Pralka nawet w sypialni i parking tuż pod oknem. Rząd daje nam więcej wolności w mieszkaniu, choć zabiera małe kawalerki

Gorące tematy Nieruchomości dołącz do dyskusji (62) 18.11.2017
Pralka nawet w sypialni i parking tuż pod oknem. Rząd daje nam więcej wolności w mieszkaniu, choć zabiera małe kawalerki

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Chcesz mieć mikro apartament? Zapomnij… i dobrze. Rząd właśnie postanowił zabrać się za mieszkania i robi to bardzo konsekwentnie, co nie podoba się wszystkim. Zrobili tutaj kawał dobrej roboty, bowiem deweloperzy nie są wcale tak uczciwi, jak sami twierdzą. 

14 listopada 2017 roku minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk podpisał nowelizację rozporządzenia, która wprowadza zarówno trochę regulacji, jak i usuwa pewne zbędne przepisy. Nie wszystkim się to podoba.

Dotychczas nie można było – w teorii – postawić w domu pralki w dowolnym miejscu (w imię przepisu z 2002 roku). Miała ona mieć wydzieloną dla siebie konkretną lokalizację w łazience. Było to martwe prawo, bo ludzie i tak ustawiali ją, gdzie tylko chcieli. Nowa ustawa nie będzie już tak restrykcyjna – przestrzeń dla pralki będzie mogła zostać zaplanowana gdzie tylko chcemy. Jeśli marzy się nam pralnia w sypialni, będziemy mieli możliwość umieszczenia jej tam. Jedynym ograniczeniem będzie hydraulika, rzecz jasna.

Kolejnym przykładem dobrej deregulacji jest możliwość umieszczenia aneksu kuchennego w mieszkaniu jednopokojowym. Musi być jednak wyposażona w kuchnię elektryczną, a także wentylację. Wcześniej nie było to możliwe. To także bardzo pozytywna rzecz.

Znika również wymóg minimalnej odległości, w jakiej można ustawić samochód od okien mieszkania. Miejsca postojowe dla aut zostaną poszerzone do 2,5m szerokości oraz 5m długości. To pozwoli na powiększenie parkingów.

Mikro apartamenty znikają

Rząd postanowił wziąć się także za minimalny metraż. Wraz z nowymi przepisami nie będzie możliwym wybudowanie mieszkania, które ma mniej niż 25 mkw. To oznacza, że pomysł na mikro apartamenty, o których pisaliśmy, właśnie upadł. Co więcej, nie ma też co liczyć – w takim układzie – na obniżkę cen nieruchomości. Praktyka pokazuje jednak, iż i tak się na to nie zapowiadało, a w dodatku większość małych mieszkań już teraz mieści się w ustalonych przez ustawodawcę widełkach.

To może nastręczyć wielu problemów budującym. Jeśli w danym budynku znajdzie się mieszkanie, które będzie miało – powiedzmy – 24,99 mkw, może nie zostać uznane jako lokal nadający się do zamieszkania, a w konsekwencji sprawić, że cała nieruchomość nie zostanie oddana do użytku.

Rządzący już wcześniej wypowiadali się bardzo negatywnie o mikro apartamentach. Wiceminister Tomasz Żuchowski wskazywał na problem, w którym deweloperzy budowali mikro apartamenty na przestrzeni przeznaczonej na przykład pod aparthotele (małe apartamenty będące hotelami, wynajmowane na dany okres), a w rzeczywistości sprzedawali je konsumentom jako lokale użytkowe. Jego zdaniem nie wolno postępować w taki sposób, oraz, że jest to naruszenie prawa. Jak sam podkreśla, w wielu krajach europejskich minimalna wielkość mieszkania wynosi więcej, niż 25mkw, dlatego deweloperzy nie powinni narzekać.

Tak się jednak nie stało.

Deweloperzy wściekli… bo stratni

Sami deweloperzy nie są zachwyceni, wychodzą bowiem z założenia, że na mniejsze mieszkania również jest popyt, a skoro jest popyt, to nie można tego regulować na siłę. Związek Polskich Firm Deweloperskich twierdzi, że nie ma żadnej logicznej przesłanki dla takiego rozwiązania. Choć niektórzy mogą stwierdzić, że nie chcą mieszkać w ciasnej klitce, dla innych (studentów lub singli) może być ona jednak dobrym przystankiem przed znalezieniem czegoś o większym metrażu. Prezes Property Value Investments przekonuje, że to bardzo dobre rozwiązanie dla rodziców studentów, którzy są w stanie kupić dziecku niedrogie, małe mieszkanko.

Pytanie tylko, czy faktycznie jest ich na to stać? W centrum Wrocławia cena takiego mieszkanka waha się od 120 do 500 tys. złotych. Wynajem takowego zaś kosztuje od tysiąca do dwóch. Deweloperzy nie są więc uczciwi, co sprawdzimy sobie poniżej.

Spójrzmy na przykładową ofertę wynajmu mikro apartamentu, 16 mkw. Jak widzicie, cena całości wynosi ponad 1900 złotych. Dla porównania, mamy mieszkanie 44 mkw, za cenę 1800 złotych.

Warto wejść na choćby otodom.pl, czy inną platformę z kupnem lub wynajmem lokali i sprawdzić samemu, jak niewiele różnią się ceny mieszkań „mikro apartamentowych” od tych, które mają już całkiem przyzwoity (powiedzmy) metraż. Człowiek od razu inaczej patrzy na to, co mówią mu sprzedający.

Deweloperzy nie są więc w porządku. Owszem, popyt na mikro apartamenty jest, zwłaszcza, kiedy reklamują je jako „starter”, ale paradoksalnie dostajemy praktycznie to samo, co moglibyśmy uzyskać za podobną cenę jako studenci. Co więcej, większe mieszkanie można wynająć z kimś na spółkę – a wtedy cena się zmniejsza. Konsumenci nie zawsze są świadomi tego, że nie muszą mieszkać w „nowoczesnej klitce”. Cena zakupu takiego mieszkania jest niewiele większa niż cena… domu pod miastem.

Dlaczego się tak wściekają? To oczywiste. Tam, gdzie mogliby wybudować trzy mieszkania o wielkości 16 mkw, teraz muszą wybudować dwa – 25 mkw każdy. A konsument nie zapłaci więcej, niż jest w stanie.