Podatek od reklam na Węgrzech jest zgodny z prawem UE. To otwiera drogę naszym rządzącym do wprowadzenia podobnych rozwiązań w Polsce

Podatki Zagranica dołącz do dyskusji 18.03.2021
Podatek od reklam na Węgrzech jest zgodny z prawem UE. To otwiera drogę naszym rządzącym do wprowadzenia podobnych rozwiązań w Polsce

Rafał Chabasiński

We wtorek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekał nie tylko w sprawie polskiego podatku handlowego. Również podatek od reklam na Węgrzech okazał się zgodny z prawem unijnym. To ewidentna porażka Komisji Europejskiej i ostrego kursu wobec „demokracji nieliberalnych”. A jednak takie rozstrzygnięcie wydawało się być do przewidzenia.

TSUE uznał we wtorek, że podatek od reklam na Węgrzech jest zgodny z przepisami prawa Unii Europejskiej

Nasz rząd zelektryzował opinię publiczną planami wprowadzenia „składki z tytułu reklamy„, zwanej także podatkiem medialnym. Miałyby go płacić wszystkie możliwe media, które zarabiają na reklamach – zarówno internetowi giganci technologiczni, jak i rodzime media. Wywołało to ostrą reakcję z ich strony, w postaci bezprecedensowej akcji „media bez wyboru” – wstrzymania na całą dobę publikacji treści przez jej uczestników.

Nie da się ukryć, że łatwo w „składce” doszukać się intencji czysto politycznych. Czyli zwalczania nieprzychylnych Zjednoczonej Prawicy mediów i dofinansowywania za pomocą nowego celowego funduszu inicjatyw wspierających obecne władze. Wielu komentatorów zastanawiało się, czy takie posunięcie ze strony rządu jest w ogóle legalny w świetle prawa europejskiego. Okazuje się, że tak. Bardzo podobnie skonstruowany podatek od reklam na Węgrzech został uznany we wtorek przez Trybunał Sprawiedliwości za zgodny z prawem UE.

Komisja Europejska uważała, że podatek od reklam na Węgrzech stanowił niedozwoloną pomoc publiczną dla mniejszych podmiotów

Podatek od reklam na Węgrzech funkcjonuje od 2014 r. Podobnie jak w propozycji naszego rządu, zakładał progresywne opodatkowanie przychodów z reklam. Górna stawka pierwotnie mogła wynosić nawet 50%. Szybko jednak Węgrzy zaczęli stosować liniową stawkę 5,3%. Powodem były zastrzeżenia ze strony Komisji Europejskiej. W 2017 r. stawka wzrosła, tym razem do 7,5%, w 2019 r. zawieszono pobór tego podatku do 2022 r.

Komisja Europejska zakwestionowała jednak nie sam podatek od reklam na Węgrzech jako taki, lecz istnienie stawki zerowej. Podmioty osiągające nieosiągające przychodów z tytułu reklamy w określonej wysokości są w tym kraju zwolnione z opłacania tej daniny. Zdaniem Komisji, taka konstrukcja podatku oznacza uprzywilejowanie mniejszych podmiotów kosztem większych.

Na Węgrzech tymi „większymi” były przede wszystkim międzynarodowe koncerny. Samą daninę nazywano nawet „podatkiem RTL”, od niemieckiej telewizji RTL Klub – w momencie jej wprowadzenia największy podmiot komercyjny. Nie powinno nikogo dziwić, że jej audycje ostro krytykowały rząd Viktora Orbana. Po wprowadzeniu podatku krytyka węgierskich władz znacząco się ograniczyła.

A jednak TSUE odrzucił argumenty Komisji Europejskiej. Podatek od reklam na Węgrzech nie stanowi w świetle prawa Unii Europejskiej „niedozwolonej pomocy państwa” dla mniejszych podmiotów. Właściwie trudno byłoby się tak naprawdę doszukać argumentów, dlaczego miałby takową stanowić.

Wyrok TSUE byłby ważny dla Prawa i Sprawiedliwości – gdyby nie to, że rządzący i tak nie mogą liczyć na głosy swojego koalicjanta

Nie da się ukryć, że argumentacja Komisji stanowiła właściwie pretekst, za pomocą którego chciano utrącić podatek od reklam na Węgrzech. Tak naprawdę chodziło o ochronę mediów pozostających poza kontrolą tamtejszych władz i nieprzychylnie do nich nastawionych przed karną daniną mającą uderzyć w ich interesy finansowe.

Nie powinno więc dziwić, że TSUE uznał istnienie stawki zerowej za zgodne z prawem Unii Europejskiej. Nie jest to w końcu podatek wprost wymierzony w podmioty zagraniczne, czy nawet po prostu opozycyjna. Węgierska prorządowa telewizja osiągająca odpowiednie przychody musi w końcu odprowadzać podatek w oparciu o te same zasady. Podobny sposób rozumowania można zastosować do uznania przez Trybunał polskiego podatku handlowego za zgodny z prawem europejskim.

Przedstawiciele Komisji Europejskiej już wcześniej przyznawali, że prawo unijne nie jest najlepszym środkiem do walki o pluralizm mediów w państwach członkowskich.  Warto się jednak zastanowić, jakie wnioski z wyroku TSUE płyną dla Polski. Teoretycznie rządzący mają zielone światło – skoro na Węgrzech się udało, to i w naszym kraju jest to możliwe. Nasze władze w jakimś stopniu z pewnością wzorowały się na rozwiązaniach węgierskich projektując polski podatek medialny.

A jednak na przeszkodzie stoją czynniki polityczne. Z jednej strony mamy prawdopodobne naciski strategicznego sojusznika Polski w postaci Stanów Zjednoczonych. Zjednoczona Prawica stąpa na cienkim lodzie marząc o dodatkowym podatku dla mediów z amerykańskim kapitałem – dotyczy to zarówno Facebooka, jak i telewizji TVN. Co więcej, Porozumienie Jarosława Gowina zapowiada, że podatku w postulowanym kształcie na pewno nie poprze. Bez głosów tej partii PiS nie ma szans na przegłosowanie stosownej ustawy w Sejmie.