Biznes ecommerce Zakupy

No i cyk, pierwsze zakupy na polskim Amazonie zrobione. Myślałem, że potrwa to o wiele dłużej

No i cyk, pierwsze zakupy na polskim Amazonie zrobione. Myślałem, że potrwa to o wiele dłużej
No i cyk, pierwsze zakupy na polskim Amazonie zrobione. Myślałem, że potrwa to o wiele dłużej
 

Debiut polskiego Amazona można określić tylko jednym słowem: zawód. A przecież wszystko to dało się przewidzieć z wyprzedzeniem.

Już nawet na tak ambitnych źródłach publicystyki jak Demotywatory, możemy znaleźć skądinąd prawdziwe złote myśli o treści „Człowiek uczy się na własnych błędach. Mądry uczy się na cudzych.” Dziwi mnie więc, że w kraju, o który 16 lat temu spektakularnie roztrzaskał się eBay, Amazon pozwolił sobie na tak mało imponujący debiut. Co gorsza, to nawet nie były nowe błędy, tylko jak gdyby ktoś na siłę próbował powtórzyć scenariusz pomyłki eBaya.

Falstart polskiego Amazonu

Polski Amazon ma za sobą wielką markę, gigantyczne możliwości logistyczne i niemal nieokreślone zasoby. Owszem, Amazon może wydawać się nieczytelny, jeżeli weźmiemy pod uwagę wypracowywane przez lata przyzwyczajenia. Ale ktoś inny powie, że to tylko kwestia gustu. Jego rodzima edycja ma w zasadzie tylko jedną wadę: brak zalet, które wpadłyby w oko przeciętnym konsumentom. Sprzedawców jest mało, na dodatek cenowo wcale nie wybijają się oni ponad to, co znajdziemy u lokalnego hegemona w pomarańczowych barwach.

Mniej więcej tak samo było w 2005 roku, gdy eBay na naszych oczach ponosił spektakularną klęskę. Różnica jest jednak taka, że Amazon posiada dziś o wiele dalej idącą możliwość sterowania platformą oraz tym, co się w niej pojawia. eBay chciał być niejako tylko narzędziem, Amazon jest narzędziem i najpoważniejszym uczestnikiem. Jeżeli jednak chce zawojować polski rynek, to póki co robi niedostatecznie dużo. Zachowuje się jak pracownik korporacji, który przychodzi do pracy odsiedzieć osiem godzin i przypadkiem nie zrobić niczego, co wymagałoby wykonywania pracy.

To nie jest tak, że polski Amazon wydał mi się marką skazaną na niepowodzenie – stoi za nią zbyt duże imperium handlowe, by ferować tak radykalne wyroki. Wydaje się jednak, że ktoś w zagranicznym i ktoś w polskim oddziale Amazona nie odrobił pracy domowej. Falstart na długie lata zostanie w pamięci sprzedawców i kupujących, a moim zdaniem prawidłowa byłaby strategia księcia na białym koniu, również całego na biało.

Polityka niskich cen i przynajmniej częściowej wyłączności

Ku mojemu zaskoczeniu na pierwszy zakup na polskim Amazonie nie musiałem czekać długo. Kilka dni temu do koszyka zawędrowała konsola PlayStation 5, którą platforma sprzedawała w ofercie faktycznie bardziej konkurencyjnej od tych z polskich marketów z elektroniką.

Sprzedawcą był oczywiście sam Amazon… i wydaje się, że narzucanie preferencyjnych cen na elektronikę to póki co jedyny model biznesowy, który pozwoli Amazonowi na dłużej rozlać się na polskim rynku. Jeśli ta elektronika jest trudno dostępna – tym lepiej. A mam takie podejrzenie, że mogą nas czekać miesiące deficytowej elektroniki z wybranych dziedzin. Rzecz w tym, że nie jestem pewien czy samej platformie na tym zależy. Gdy na Allegro miało się pojawić sporo konsol PlayStation 5, ta celebrowała to wydarzenie nad wyraz hucznie, przecieki na kilkanaście godzin wcześniej, święto lasu w mediach społecznościowych. Amazon swojej konkurencyjnej propozycji, która mogła się okazać swego rodzaju impulsem do podboju polskiego rynku, nie komunikował praktycznie wcale.