Uważasz, że mieszkania szybko drożeją? To lepiej zapnij pasy

Biznes Gorące tematy Nieruchomości dołącz do dyskusji (181) 24.01.2020
Uważasz, że mieszkania szybko drożeją? To lepiej zapnij pasy

Jerzy Wilczek

Mieszkania drożeją – i to rekordowym tempie. Już teraz dla wielu własne cztery kąty w dużym mieście to marzenie niezwykle trudne do zrealizowania. Jednak eksperci przestrzegają, że być może to dopiero początek problemów. Zwłaszcza jeśli wysoka inflacja się utrzyma, a stopy procentowe pozostaną bez zmian.

Obserwując nasz rynek nieruchomości, można odnieść wrażenie, że ceny po prostu zwariowały. I faktycznie, z danych Eurostatu wynika, że mało gdzie ceny rosną tak szybko jak nad Wisłą.

Okazuje się, że od trzeciego kwartału 2018 do trzeciego kwartału 2019 ceny mieszkań podskoczyły u nas aż o 9 proc. Tymczasem średnia unijna za ten czas to 4 proc.

Eksperci dodają, że powyżej średniej unijnej mieszkania w Polsce rosną dopiero w 2017. Jednak od tego czasu wzrost cen mocno przyspieszył – i teraz jesteśmy w europejskiej czołówce.

Mieszkania drożeją. Czy może być lepiej?

Wielu ekspertów przekonuje, że na naszym rynku nieruchomości lepiej to już było. Ale może być dużo gorzej – to znaczy wzrost cen może przyspieszyć jeszcze bardziej. Przed tym czarnym scenariuszem przestrzegają na przykład analitycy Expandera.

To będzie prawdopodobnie, o ile wysoka inflacja się utrzyma się na dłużej, a stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie – przekonuje Jarosław Sadowski, analityk firmy.

Na ile jest to realne? Eksperci wskazują, że to scenariusz prawdopodobny, choć na szczęście nie najbardziej prawdopodobny.

Być może będzie jednak inaczej. – Jeśli wzrost cen wymusi istotne podwyższenie stóp procentowych, to może to ograniczyć popyt na mieszkania i zatrzymać wzrost cen, a w dłuższej perspektywie może nawet je obniżyć – wskazuje Sadowski.

Dodaje jednak, że jest jeszcze jedna możliwość. Ta, która ma największe szanse na spełnienie. Być może bardzo wysoka inflacja (a przypomnijmy, w grudniu wyniosła 3,4 proc.) będzie po prostu przejściowa. Wtedy pewnie stopy procentowe utrzymają się na tym samym poziomie.

Co to oznacza dla rynku nieruchomości? Jak analizuje Jarosław Sadowski, ceny mieszkań będą ciągle rosnąć, ale raczej nie szybciej niż teraz.

Trudno więc o dobre wiadomości dla tych, którzy myślą o zakupie własnego lokum. Delikatnym pocieszeniem może być tylko to, że wciąż w porównaniu z zachodem Europy ceny wcale tak bardzo wysokie nie są.

181 odpowiedzi na “Uważasz, że mieszkania szybko drożeją? To lepiej zapnij pasy”

  1. No jak doradcy kredytowi mówią, że będzie gorzej (czytaj: BIERZ PAN TERAZ U NAS KREDYCIK SZYBCIUTKO!) to trzeba ich słuchać. True story.

  2. Dalej dalej ceny gadżeta! Jeszcze z 50%+ nie zaszkodzi :) Wtedy jedno sprzedam bankowo i jest kasa na instagram ;)

  3. A dlaczego miano by ograniczać popyt na mieszkania poprzez zwiększenie stóp procentowych? Popyt w ten sposób nie zniknie tylko młodych ludzi nie będzie stać na własne m.

    • Młodych to już nie stać.Kto w wieku tak do 30tki ma na zbyciu kilkadziesiąt tysięcy złotych na sam tylko wkład własny? Nie mówiąc już o spłacie później przynajmniej pół miliona długu(Nie licząc 18m klitek albo mieszkań w jakiejś pipidówie,z której i tak wszyscy uciekają).

      • Znajomi (21 lat) mieszkają u rodziców i są w stanie odłożyć kilkadziesiąt tysięcy w 2-3 lata. Tylko, że po co to robić, skoro od 3 lat jest fajnie u rodziców i można sobie kupować alkohol czy kebaby? Za to Ci, którzy mieszkają już na wynajmie przez ceny mieszkań po prostu nie mają za bardzo jak odłożyć chociażby na wkład własny.

        • A kredyt na paręset tysięcy też dostaną? Zresztą o ile dokładają się do utrzymania,to pozazdrościć zarobków w tym wieku.

        • Znajomi (21 lat) mieszkają u rodziców i są w stanie odłożyć kilkadziesiąt tysięcy w 2-3 lata. Tylko, że po co to robić, skoro od 3 lat jest fajnie u rodziców i można sobie kupować alkohol czy kebaby?
          Ciekawe czy znajomi czytają ten komentarz, chyba szykuje się kwas u znajomych ;-)

      • Niestety, ale to wszystko jest napędzane przez kilka czynników, również umierające…babuleńki. Zostawiają tym młodym swoje 60-70-80-metrowe chaty do remontu, które idą w cenie deweloperki na nowym osiedlu i tyle… do tego KRUSowcy… no i chęć mieszkania w mieście i tyle.

      • Wiele osób ma, a podniesienie stóp procentowych nie rozwiąże problemu popytu tylko utrudni życie tym, którzy mają.
        A to, że potrzeba wniesienia wkładu własnego to idiotyczny pomysł, to już inny problem.

        • Idiotyczne to jest myślenie, że stać Cię na własne mieszkanie, jeśli potrzebujesz je finansować kredytem w 100% (albo nawet wyżej, bo kasa na remont też jest potrzebna). Absolutne minimum na wkład własny to 20%, ale realnie lepiej większy. Jeśli nie jesteś w stanie odłożyć takiego wkładu własnego, to jak ma Cię być stać na spłatę długu? To na tyle duże ryzyko, że lepiej coś wynajmij i to w niższym standardzie niż Ci się marzył, bo inaczej w ogóle nic nie odłożysz.
          A stopy procentowe na niskim poziomie zniechęcają do oszczędzania i zachęcają do zadłużania się, co też jest złe. Ale napędza konsumpcję i PKB, więc póki co trzyma się taki status quo. Jak stopy podrosną, a w sumie powinny przy takiej inflacji, to ci co brali tanie kredyty mogą się zdziwić. Jak mówisz utrudni im to życie. Za to ci co konsekwentnie oszczędzali albo skorzystają na wyższych odsetkach albo będą mieli nieco uspokojone rynki i łatwiejsze zakupy.

          • Absolutne minimum na wkład własny to 20%, ale realnie lepiej większy.
            A nie lepiej 95%? Wkład własny nie ma kompletnie żadnego sensu bo tylko oddala moment, w którym ktoś nie będzie płacił komuś za wynajem tylko będzie spłacał swoje mieszkanie.
            Jaka jest różnica między człowiekiem zarabiającym np. 6000 zł i kupującym od razu mieszkanie na kredyt 100% a człowiekiem zarabiającym 6000 zł i odkładającego tą samą sumę co by płacił na ratę, po to by za XX miesięcy wziąć kredyt na mieszkanie? Żadna. No może taka, że ten drugi oprócz odkładania na wkład własny, musi dodatkowo płacić komuś by mieć gdzie mieszkać, no chyba, że mieszka u mamusi.

            A stopy procentowe na niskim poziomie zniechęcają do oszczędzania i zachęcają do zadłużania się, co też jest złe.
            To może w ogóle zlikwidujmy kredyty, wtedy będziemy zniechęcać do zadłużenia się jak jasna …?

            Jak stopy podrosną, a w sumie powinny przy takiej inflacji, to ci co brali tanie kredyty mogą się zdziwić.
            No oczywiście, bo nie rynki finansowe, jak w przypadku frankowiczów, tylko własny rząd zafunduje im większe raty.

          • Człowieka kupującego mieszkanie w 100% z kredytu, a takiego który umie oszczędzać, ma wkład własny i zostawia sobie jeszcze poduszkę finansową dzielą lata świetlne.
            Ten pierwszy nie płaci nikomu za wynajem, od razu ma swoje wymarzone mieszkanie. Brawo dla niego. Więc weźmy pod uwagę, że bardzo szybko musiał wykończyć mieszkanie, albo kupić gotowe z meblami i wszystkim, bo przecież nie będzie w czasie wykańczania płacić komuś ani mieszkać u mamusi. W takim razie będzie dopłacał za pośpiech i gotowe rozwiązania. A na koniec i tak zapłaci ile? 1.5x więcej za to samo mieszkanie? I to nawet biorąc pod uwagę, że ta nieruchomość podrożeje w czasie oszczędzania na wkład własny.
            Dochodzą opłaty okołokredytowe dla banku: marża, prowizja, ubezpieczenie na życie, ubezpieczenie od niskiego wkładu. Wszystko to liczy się w procentach od wziętej pożyczki, więc pomnożone przez lata spłacania rat, konkretnie podwyższa koszt całego przedsięwzięcia. Osoba przeprowadzająca się ‚na swoje’ bierze też na siebie zobowiązanie płacenia czynszu, podatków, opłat i pokrywania kosztów eksploatacji i napraw tego mieszkania. Te wszystkie koszty zaczynają się od momentu zostania właścicielem mieszkania. Wszystko może jest ok, o ile nie zmniejszy się strumień pieniędzy (choroba, utrata pracy), bo inaczej taka osoba zostaje z niczym, a jeszcze będzie mieć długi do spłacenia.
            Tymczasem ktoś, kto umie oszczędzać, ma wkład własny, przynajmniej te 20% ma potem niższe raty do spłacania za to samo mieszkanie. Musiał też zostawić sobie poduszkę finansową przynajmniej na 6 miesięcy kosztów życia + kosztów mieszkania. W takim razie jest znacznie lepiej zabezpieczony w przypadku zmniejszenia wpływów.
            Czas wynajmowania też nie jest czasem straconym. Można pomieszkać w różnych okolicach, w różnym standardzie. Zorientować się co wpływa na komfort, jaka wielkość mieszkania jest potrzebna, jakie są koszta i praktyczne rozwiązania. Jest większa elastyczność i można albo skupić się na maksymalnym oszczędzaniu wynajmując coś bardzo tanio, nawet współdzieląc mieszkanie, albo można spróbować jak się mieszka w wymarzonym mieszkaniu i z jakimi kosztami to się wiąże. Taka osoba nie jest od razu uwiązana do konkretnego mieszkania i kredytu na kilkadziesiąt lat.

            Nie wiem czemu traktujesz kredyty jako idealne źródło pieniędzy, a życie w długach jako normę. Normą powinno być wydawanie tego co się zarobiło. Niestety nie wszystko da się w ten sposób sfinansować. Ale wysoka dostępność kredytów i niskie stopy procentowe to są czynniki które między innymi napędzają inflację i windują ceny mieszkań. W końcu to jest sztuczne zwiększanie podaży pieniądza na rynku. Wiesz kiedy był najlepszy moment na kupno (o ile przespało się czasy naprawdę tanich mieszkań przed 2006)? Kiedy skończyły się pomocowe programy rządowe, wzrosły wymagania odnośnie kredytów, a i stopy procentowe na jakiś czas podskoczyły. Nagle ceny mieszkań spadły i stały się nieco bardziej przystępne. I więcej osób było stać na zakup mieszkania. Przy czym ‚stać’ nie rozumiane w sensie zdolności kredytowej, tylko faktycznych możliwości finansowych.

          • Człowieka kupującego mieszkanie w 100% z kredytu, a takiego który umie oszczędzać, ma wkład własny
            A gdzie ja napisałem, że ten drugi nie UMIE oszczędzać?

            Dochodzą opłaty okołokredytowe dla banku: marża, prowizja, ubezpieczenie na życie, ubezpieczenie od niskiego wkładu. Wszystko to liczy się w procentach od wziętej pożyczki, więc pomnożone przez lata spłacania rat, konkretnie podwyższa koszt całego przedsięwzięcia.
            :-D
            Ty tak na poważnie? Przecież to oczywiste, na tym polega kredyt, ktoś nie musi czekać 30 lat na własne mieszkanie, a w zamian za to płaci za nie więcej, z tytułu odsetek, no i nie mieszka przez te 30 lat w norze aby nie płacić za czyjś kredyt w wyższym standardzie. No to jak, zakazać w ogóle kredytów by ludzie byli przymuszani do płacenia taniej?

            Osoba przeprowadzająca się ‚na swoje’ bierze też na siebie zobowiązanie płacenia czynszu, podatków, opłat i pokrywania kosztów eksploatacji i napraw tego mieszkania. Te wszystkie koszty zaczynają się od momentu zostania właścicielem mieszkania.
            :-D
            No tak, osoba wynajmująca mieszkanie bierze te opłaty na siebie i ani myśli wliczyć te koszta w cenę czynszu :-D Jacy wspaniałomyślni ci najemcy :-D

            Wszystko może jest ok, o ile nie zmniejszy się strumień pieniędzy (choroba, utrata pracy), bo inaczej taka osoba zostaje z niczym, a jeszcze będzie mieć długi do spłacenia.
            Z jakiego tytułu zostaje z niczym? Jeśli coś złego się stanie dajmy na to po 10 latach spłaty kredytu, to sprzedajesz mieszkanie, oddajesz bankowi odpowiednią kwotę, a kapitał, który wpłaciłeś do banku wraca do Ciebie. Jak po 10 latach coś się stanie i jesteś w wynajętym mieszkaniu, to odzyskasz 0 zł.

            Tymczasem ktoś, kto umie oszczędzać, ma wkład własny, przynajmniej te 20% ma potem niższe raty do spłacania za to samo mieszkanie. Musiał też zostawić sobie poduszkę finansową przynajmniej na 6 miesięcy kosztów życia + kosztów mieszkania.
            Skąd niby ta poduszka?

            Czas wynajmowania też nie jest czasem straconym. Można pomieszkać w różnych okolicach, w różnym standardzie. Zorientować się co wpływa na komfort, jaka wielkość mieszkania jest potrzebna, jakie są koszta i praktyczne rozwiązania. Jest większa elastyczność
            Zapomniałeś dodać o braku jakiejkolwiek możliwości zmian w mieszkaniu pod swoje indywidualne potrzeby, a w zasadzie byciu na łasce właścicieli czy się na jakiekolwiek zmiany zgodzą, nie mówiąc już o braku możliwości posiadania zwierząt, a jak masz już dzieci i chcesz wynająć mieszkanie to praktycznie znika ci z rynku 95% mieszkań do wynajęcia. No ale Ty pewnie o tym nie zapomniałeś tylko nie pasowało Ci to do Twojej teorii.

            Nie wiem czemu traktujesz kredyty jako idealne źródło pieniędzy, a życie w długach jako normę.
            Niczego takiego nie napisałem, to tylko Twój wniosek, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
            Kredyt to dla mnie ani dobre ani złe źródło pieniędzy. Każdy zakup trzeba dokładnie przemyśleć, czy to na kredyt czy nie. Dla mnie osobiście, kredyt na mieszkanie jest lepszym rozwiązaniem niż wynajem, jeśli dla kogoś jest inaczej, no to niech wynajmuje. Wkład własny był dla mnie tylko czynnikiem oddalającym transakcje, gdyby go nie było, to wydałbym po prostu mniej pieniędzy na wynajem, bo nie lubię mieszkać w norach, więc wynająłem mieszkanie o podobnym standardzie jak kupiłem.

            Ale wysoka dostępność kredytów i niskie stopy procentowe to są czynniki które między innymi napędzają inflację i windują ceny mieszkań.
            Ceny mieszkań zależą tylko i wyłącznie od popytu i podaży. Jak byś miał obecne stopy procentowe i obecną podaż, ale zerowy popyt to to wiesz ile byłyby warte te mieszkania? Odpowiedz sobie sam.

          • A gdzie ja napisałem, że ten drugi nie UMIE oszczędzać?

            Napisałeś że bierze 100% kredytu na zakup mieszkania bez wkładu własnego. Czyli albo startuje dopiero karierę zawodową i nie miał okazji nic odłożyć, albo po latach pracy nadal nie ma nic. Czyli tak czy inaczej nie można powiedzieć że umie oszczędzać. A oszczędzanie to to wydawanie mniej niż się zarabia i odkładanie nadwyżek. W lepszym przypadku również zaplanowanie budżetu obejmjącego przychody i koszty życia. A wyższą szkołą jazdy jest zaplanowanie na dalszą przyszłość i zabezpieczenie się na wypadek utraty przychodów. I tu pojawia się poduszka finansowa. I naprawdę warto ją mieć jeśli ma się skarbonkę w postaci własnego samochodu lub mieszkania, że nie wspomnę o dodatkowych osobach na utrzymaniu.

            na tym polega kredyt, ktoś nie musi czekać 30 lat na własne mieszkanie, a w zamian za to płaci za nie więcej, z tytułu odsetek

            Tu się zgadzamy, przynajmniej częściowo. Ja kredyt traktuję nie jako błogosławieństwo, tylko zło konieczne, bo ze wzgędu na stosunek cen nieruchomości do typowych zarobków, ciężko kupować mieszkania za gotówkę. W takim razie dzieki kredytowi szybciej można się wyprowadzić na swoje, ponosząc dodatkowe koszty okołokredytowe. Tylko im dłużej się czeka, im więcej się nazbiera wkładu własnego tym te koszty będą niższe. I to znacząco niższe, a przy tym mniejsze będzie ryzyko związane z kursami walut czy stopami procentowymi. Nie wiem czemu przeszkadza Ci płacenie komuś za wynajem, ale zupełnie nie przeszkadza przepłacanie w banku. Oczywiście rozumiem, że duże znaczenie ma tu argument ‚bycia na swoim’ i możliwość modyfikacji mieszkania pod swoje upodobania. Ale to są dość subiektywne sprawy i np do mnie te argumenty nie przemawiają. Dlatego do mojej teorii to nie pasowało i raczej nie zgodzimy się w kwestii tego kiedy warto kupić, a kiedy wynajmować. I to jest ok, bo ludzie są różni i różne są potrzeby.
            Tak jak piszesz warto poważnie się zastanowić kiedy jest dobry moment, jaka nieruchomość jest potrzebna i najlepsza i jakie warunki kredytowania zastosować. Dobrym momentem na takie decyzje jest właśnie zakładanie lub powiększenie rodziny. Bo w tekim momencie wymagania i możliwości mają tendencje do diametralnych zmian. Bo faktycznie z rodziną częściej potrzebuje się stabilizacji niż elastyczności. I wtedy kupienie własnego M i kredyt na 30 lat wydaje się rozsądniejszy niż za kawalerskich czasów.

            Ceny mieszkań zależą tylko i wyłącznie od popytu i podaży. Jak byś miał obecne stopy procentowe i obecną podaż, ale zerowy popyt to to wiesz ile byłyby warte te mieszkania? Odpowiedz sobie sam.

            To nie tak że masz 2 zmienne i z nich wyliczasz cenę jako wynik. Zależności jest więcej, bo inaczej nie dałoby się odpowiedzieć na pytania czemu ceny nieruchomości w długim okresie czasowym ciągle rosną, a czemu przy rosnącym bezrobociu, stopach procentowych czy problemach z dostępnością kredytów ceny i popyt spadają. Ale w bardzo uproszczonym modelu ok, odpowiedź na Twoje pytanie byłaby prosta. Tylko akurat popyt na mieszkania to jest zawsze. Mocno zmieniają się ceny i podaż.

          • Napisałeś że bierze 100% kredytu na zakup mieszkania bez wkładu własnego. Czyli albo startuje dopiero karierę zawodową i nie miał okazji nic odłożyć, albo po latach pracy nadal nie ma nic.
            To był hipotetyczny przykład na zasadzie gdyby banki oferowały kredyt bez wkłady własnego. Jakby banki oferowały taki kredyt, to wziąłbym bez wkładu własnego, a uwierz mi, potrafię odłożyć pieniądze, oraz stać mnie na ratę.

            Tylko im dłużej się czeka, im więcej się nazbiera wkładu własnego tym te koszty będą niższe.
            No więc mówię, wprowadzić 90% wkłądu własnego i nie będzie problemu z ryzykiem.
            Stopy procentowe to już kwestia rządu, według mnie powinny być zawsze na stałym poziomie 0%.

            Nie wiem czemu przeszkadza Ci płacenie komuś za wynajem, ale zupełnie nie przeszkadza przepłacanie w banku.
            Aha, czyli lepiej spłacać czyjś kredyt na mieszkanie, łącznie z minusami wynajmu, o których wcześniej wspomniałem, niż własny. Dobrze wiedzieć :-)
            I mogę Ci zapewnić, że nie przepłacam, bo przepłacam posiadając kredyt dokładnie tyle samo co ci którzy kupuli na kredyt i wynajmują mieszkanie.

            Oczywiście rozumiem, że duże znaczenie ma tu argument ‚bycia na swoim’ i możliwość modyfikacji mieszkania pod swoje upodobania. Ale to są dość subiektywne sprawy i np do mnie te argumenty nie przemawiają.
            No bo kredyt, tak jak wspomniałem, to bardzo indywidualna sprawa. Jednemu pasuje mieszkać tak jak właściciel wyposażył mieszkanie, a drugiemu nie. Kwestia kto co woli.

            Tylko akurat popyt na mieszkania to jest zawsze. Mocno zmieniają się ceny i podaż.
            Tylko, że ceny i podaż są całkowicie uzależnione od popytu, no może poza podażą, bo dziś mamy ogromny popyt, ale przez problemy z gruntami podaż nie nadąża za popytem.
            Wszystkie inne zmienne, które wpływają na cenę mieszkania są pochodną popytu np. jeśli jest duży popyt na mieszkania, to wzrasta cena robocizny i przez to wzrasta cena budowy mieszkania.

          • To był hipotetyczny przykład na zasadzie gdyby banki oferowały kredyt bez wkłady własnego. Jakby banki oferowały taki kredyt, to wziąłbym bez wkładu własnego, a uwierz mi, potrafię odłożyć pieniądze, oraz stać mnie na ratę.
            No więc mówię, wprowadzić 90% wkłądu własnego i nie będzie problemu z ryzykiem.

            Ze skrajności w skrajność. Wymaganie 90% wkładu jest bez sensu, bo mając tak dużą gotówkę można ponegocjować cenę, nieco obniżyć wymagania, albo poczekać jeszcze trochę i dozbierać. Chociaż jeden plus podobnej sytuacji – banki musiałyby walczyć bardzo korzystnymi warunkami, żeby ktoś w ogóle zdecydował się na kredyt. Natomiast brak wkładu oznacza dla banku to co dla mnie – ten człowiek nie umie oszczędzać. Nic do tej pory nie odłożył, więc nie ma gwarancji, że będzie regularnie płacił raty. Twierdzisz że potrafisz odkładać, ale jaki na to dowód? To mocno ryzykowne założenie, nie tylko dla banku, ale i dla kredytobiorcy. I przez to KNF musiał utrudnić warunki przyznawania kredytów. W Stanach postawiono na wolność i przez to tam kryzys uderzył najmocniej. Mnóstwo ludzi straciło zdolność spłacania lekkomyślnie wziętych kredytów, a w konsekwencji nieruchomości. Polska jest państwem znacznie bardziej opiekuńczym, gdzie ludzie są przyzwyczajeni do myślenia za nich.
            Powiedzmy że mimo wszystko jakiś bank oferowałby kredyt z zerowym wkładem, to zapewne dołożyłby spore ubezpieczenie, które podnosiłoby jeszcze koszt inwestycji. Coś takiego mogłoby być opłacalne tylko na szybkiego flipa albo mieszkanie inwestycyjne, które ma 99% szans na stałe obłożenie. Własne mieszkanie, które może CI wygenerować dodatkowe spore koszty + kredyt na 100% jego wartości, to wg mnie za duże ryzyko. Bo to nie jest tak, że w razie kłopotów szybko sprzedasz i odzyskasz wszystko co spłaciłeś w ratach. Przez pierwsze lata spłaca się głównie odsetki, a spiesząc się ze sprzedażą, często trzeba się pogodzić z niską ceną.

            Stopy procentowe to już kwestia rządu, według mnie powinny być zawsze na stałym poziomie 0%.

            Dobrze by było, żeby RPP nie było powiązane z rządem, tylko stanowiło niezależną grupę ekspertów ekonomii. Ale ja też nie mam złudzeń w tej kwestii. Podniesienie stóp procentowych jest ruchem bardzo niepopularnym dla zadłużonych. Natomiast zmiany w stopach procentowych pozwalają załagodzić skutki inflacji, umocnić wartość krajowej waluty, no i działa na korzyść posiadających kapitał.

            Wszystkie inne zmienne, które wpływają na cenę mieszkania są pochodną popytu

            Ja to widzę odwrotnie. Cena, popyt i podaż to pochodne pozostałych czynników aktualnej sytuacji polityczno-gospodarczej. Rynek nieruchomości nie jest całkowicie wolny i prosty. Za dużo jest u nas różnych regulacji i zależności, żeby można było sprowadzić rynek nieruchomości do dwóch zmiennych.

            Aha, czyli lepiej spłacać czyjś kredyt na mieszkanie, łącznie z minusami wynajmu, o których wcześniej wspomniałem, niż własny.

            Wynajem to nie tylko minusy i spłacanie kredytu za kogoś. Ale ignorujesz wspomniane przeze mnie plusy, tak że już widać nie dojdziemy do porozumienia. Nadal twierdzę, ze oba podejścia są ok. Ja gram bezpiecznie i optymalizuję koszty. Ty masz potrzebę pełnej kontroli – koniecznie chcesz mieć własne mieszkanie, urządzać je po swojemu. Jesteś w stanie za to dopłacić. I przeszkadza CI narzucanie niektórych warunków kredytu i niepewność stóp procentowych. Tu się zgodzę – dobrze by było podpisać umowę na kredyt z ustalonymi dokładnie wszystkimi warunkami – ile rat, jaki kapitał i odsetki od początku do końca. Tyllko pomyśl, że to też jest złudna kontrola, bo czy nie wiąże mocniej na długie lata z jednym bankiem i jednym mieszkaniem?

          • Natomiast brak wkładu oznacza dla banku to co dla mnie – ten człowiek nie umie oszczędzać. Nic do tej pory nie odłożył, więc nie ma gwarancji, że będzie regularnie płacił raty.
            No cóż… jak Ci pokazałem na moim przykładzie, Twój wniosek jest zupełnie od czapy. Moim zdaniem banki powinny decydować w oparciu o to czy ktoś wynajmuje mieszkanie, jeśli ktoś wynajmuje mieszkanie i daje radę regularnie płacić za nie 2000 zł, to dlaczego nie mógłby płacić 1500 raty plus 500 zł czynszu?

            Twierdzisz że potrafisz odkładać, ale jaki na to dowód?
            Widzisz, problem w tym, że banki nie udzielają kredytów na dowód, tak jak nie jestem w stanie udowodnić, że potrafię oszczędzać, tak nie jestem w stanie udowodnić, że za 6 miesięcy od udzielenia mi kredytu na 30 lat nie zmienię swojego stylu życia i nie stanę się bardziej rozrzutny. Bank niestety obchodzi tylko to co jest dzisiaj, co będzie za 6 miesięcy, a nie mówiąc już o perspektywie kilku lat, mało go interesuje. Jeśli chciałbyś udzielać kredytów w oparciu o dowody, to żadnego kredytu byś nie udzielił.
            Ja bym stawiał, że istnieje wysokie ryzyko, że ktoś kto oszczędzał na wkład własny, po wzięciu kredytu będzie sobie chciał odbić te wszystkie lata życia i przestanie oszczędzać na czymkolwiek.

            Powiedzmy że mimo wszystko jakiś bank oferowałby kredyt z zerowym wkładem, to zapewne dołożyłby spore ubezpieczenie, które podnosiłoby jeszcze koszt inwestycji. Coś takiego mogłoby być opłacalne tylko na szybkiego flipa albo mieszkanie inwestycyjne, które ma 99% szans na stałe obłożenie.
            Że co? Ja nie wiem dlaczego Ty w tych 20% upatrujesz jakieś lekarstwo na wszystko. Przecież bank ubezpiecza się na te 80%, kredyt na 100% zmieniłby tylko tyle, że ubezpieczenie byłoby o 20% droższe. Nie są to zawrotne sumy w odniesieniu do całego kosztu mieszkania. Swoją drogą, przecież kiedyś banki udzielały kredytów na 100%. I co takiego się stało?

            Bo to nie jest tak, że w razie kłopotów szybko sprzedasz i odzyskasz wszystko co spłaciłeś w ratach. Przez pierwsze lata spłaca się głównie odsetki, a spiesząc się ze sprzedażą, często trzeba się pogodzić z niską ceną.
            A kto zaraz mówi o szybkiej sprzedaży? Każdy, niezależnie czy kupił mieszkanie na kredyt czy nie, musi liczyć się z tym, że jak będzie chciał sprzedać szybko to nieco straci. Nieco z kapitału, bo jakby wynajmował, to przeprowadzka potrwałaby krócej, ale nie odzyskałby nic z wpłaconych pieniędzy.

            Natomiast zmiany w stopach procentowych pozwalają załagodzić skutki inflacji, umocnić wartość krajowej waluty, no i działa na korzyść posiadających kapitał.
            Walutę można wzmacniać na różne sposoby, tak jak i są różne sposoby inwestowania, nie trzeba pomagać ludziom „przy kasie” kosztem osób mających kredyt.

            Rynek nieruchomości nie jest całkowicie wolny i prosty. Za dużo jest u nas różnych regulacji i zależności, żeby można było sprowadzić rynek nieruchomości do dwóch zmiennych.
            Czyli uważasz, że możliwa jest sytuacja, w której nie byłoby prawie w ogóle chętnych na mieszkania a… one i tak by drożały?

            Wynajem to nie tylko minusy i spłacanie kredytu za kogoś. Ale ignorujesz wspomniane przeze mnie plusy, tak że już widać nie dojdziemy do porozumienia.
            Nie ignoruje, tylko sam wspomniałeś jedynie o kosztach, więc do kosztów się odniosłem. Przecież sam wielokrotnie pisałem, że kredyt i wynajem mają swoje plusy i minusy, więc to czy dla kogoś kredyt jest lepszy czy nie, to już jego indywidualna kwestia.

            Ty masz potrzebę pełnej kontroli – koniecznie chcesz mieć własne mieszkanie, urządzać je po swojemu.
            Ja przede wszystkim nie chce spłacać czyjegoś kredytu i doprowadzić do sytuacji, że za xx lat będę płacił, będąc emerytem, kolosalne pieniądze za wynajem, zamiast jedynie opłaty za czynsz. To, że mogę pozmieniać sobie w mieszkaniu, to tylko bardzo fajny dodatek.

            Tyllko pomyśl, że to też jest złudna kontrola, bo czy nie wiąże mocniej na długie lata z jednym bankiem i jednym mieszkaniem?
            Nie, ponieważ bank zawsze możesz zmienić, choćby nie wiem jaką miał dobrą ofertę, to za xx lat może zmienić się sytuacja na rynku, mogą pojawić się jeszcze lepsze oferty. Osobiście czekam na rozwój rynku kredytów ze stałą stopą oprocentowania, na co ma być mocny nacisk w nadchodzącym czasie, i jak będzie jakaś dobra oferta, to refinansuje mój kredyt.
            Co do mieszkania to i tak i nie, bo wiadomo, że jeśli kupi się mieszkanie to nie jest się go tak łatwo pozbyć jak wynajętego, ale można to zrobić, tylko trzeba trochę więcej zachodu, poza tym zawsze można mieszkanie wynająć, można dać pod opiekę firmie, która się wynajmem zajmuje i praktycznie w ogóle się w to nie angażować. Jak widzisz, rozwiązań jest cała masa. Kwestia co komu pasuje.

          • „To może w ogóle zlikwidujmy kredyty,”Brawo ! Kto udziela kredytów ? ” 12 Pan otworzy dla ciebie bogate swoje skarby nieba, dając w swoim czasie deszcz, który spadnie na twoją ziemię, i błogosławiąc każdej pracy twoich rąk. Ty będziesz pożyczał wielu narodom, a sam u nikogo nie zaciągniesz pożyczki. 13 Pan umieści cię zawsze na czele, a nie na końcu; zawsze będziesz górą, a nigdy ostatni, bylebyś tylko słuchał poleceń Pana, Boga swego, które ja ci dziś nakazuję pilnie wypełniać. 14 Nie zbaczaj od słów, które ja ci dzisiaj obwieszczam, ani na prawo, ani na lewo, po to, by iść za bogami obcymi i służyć im” Księga Powtórzonego Prawa rozdział 28 . Pożyczają tylko Ci co nie słuchali Pana, Pana który mówił ustami rodziców, wychowawców, katechetów, nauczycieli, że oszczędnością i pracą ludzie się bogacą, nie braniem pożyczek.

  4. „Delikatnym pocieszeniem może być tylko to, że wciąż w porównaniu z zachodem Europy ceny wcale tak bardzo wysokie nie są”

    Nominalnie nie są.Ale w takim Berlinie wynajem kosztuje mniej więcej tyle samo co w Warszawie.Przy zarobkach wyższych ze 3-krotnie.

    • bedzie korekta,
      potanieją trochę, ale to dlatego że pójdzie w górę inflacja, zatem stopy procentowe i kredyt zdrożeje.
      Jednak to nie będzie dużo , bo rynek poddaje sie sterowaniu podażą, po prostu zamrożą oddawanie inwestycji.
      ale kiedy bedzie ten kryzys (dołek) i jka głęboki czy za rok czy za cztery lata i ile% to sie wszyscy zastanawiają.

      a potem jak nie bedzie wojny to nadal bedą rosły

  5. Sami pompujecie tą bańkę , mieszkań w bród stoją puste , bo co jest takiego wartościowego w betonowym pustym mieszkaniu że kosztuje 500 tys.takie mieszkanie w sam raz dla kogoś kto pracuje np. w Biedronce.

    • Cen nie ustala to co jest takiego w czym, tylko popyt. Jak będziesz miał zabójczy popyt na snickersy, i małą podaż, to snickers będzie kosztował 500 tys.

    • Niezbyt wysokie podatki od nieruchomości i niskie stopy procentowe sprawiają, że ludzi ‚stać’ na kredyt i kupienie własnego mieszkania. Deweloperzy dobrze o tym wiedzą i trzymają wysokie ceny. Mogą nawet ryzykować trzymanie części pustostanów, bo bardziej opłaca się poczekać ze zwrotem inwestycji niż sprzedać szybko z niższą marżą. Przy okazji podaż nie rośnie aż tak szybko, popyt się utrzymuje i to też napędza bańkę cenową. Ciekawe jak długo, bo media od dawna trąbią o nadciągającym kryzysie. A takie doniesienia mają tendencje do bycia samospełniającymi się przepowiedniami.

  6. Witam wszystkich, oto przystępna oferta pożyczki, która na zawsze zmieni twoje życie, i świadectwo tego, jak dostałem pożyczkę, aby zmienić życie mojej śmiertelnej rodziny. Nazywam się Pani Clancy Dexter. Mieszkam w USA na Florydzie i czy jestem dziś szczęśliwą kobietą? Pomyślałem sobie, że każdy pożyczkodawca może zmienić życie Broke’a i mojej rodziny, poleciłbym każdemu, kto szuka pożyczki. Dali mi i mojej rodzinie szczęście. Potrzebowałem pożyczki w wysokości 250 000,00 $, aby znów zacząć życie jako wdowa z trójką dzieci. Poszedłem do tej firmy, która pożyczyła uczciwą i bogobojną pożyczkę online, która pomogła mi uzyskać pożyczkę w wysokości 250 000,00 $. . Dolar, w rzeczywistości są to ludzie boi się Boga, współpracujący z renomowaną firmą pożyczkową. Jeśli potrzebujesz pożyczki i masz 100% pewności spłaty, skontaktuj się z nimi i poinformuj, że Pani Clency skierowała Cię do nich. Kontakt przez e-mail:
    happyday99loanfirm@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *