisać będą pasjonaci a nie debile biznesu.

        • O czym Ty piszesz? Rozumiesz w ogóle jak działa świat? Gry, programy, filmy i muzykę dalej kradniesz za pośrednictwem netu?

          • A ty rozumiesz że jest różnica pomiędzy grami czy programami a wymądrzaniem się bez produktu – bo gadanie produktem nie jest.
            Chcesz produkt – wydaj książkę albo kabaret i sprzedawaj bilety.

          • O czym ty pieprzysz? Czym jest książka, jak nie gadaniem przelanym na papier? Czym jest kabaret jak nie gadaniem w dziwnych strojach? Sposób monetyzacji tylko nieco inny.

          • A czy upośledzony jesteś? Dokładnie chodzi mi o sposób monetyzacji, dystrybucji itd.

          • XDXD no debil

            Czyli jakby wysyłała swoje filmy na płytach CD to już wszystko cacy, tak? ty to widzę jeden z tych którzy uważają że konkurs na mema ministerstwa kultury był świetnie przeprowadzony (dla nieświadomych – chcieli żeby memy uczestnicy konkursu wysyłali listem z wypaloną płytą CD.

          • Problemu by nie było, gdyby nie było Januszowania. Opisać towar można na podstawie egzemplarza udostępnionego – nie trzeba go kupować (i odliczać w kosztach uzyskania przychodu) a następnie nosić pół roku i złomować (po czym sprzedawać prywatnie na olx jako „prawie-nówka-raz-założona”).

            Dlatego sądzę to co sądzę. Won z wami złodziejami. Okradacie wszystkich normalnie prowadzących biznes (i ludzi płacących podatki też) – bo mniejsze wpływy od was, to większe podatki dla wszystkich.

            A debil to sobie do lustra wołaj.

          • A gospodarka to jest wtedy, jak jest fabryka z kopcącym kominem, a nie jakieś tam usługi w internecie.

            To było luźne przytoczenie słów Górskiego z serialu Ucho Prezesa. Możesz nie być na bieżąco bo widzę że zatrzymałeś się gdzieś w latach 70. Ale spokojnie, już przekładam „na stare”.

            Produktem w przypadku vloga na YT jest czas oglądalności, uwaga widzów. Ten produkt jest sprzedawany sponsorom vloggerki, reklamodawcom. Aby wytworzyć ten produkt, tj przyciągnąć uwagę widzów vloggerka potrzebuje narzędzi, w przypadku szafiarek są to ubrania, kosmetyki. Dlatego są one wrzucane w koszty prowadzenia działalności. Sprzedaż nieużywanych już narzędzi to najnormalniejsza w świecie praktyka. Wrzuca się to chyba nawet w przychody.

            Już lepiej?

          • Nie, nie lepiej.
            Zapytaj Angeliny czy Christiny (albo innej Jennifer) o to czy kosmetyki i ubrania które kupują, czy operacje plastyczne i liftingi aby wyglądać zajebiście i być niezłymi aktorkami / piosenkarkami / modelkami do kolejnego filmu / reklamy / piosenki, oraz czy limuzynę aby dojechać na premierę lub Oscary lub do studia; wrzucają do kosztów uzyskania przychodu jakim jest ich sukces medialny.

            Bo zdaje się, że uważasz Januszowanie za normalną praktykę…

          • Nic nie rozumiesz i mentalnie tkwisz w czasach komuny, gdzie jeśli ktoś nie narobił się jak wół machając łopatą, to był uważany za cwaniaka.
            A może po prostu żal ci d… ściska, że komuś łatwo przychodzi hajs, który robi na swojej pasji, a ty na to będziesz 20 lat tyrał w pocie czoła.

          • Wiedza jest produktem, informacja również. Czego nie rozumiesz?

  2. Niestety, sędzia nie zrozumie, bo nie ogarnia z zasady współczesnych mediów. A jak nie zrozumie, bo to często dla sądu wiadomości specjalne, to powoła biegłego. A biegłych sąd często ma z łapanki. Wiedzę w zakresie internetu mają żadną lub szczątkową. W efekcie wyrok sądu oparty na opinii biegłego będzie niekorzystny, do tego koszty biegłego i przegrana. Dlatego nie jestem tak optymistycznie nastawiony jak redaktor.

    • Już trochę temu zauważyłem że przedstawiciele jakiegokolwiek ramienia władzy bardzo wielu rzeczy nie wiedzą, nie rozumieją. A jak zatrudniają ‚ekspertów’ za 3.5k brutto, to nie dziwię się że oni też nic nie wiedzą ani niczego nie rozumieją. Choć w przypadku opisywanym w artykule mówimy o absolutnych podstawach rządzących sporą gałęzią gospodarki.

  3. „nie rozumie pracy blogera” – a to dobre, od kiedy blogerzy pracują? Tworzenie swojego bloga to nie praca.

  4. Przed chwilą zadzwoniłem na infolinię zusu i spytałem się, jaki staż PRACY ma blogerka, która pisze bloga i zarabia na reklamach. Dostałem odpowiedź, że ZERO, bo ona NIE PRACUJE.

    Rozumiecie już, czy dalej mam wam tłumaczyć?

  5. Ech, ja tu widzę dwie opcje. Rządzą nami prymitywy, obecnie nie mające pojęcia o czymkolwiek, których rozwój osobisty zatrzymał się 40 lat temu. Albo skarbówka panicznie szuka środków na budowanie socjalizmu wszędzie gdzie się da, czyli głównie w kieszeniach przedsiębiorców.

    Skłaniam się bardziej ku pierwszej opcji, bo przypomniałem sobie jak próbowali opodatkować dochód z krypto podatkiem PPC. Czyli dla przeciętnego daily tradera kilkaset procent posiadanych środków niezależnie od tego czy zarobił czy stracił. Zwykła próba wywłaszczenia całego majątku, mam nadzieję że nieświadoma. Mam nadzieję że to ‚tylko’ zacofanie i całkowity brak pojęcia o najprostszych rzeczach, a nie zła wola…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *