Dokładnie tak, jak wam mówiłem. Piosenkarka Marysia Sadowska, twarz „ACTA 2”, myśli, że dyrektywa ma półtorej strony A4

Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (463) 12.10.2018
Dokładnie tak, jak wam mówiłem. Piosenkarka Marysia Sadowska, twarz „ACTA 2”, myśli, że dyrektywa ma półtorej strony A4

Jakub Kralka

W moich artykułach śmiałem się, kpiłem sobie z tych polskich artystów, którzy jak dzieci we mgle dawali twarze na konferencji w Brukseli i manifestowali sukces ACTA 2, z którego istnienia bezpośrednio nie będą nawet mieli żadnych wymiernych korzyści. 

W tekście wyjaśniającym o co tak naprawdę chodzi w „ACTA 2”, komu na nim zależy, kto na nim zarobi oraz dlaczego czytanie co sobie na ten temat uważa Zbigniew Hołdys nie ma większego sensu, wspominałem m.in.:

Lobbyści zwożą do Brukseli tak zwane twarze w postaci muzyków, którzy wypłakują, że są okradani. Spoiler alert: jeśli wypalenie twórcze nastąpiło w okolicy lat 70. XX wieku to z dużą dozą prawdopodobieństwa przychody będą malały, niezależnie od internetowych piratów, którzy w zdecydowanej większości nie wiedzą nawet o waszym istnieniu.

Oczywiście muzycy występują w roli pożytecznych… Inaczej, uprawiają muńkostaszczykowszczyznę (czym jest muńkostaszczykowszczyzna – szerzej o tym w innym moim artykule) i mam bardzo poważne wątpliwości czy ktoś naprawdę wyjaśnił im możliwe konsekwencje dyrektywy, a nie tylko poinformował, że teraz to już będą takie tantiemy, że ho ho i „już żaden artysta przez tego pirata życia pozbawiony nie będzie”.

Muńkostaszczykowszczyzna, czyli:

Lider T. Love sobie doczytał, dokształcił się i zrozumiał, że został instrumentalnie użyty przez ZPAV

Nie doczytała sobie – najwyraźniej – Maria Sadowska, której ktoś podstawił pod nos liczącą 1,5 strony kartkę A4, powiedział, że to jest to całe „ACTA 2” i piosenkarka postanowiła walczyć o to całym swoim sercem, oddając za tę walkę swój niekwestionowany muzyczny autorytet i wizerunek. Pozostaje mieć nadzieję, że na tej kartce było chociaż rzetelne omówienie założeń dyrektywy, a nie na przykład przepis na rabarbarową szarlotkę. Przypominam bowiem, że dyrektywa w obecnym kształcie liczy 36 niemalże ciurkiem zapisanych stron A4, a nawet gdyby pominąć uzasadnienie – 11.

Przed chwilą znalazłem na profilu StopACTA2Poland, który wygrzebał wypowiedź piosenkarki sprzed miesiąca o takiej oto treści:

Przyjmijmy potencjalny kontrargument artystki, że czytała jedynie omówienie w zakresie interesującego ją Artykułu 13, co zresztą w dużej mierze pokrywa się z moją teorią, że OZZ-y typu ZAiKS i ZPAV wymachują znanymi twarzami w sprawie de facto już trochę funkcjonujących systemów filtrowania treści, by położyć pieniądze na prowizjach z obrotu kwotami wskazywanymi przez Artykuł 11, który może poważnie zagrozić rynkowi medialnemu w Europie.

Z jednej strony czuję przerażenie, a z drugiej satysfakcję, ponieważ wszystkie elementy „ACTA2-owej układanki”, które opisywałem na Bezprawniku w ostatnich miesiącach znajdują swoje potwierdzenie. Dziś potwierdza się teza o manipulowaniu muzykami, którzy kompletnie nie mają pojęcia czemu dają twarz. Jest to w mojej ocenie w gruncie rzeczy kompromitujące i powinno być przez opinię społeczną odnotowane, gdyż to chyba taki pierwszy przypadek w historii, gdy artyści na podstawie półtorastronicowych bryków będą stawali nie w obronie wolności, a przeciwko niej. Bo takie mogą być konsekwencje dyrektywy.

463 odpowiedzi na “Dokładnie tak, jak wam mówiłem. Piosenkarka Marysia Sadowska, twarz „ACTA 2”, myśli, że dyrektywa ma półtorej strony A4”

  1. chcialoby sie wkleic jakiegos mema „stop making stupid people famous” ale przeciez to nie wasza wina, ze glupi celebryci oprocz spiewania potrafia mowic…

  2. Czy tylko ja mam wrażenie że jak jakiś „celebryta” wychodzi poza swoją „działalność operacyjną” to robi z siebie …. /Wstawić pasujace określenie/
    A ich wielbiciele są jeszcze bardziej …. /Wstawić pasujace określenie/, bo nie są wstanie zrozumieć, że jak ktoś używa strun głosowych to nie oznacza jeszcze, że ma jakikolwiek ośrodek sterujący pod kopułą.

    • teksty piosenek wiekszosc „artystow” dostaje, wejscie w jakas kampanie reklamowa jest prawie dobrowolne wiec co do osrodka sterujacego pod kopula moze byc wieksza polemika

    • Wystarczy że wpiszesz w wyszukiwarkę i poczytasz. Rodziców w domu nie ma i tym sposobem musisz pytać tutaj, bo samo się nie zrobi? ;-)

  3. Panie
    Jakubie, po pierwsze pomylił Pan zdjęcia, to nie jest Marysia Sadowska,
    po drugie muszę sprostować wiele z Pańskich alarmistycznych wniosków.
    Zatem niech Pan już zostawi tych artystów, których Pan traktuje jak
    ostatnich idiotów i niech Pan zechce
    porozmawiać ze mną proszę. Będzie Panu dużo trudniej. Oskarżył Pan
    tychże artystów we wrześniowym artykule o dyskusję sloganami. W obydwu
    Pańskich artykułach (wkleję ten komentarz także pod wrześniową
    publikacją) roi się głównie od sloganów. A ze mną trzeba będzie
    porozmawiać po kolei o detalach. To co Pan lubi i – mam wrażenie śledząc
    Pana serwis jako stały, wierny czytelnik z szacunkiem od wielu lat –
    potrafi. Niechże Pan spróbuje – proszę. Trafia się Panu czasem taki
    dyskutant. Wiem, czytam wiele z Pańskich dialogów z innymi. Fajnie,
    gdybym załapał się do tych, z którymi się będzie Panu chciało dłużej
    porozmawiać.

    Jedźmy teraz po kolei. Oczekuję od Pana
    tak samo precyzyjnych odpowiedzi na konkretne i niewyrwane z kontekstu
    zdania i myśli. Ja zaś odniosę się do obydwu, powiązanych ze sobą
    artykułów – nowego z 12.10.2018 „Dokładnie tak, jak wam mówiłem.
    Piosenkarka Marysia Sadowska, twarz „ACTA 2”, myśli, że dyrektywa ma
    półtorej strony A4” oraz „’ 99% wypowiedzi na temat „ACTA 2” jest
    bezwartościowe. Same slogany, a to nawet nie jest wojna dziennikarzy i
    Zbigniewa Hołdysa” z 13.09.2018.

    Po pierwsze
    pojeździł Pan sobie jak kozak i „prawdziwy dżentelmen” po Marysi
    Sadowskiej przez jedno przejęzyczenie. Co prawda przyznaje Pan, że
    prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jakże poruszającego Pana stwierdzenia o
    dyrektywie UE na 1,5 strony, jest to, iż Marysi chodziło o Artykuł 13.
    projektu (!!!) dyrektywy, tak dokładnie było, miałem okazję to sprawdzić
    z samą artystką, ale wykorzystał Pan to „potencjalne wytłumaczenie” do
    wyprowadzenia kuriozalnej tezy (to tylko jedno przejęzyczenie Marysi!), o
    położeniu łapy przez OZZ-ty na prowizjach z obrotu kwotami wskazanymi
    przez Artykuł 11. I tu dwie pierwsze uwagi – niech Pan proszę łaskawie
    uprawdopodobni ten kuriozalny zarzut. Wiele rozmawiałem ze wszystkimi
    stronami sporu. Stronami, które bez siebie nie będą mogły dalej
    funkcjonować i zaczyna to być rozumiane, w co wierzę, a co wiedzą i
    jedni i drudzy. Mimo zaciekłej walki w przestrzeni publicznej. Gdy
    mówię, że wiele rozmawiałem, mam na myśli miesiące debat. Pana teza o
    manipulowaniu artystami, choć równie niemądra i uwłaczająca dla nich,
    przynajmniej jest do wyobrażenia sobie. Gdyby tak było (a nie jest, co
    obserwowałem z bliska i w Krynicy i w Strasburgu), to rzeczywiście Pana
    pomysł trzymałby się kupy. Ale jakim cudem Panie Jakubie, tak
    konkretnie, którymi to tantiemami dokładnie, OZZ-y ostrzą sobie zęby na
    te pieniądze (od Pana jak rozumiem, to może boleć) generowane w związku z
    Artkułem 11.? No to się nie pojawiło ani razu w ramach dziesiątek
    godzin tych dyskusji. Nawet Google tego nie podnosił. Jeśli jest Pan tak
    doskonale zorientowany, niech Pan oszacuje – o jakich pieniądzach jest
    mowa w przypadku OZZ w kontekście Art.13, a o jakich w kontekście Art.11
    i proszę o wyciągnięcie dowodu na to, że Art., 13 nie jest tu powodem
    tworzenia nowego prawa, a i jego lobowania przez OZZ, ale właśnie Art.
    11. To oczywiście brzmi jak sci-fi, ale jeśli mi Pan to uprawdopodobni –
    dowiem się (i inni czytelnicy) czegoś nowego. Tylko bez opowiastek,
    bajek i zgadywanek. Proszę o szacunki. Bo, ze Pan glownie krytykuje
    Artykul 11 to rozumiem z tego drugiego tekstu. Ale atakuje Pan
    orędowmikow Art. 13 wlasnie i drwi, ze nie rozumieją. Ja chętnie bym
    zrozumiał zatem…

    I tu jeszcze jedna dygresja, jakze
    często pisze Pan o OZZ tak bezimiennie. Naprawde warto raz na zawsze
    zapamietac i uwierzyć, UZZ tworzą sami interesariusze. Oczywiście sa
    bardziej sensowni i mniej sensowni. Zgrabni i zawodowi i mniej zawodowi.
    Wiadomo. Ale to sami tworcy, wykonawcy, producenci, naukowcy, plastycy
    czy filmowcy etc tworza te OZZ, przyjmijcie to Panstwo do wiadomości. Ja
    później (nizej) przyznam Panu racje, ze często rozmówcami nie powinni
    być sami artyści, ale w większym stopniu swiat internetu. OK. Szanuje to
    zadanie i podzielam po części. Ale Wy z kolei nie rozumiecie – a Pan
    atakując artystow, czy natrząsając się z nich – nie rozumie, ze OZZ to
    oni wlasnie i odwrotnie. Może moje wyjaśnienie w tej sprawie – ułatwi
    lepsze zrozumienie sytuacji…

    Po drugie, nie Pan
    pierwszy, ale jak widać – ostatni, wytarł Pan sobie buzię Muńkiem
    Staszczykiem. Zrobił Pan to doskonale wiedząc o dementi Muńka Staszczyka
    jeszcze tego samego dnia, kiedy na 2 dni przed głosowaniem opublikowana
    została wyrwana z kontekstu i jedna – w dodatku prywatna, jak Pan wie,
    wypowiedź Muńka. Nie podali Państwo na co odpowiedział Muniek, ani nie
    opublikowali Państwo jego dementi. To ja je teraz Panu przypomnę – 10
    września br. strona FB „T.Love/Muniek”:
    ‘O Ś W I A D C Z E N I E Muńka Staszczyka w sprawie ACTA 2: „W związku z
    nieprawdziwymi informacjami, które pojawiły się dzisiaj na kilku
    portalach internetowych pragnę powiadomić, że nie wycofuję się z niczego
    co dotychczas podpisałem. Jednocześnie mam świadomość ogromnej
    odpowiedzialności społecznej, która na mnie ciąży. Zawsze BYŁEM, JESTEM i
    BĘDĘ za szeroko rozumianą wolnością w sferze artystycznej, jak i za
    ogólnie pojmowaną ludzką wolnością. Pragnę poinformować, że jest to moje
    ostateczne stanowisko w tym temacie i więcej nie będę się do tej sprawy
    odnosić. Z poważaniem, Zygmunt Staszczyk”.
    Po trzecie,
    wracam na początek Pana nowego tekstu. Napisał Pan „W moich artykułach
    śmiałem się, kpiłem sobie z tych polskich artystów, którzy jak dzieci we
    mgle dawali twarze na konferencji w Brukseli i manifestowali sukces
    ACTA 2, z którego istnienia bezpośrednio nie będą nawet mieli żadnych
    wymiernych korzyści.” Na to mam dwie odpowiedzi – pierwsza, nazwa ACTA 2
    to czysta manipulacja i poza nielicznymi wyjątkami, manipulacja ta
    odbywa się rękami Google i niektórych polityków głównie w Polsce, w UE
    jak już jest dyskusja (jest jej mało), to mówi się „ARTICLE 13”. Także
    nieliczni (kilkunastu w sumie) protestujący pod PE mieli takie
    karteczki. Jak Pan wie doskonale – projekt dyrektywy ACTA sprzed dekady
    był zupełnie o czym innym z jednym wyjątkiem, prawo autorskie w
    internecie TAKŻE miało być przy tej okazji uregulowane. Poza tą jedną
    cześcią o prawie autorskim (nota bene po 10 latach pracy – sformułowaną
    KOMPLETNIE inaczej niż 10 lat temu), co takiego mamy z ACTA w tym nowym
    projekcie, co uprawniałoby to pisania ACTA 2? Czemu piszecie ACTA 2? Bo
    próbujecie (wciąż nieudolnie) wywołać protest młodzieży. Wielu z młodych
    ludzi mącicie w głowach skutecznie, ale nadal na te demonstracje
    przychodzi po 80 osób. Nie ma szału. Po drugie, proszę o
    uprawdopodobnienie tezy, że nie będą mieli korzyści. Zostawmy wątek, iż
    wg. Pana artyści w Strasburgu (nie w Brukseli drogi Panie) artyści są
    dziećmi we mgle, bo to obraza, już napisałem o tym. Ale czemu szacowane
    ostrożnie na ok. 30 procent wyższe wpływy z tantiem (wielu i 100
    procent, ale inni śladowo) – po implementacji projektowanej dyrektywy w
    krajach członkowskich UE – mają nie być wymierną korzyścią dla artystów i
    autorów? Inkaso? Jakieś 18 proc. odejdzie. To wciąż 24 proc więcej niż
    mają.

    W nowym artykule Pańskiego autorstwa poza
    powyższymi stwierdzeniami nie ma nic więcej, co można by skomentować, bo
    reszta to złośliwości i beka. Także o Zbyszku Hołdysie. A tego nie
    komentuję. Szkoda naszego czasu. Teraz przeszedłbym do komentarzy nt. tekstu z 13 września. Ale te wrzucę pod tamtym tekstem może?

  4. Panie Jakubie, po pierwsze – pomylił Pan zdjęcia, to nie jest Marysia Sadowska. Po drugie, muszę sprostować wiele z Pańskich alarmistycznych wniosków. Zatem niech Pan już zostawi tych artystów, których Pan traktuje jak ostatnich idiotów i niech Pan zechce porozmawiać ze mną proszę. Będzie Panu dużo trudniej. Oskarżył Pan tychże artystów we wrześniowym artykule o dyskusję sloganami. W obydwu Pańskich artykułach (wkleję ten komentarz także pod wrześniową publikacją) roi się głównie od sloganów. A ze mną trzeba będzie porozmawiać po kolei o detalach. To co Pan lubi i – mam wrażenie śledząc Pana serwis jako stały, wierny czytelnik z szacunkiem od wielu lat – potrafi. Niechże Pan spróbuje – proszę. Trafia się Panu czasem taki dyskutant. Wiem, czytam wiele z Pańskich dialogów z innymi. Fajnie, gdybym załapał się do tych, z którymi się będzie Panu chciało dłużej porozmawiać.

    Jedźmy teraz po kolei. Oczekuję od Pana tak samo precyzyjnych odpowiedzi na konkretne i niewyrwane z kontekstu zdania i myśli. Ja zaś odniosę się do obydwu, powiązanych ze sobą artykułów – nowego z 12.10.2018 „Dokładnie tak, jak wam mówiłem. Piosenkarka Marysia Sadowska, twarz „ACTA 2”, myśli, że dyrektywa ma półtorej strony A4” oraz „’ 99% wypowiedzi na temat „ACTA 2” jest bezwartościowe. Same slogany, a to nawet nie jest wojna dziennikarzy i Zbigniewa Hołdysa” z 13.09.2018.

    Po pierwsze pojeździł Pan sobie jak kozak i „prawdziwy dżentelmen” po Marysi Sadowskiej przez jedno przejęzyczenie. Co prawda przyznaje Pan, że prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jakże poruszającego Pana stwierdzenia o dyrektywie UE na 1,5 strony, jest to, iż Marysi chodziło o Artykuł 13. projektu (!!!) dyrektywy, tak dokładnie było, miałem okazję to sprawdzić z samą artystką, ale wykorzystał Pan to „potencjalne wytłumaczenie” do wyprowadzenia kuriozalnej tezy (to tylko jedno przejęzyczenie Marysi!), o położeniu łapy przez OZZ-ty na prowizjach z obrotu kwotami wskazanymi przez Artykuł 11. I tu dwie pierwsze uwagi – niech Pan proszę łaskawie uprawdopodobni ten kuriozalny zarzut. Wiele rozmawiałem ze wszystkimi stronami sporu. Stronami, które bez siebie nie będą mogły dalej funkcjonować i zaczyna to być rozumiane, w co wierzę, a co wiedzą i jedni i drudzy. Mimo zaciekłej walki w przestrzeni publicznej. Gdy mówię, że wiele rozmawiałem, mam na myśli miesiące debat. Pana teza o manipulowaniu artystami, choć równie niemądra i uwłaczająca dla nich, przynajmniej jest do wyobrażenia sobie. Gdyby tak było (a nie jest, co obserwowałem z bliska i w Krynicy i w Strasburgu), to rzeczywiście Pana pomysł trzymałby się kupy. Ale jakim cudem Panie Jakubie, tak konkretnie, którymi to tantiemami dokładnie, OZZ-y ostrzą sobie zęby na te pieniądze (od Pana jak rozumiem, to może boleć) generowane w związku z Artykułem 11.? No to się nie pojawiło ani razu w ramach dziesiątek godzin tych dyskusji. Nawet Google tego nie podnosił. Jeśli jest Pan tak doskonale zorientowany, niech Pan oszacuje – o jakich pieniądzach jest mowa w przypadku OZZ w kontekście Art.13, a o jakich w kontekście Art.11 i proszę o wyciągnięcie dowodu na to, że Art., 13 nie jest tu powodem tworzenia nowego prawa, a i jego lobowania przez OZZ, ale właśnie Art. 11. To oczywiście brzmi jak sci-fi, ale jeśli mi Pan to uprawdopodobni – dowiem się (i inni czytelnicy) czegoś nowego. Tylko bez opowiastek, bajek i zgadywanek. Proszę o szacunki. Bo, ze Pan glownie krytykuje Artykul 11 to rozumiem z tego drugiego tekstu. Ale atakuje Pan orędowmikow Art. 13 wlasnie i drwi, ze nie rozumieją. Ja chętnie bym zrozumiał zatem…

    I tu jeszcze jedna dygresja, jakze często pisze Pan o OZZ tak bezimiennie. Naprawde warto raz na zawsze zapamietac i uwierzyć, UZZ tworzą sami interesariusze. Oczywiście sa bardziej sensowni i mniej sensowni. Zgrabni i zawodowi i mniej zawodowi. Wiadomo. Ale to sami tworcy, wykonawcy, producenci, naukowcy, plastycy czy filmowcy etc tworza te OZZ, przyjmijcie to Panstwo do wiadomości. Ja później (nizej) przyznam Panu racje, ze często rozmówcami nie powinni być sami artyści, ale w większym stopniu swiat internetu. OK. Szanuje to zadanie i podzielam po części. Ale Wy z kolei nie rozumiecie – a Pan atakując artystow, czy natrząsając się z nich – nie rozumie, ze OZZ to oni wlasnie i odwrotnie. Może moje wyjaśnienie w tej sprawie – ułatwi lepsze zrozumienie sytuacji…

    Po drugie, nie Pan pierwszy, ale jak widać – ostatni, wytarł Pan sobie buzię Muńkiem Staszczykiem. Zrobił Pan to doskonale wiedząc o dementi Muńka Staszczyka jeszcze tego samego dnia, kiedy na 2 dni przed głosowaniem opublikowana została wyrwana z kontekstu i jedna – w dodatku prywatna, jak Pan wie, wypowiedź Muńka. Nie podali Państwo na co odpowiedział Muniek, ani nie opublikowali Państwo jego dementi. To ja je teraz Panu przypomnę – 10 września br. strona FB „T.Love/Muniek”: ‘O Ś W I A D C Z E N I E Muńka Staszczyka w sprawie ACTA 2: „W związku z nieprawdziwymi informacjami, które pojawiły się dzisiaj na kilku portalach internetowych pragnę powiadomić, że nie wycofuję się z niczego co dotychczas podpisałem. Jednocześnie mam świadomość ogromnej odpowiedzialności społecznej, która na mnie ciąży. Zawsze BYŁEM, JESTEM i BĘDĘ za szeroko rozumianą wolnością w sferze artystycznej, jak i za ogólnie pojmowaną ludzką wolnością. Pragnę poinformować, że jest to moje ostateczne stanowisko w tym temacie i więcej nie będę się do tej sprawy odnosić. Z poważaniem, Zygmunt Staszczyk”.

    Po trzecie, wracam na początek Pana nowego tekstu. Napisał Pan „W moich artykułach śmiałem się, kpiłem sobie z tych polskich artystów, którzy jak dzieci we mgle dawali twarze na konferencji w Brukseli i manifestowali sukces ACTA 2, z którego istnienia bezpośrednio nie będą nawet mieli żadnych wymiernych korzyści.” Na to mam dwie odpowiedzi – pierwsza, nazwa ACTA 2 to czysta manipulacja i poza nielicznymi wyjątkami, manipulacja ta odbywa się rękami Google i niektórych polityków głównie w Polsce, w UE jak już jest dyskusja (jest jej mało), to mówi się „ARTICLE 13”. Także nieliczni (kilkunastu w sumie) protestujący pod PE mieli takie karteczki. Jak Pan wie doskonale – projekt dyrektywy ACTA sprzed dekady był zupełnie o czym innym z jednym wyjątkiem, prawo autorskie w internecie TAKŻE miało być przy tej okazji uregulowane. Poza tą jedną cześcią o prawie autorskim (nota bene po 10 latach pracy – sformułowaną KOMPLETNIE inaczej niż 10 lat temu), co takiego mamy z ACTA w tym nowym projekcie, co uprawniałoby to pisania ACTA 2? Czemu piszecie ACTA 2? Bo próbujecie (wciąż nieudolnie) wywołać protest młodzieży. Wielu z młodych ludzi mącicie w głowach skutecznie, ale nadal na te demonstracje przychodzi po 80 osób. Nie ma szału. Po drugie, proszę o uprawdopodobnienie tezy, że nie będą mieli korzyści. Zostawmy wątek, iż wg. Pana artyści w Strasburgu (nie w Brukseli drogi Panie) artyści są dziećmi we mgle, bo to obraza, już napisałem o tym. Ale czemu szacowane ostrożnie na ok. 30 procent wyższe wpływy z tantiem (wielu i 100 procent, ale inni śladowo) – po implementacji projektowanej dyrektywy w krajach członkowskich UE – mają nie być wymierną korzyścią dla artystów i autorów? Inkaso? Jakieś 18 proc. odejdzie. To wciąż 24 proc więcej niż mają.

    W nowym artykule Pańskiego autorstwa poza powyższymi stwierdzeniami nie ma nic więcej, co można by skomentować, bo reszta to złośliwości i beka. Także o Zbyszku Hołdysie. A tego nie komentuję. Szkoda naszego czasu. Teraz przeszedłbym do komentarzy nt. tekstu z 13 września. Ale te wrzucę pod tamtym tekstem może? I odsyłam Pana i wszystkich zaintersowanych do tekstu mojego autorstwa na platformie NaTemat – akurat linku nie mogę tu udostępnić, bo blokuje się komentarz, ale wystarczy wbić „Jak Google i Facebook robią nam wodę z mózgu, walcząc z nową dyrektywą UE – Stanisław Trzciński”. Serdeczności ;)

  5. W porządku nagrałam 11 płyt (w tym dwie uzyskały status złotej płyty) z dośc trudną muzyką więc nie musi pan jej słuchać . W
    wyreżyserowałam równiez 2 filmy fabularne w tym jeden Sztuka Kochania obejrzało w Polsce prawie 2 miliony widzów i znajdował się on na pierwszym miejscu polskiego box officu przez wiekszośc roku 2017.

    • Niepotrzebnie Pani odpisuje, pewnie o Mozarcie, Hancocku, Lee Hookerze też nie słyszał. Inna sprawa, że faktycznie wykorzystywani jesteście przez koncerny którzy bronią jedynie swoich interesów, a w tym przypadku również rządy które dążą do cenzury Internetu. Pod jakimkolwiek pretekstem. PO przegrało wybory, bo nie pomogło przekupienie i wykupienie mediów tradycyjnych. Świat się właśnie zmienia, a my jesteśmy właśnie na zakręcie o nazwie Internet.

  6. Szanowny Panie Janie!
    Mam nadzieję ,że nie zdejmie pan tej wypowiedzi ( tak jak kilku innych broniących mnie osób) w imię wolności słowo o którą pan tak gorąco walczy.
    W odpowiedzi na pana artykuł dotyczący mojej ososby chce odpowiedzieć na pana zarzuty.

    Po pierwsze na zdjęciu ,które pan zamieścił pod moim nazwiskiem jest jakaś inna osoba!!!!!
    To jest dopiero naprawdę zabawne i z pewnością dodaje wiarygodności pana poczynaniom.
    Skoro nie zadał pan sobie trudu sprawdzić jak wygląda artystka o której pisze pan artykuł zastanawiam się czy zadał pan sobie trud przeczytania Artykułu 13.
    Gdyby go pan przeczytał wiedziałby pan ,że MA on właśnie póltorej strony A4!!!
    Wykorzystał pan z premedytacją moje uogólnienie ( w ferworze internetowych polemik) aby zasugerować ,że nie potrafię odróżnić tekstu legislacyjnego od przepisu na kompot z rabarbaru.
    Pan najwyraźniej nie potrafi odróżnić jednej wokalistki od drugiej. Dla pana wszyscy jesteśmy jednakowymi idiotami. Pogarda z jaką sie pan odnosi do całego środowiska artystów i muzyków wyziera z każdej linijki pana tekstu.
    Tu już przestaje się robić zabawnie a robi się bardzo smutno.
    Jest pan idealnym przykładem nowych elit inteligenckich ,które tak naprawdę gardzą kulturą.
    Ciekawa jestem jaka jest pana faktyczna wiedza o naszym środowisku.
    Czy wie pan ,że wybitni polscy artyści umierają w skrajnej nędzy, bez emerytur , jakichkolwiek świadczeń zdrowotnych, pozbawieni tantiem ze swej twórczości:że autorzy tacy jak Młynarski czy Osiecka nie mieliby szans zaistnieć w dobie internetu bo nie mieliby jak przetrwać ( szczególnie Osiecka ,która nie była wykonawcą), ze młodym ludziom jest bardzo ciężko zadebiutować gdy nieustannie muszą produkować kontent „zjadany” przez portale internetowe i nie dostając nic w zamian. Jak mają konkurować z tymi za którymi stoją koncerny i pienia∂ze. jak maja wprowadzać jakąś nową myśl? Popychać kulturę naprzód?
    Pana środowisko prawnicze nie ma pojęcia co to znaczy pracować przez 2 lata nad płytąlub filmem ( bez żadnych dochodów z tego tytułu co w praktyce oznacza dokładanie z własnej kieszeni)a potem bezsilnie patrzeć jak wszyscy sobie to za darmo rozdają.
    Wy widzicie tylko tych kilka osób którym się udało . tzw Gwiazd. ale to nie tylko te kilkanaście osób tworzy kulturę. Tylko ci o których właśnie nie słyszycie. To jest ogromna rzesza ludzi a wśród nich wiele wybitnych talentów , które przepadają bo nie mogą sobie poradzić ekonomicznie.I

    Na koniec muszę odkręcić jeszcze jedną NIEPRAWDE w pana artykule dotyczącą pana Muńka Staszczyka.
    wszystko co pan napisał zostało przez Munka zdementowane na drugi dzień. Wyraźnie napisał na swoim profilu „ W związku z NIEPRAWDZIWYMI informacjami , które pojawiły sie na kilku portalach internetowych pragnę powiadomic ,że NIE WYCOFUJE SIĘ z niczego co dotychczas podpisałem”
    Nie wiem czy przemilczał to pan z premedytacją czy w tym przypadku to zwykła niewiedza lub pomyłka ( podobna do tej ze zdjęciem)

    Co do jednego sie pan nie pomylił . Zaangażowałam się w tą sprawę całym sercem- faktycznie – ale stawiając na szali swoje imię, dokładnie zapoznałam się z argumentami obu stron i przeczytałam wszystko co zostało na ten temat merytorycznie napisane. Gdyż wbrew pana sugestiom umiem jeszcze czytać.

  7. Stanowczo protestuję!!! Protestuję przeciwko używaniu wyrazów niezgodnie z ich definicją. Protestuję przeciwko nazywaniu Marii Sadowskiej artystką gdyż artysta według definicji to osoba tworząca (wykonująca) przedmioty materialne, lub utwory niematerialne mające cechy dzieła sztuki. A pani Maria Sadowska nie stworzyła ani jednej rzeczy, którą można uznać za dzieło sztuki.

  8. Pracuję w branży muzycznej, no i niestety prawdą jest że w przypadku ‚ACTA 2’ za wprowadzeniem lobbowały najrozmaitsze gremia, niestety w dół piramidy przekazując tylko mocno selektywne i wybrane wycinki. Mnóstwo było manipulacji, ubierano to jako „Twórcy dostaną należne im pieniądze”, „Będzie to uporządkowanie i wyrównanie szans”, itd.

    Jednocześnie kompletnie pomijano – z premedytacją, a jakże – fakt, że wprowadzone prawo uderzy bezpośrednio w narzędzia i platformy, które pozwalają artystom zaistnieć czy komunikować się bezpośrednio z fanami, bądź też umożliwiają dystrybucję w Sieci. Ja nie wiem, ludziom się wydaje że jest jakiś magiczny worek z pieniędzmi, garniec na końcu tęczy, który nagle się otworzy i obsypie ich dolarami, jak tylko wprowadzona zostanie ta ustawa. ¯_(ツ)_/¯

    Sporo dyskusji na ten temat miałem, bo – choć robię w muzyce – to jednocześnie jestem mocno osadzony w kwestiach Internetowych i wywodzę się z kultury online (Internetu używam stale od 1996), byłem naprawdę jednym z bardzo niewielu, którzy w tym przemyśle stali jednak wobec tej legislacji, a to i tak tylko dzięki mojej wiedzy na temat tego jak działa branża online, jakie są mechanizmy funkcjonowania firm, konsumpcji muzyki, zachowań użytkowników itd. Prawda jest taka, lobby copyrightowe po prostu zrobiło artystów w bambuko, a całkowicie oni obudzą się, jak już będzie za późno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *