Praktiker jest na najlepszej drodze do bankructwa, ale jego właściciele wymyślili nowy sposób na dywersyfikację źródeł dochodu. Byli pracownicy dostali, zamiast zaległych pensji… wezwania do zapłaty.

Jest takie modne w biznesie, zwłaszcza start-upowym, pojęcie: pivot. W skrócie chodzi o to, że jeśli coś nie działa tak, jak powinno (np. produkt się nie sprzedaje), to trzeba dokonać radykalnej zmiany. Na przykład firma zajmująca się wyrobami skórzanymi  zmienia swój profil działalności, i – zamiast obróbki skrawaniem – jej pracownicy zajmują się przedsięwzięciami z zakresu nowych technologii (co ciekawe – to prawdziwa historia, i to rodem z Polski).

Praktiker tonie, komornicy eksmitują sklepy. Czy to koniec sieci marketów budowlanych?

Praktiker pivotuje – i wysyła wezwania do zapłaty nieopłaconym, byłym już pracownikom

Najwyraźniej to właśnie modna terminologia biznesowa przyświeca nowym władzom Praktiker Polska sp. z o.o. Otóż firma nie zamierza zajmować się już wyłącznie sprzedażą mebli ogrodowych i materiałów budowlanych. Jak wynika z informacji Onetu, nawet dwustu byłych pracowników otrzymało od byłego pracodawcy… wezwania do zapłaty. Dlaczego?

Sprawa dotyczy osób, które złożyły wypowiedzenia umów o pracę z uwagi na zaległości w wypłacie pensji. Kodeks pracy przewiduje w art. 55 §11:

Pracownik może rozwiązać umowę o pracę w trybie określonym w § 1 także wtedy, gdy pracodawca dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika; w takim przypadku pracownikowi przysługuje odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za okres wypowiedzenia. W przypadku rozwiązania umowy o pracę zawartej na czas określony odszkodowanie przysługuje w wysokości wynagrodzenia za czas, do którego umowa miała trwać, nie więcej jednak niż za okres wypowiedzenia.

Jak wskazał Sąd Najwyższy z wyroku z z dnia 18 marca 2015 r. (sygn. I PK 197/14), ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracodawcy „jest zarówno całkowite zaprzestanie przez pracodawcę wypłaty wynagrodzenia, jak i wypłacanie wynagrodzenia nieterminowo lub w zaniżonej wysokości”.

Choć sytuacja wydaje się być oczywista, a pracownicy firmy Praktiker mieli prawo rozstać się z pracodawcą, to władzom spółki to nie odpowiada, i zamierzają dochodzić odszkodowań od „niewdzięcznych” pracowników. Jak twierdzą przedstawiciele nowego zarządu spółki (młodego rekina biznesu Magdalenę Trawińską zastąpił pan Markovskyi Petro), „opóźnienie w wypłacie wynagrodzenia nie było skutkiem działania lub zaniechania pracodawcy, tak więc pracodawca nie ponosi winy za zaistniałą sytuację”.

Takie tłumaczenie oczywiście nie znajduje żadnego oparcia w przepisach ani orzecznictwie naszych sądów. Pracownicy nie powinni się zatem niczego obawiać. Tonący brzytwy się chwyta – i tylko tak należy traktować te bezsensowne działania Praktikera. A może lepiej byłoby, gdyby te tęgie głowy, które wymyśliły wezwania do zapłaty, zajęły się planem restrukturyzacji spółki? Cóż, tego akurat nie należy oczekiwać od firmy, której aktualny adres rejestrowy jest tak naprawdę skrzynką pocztową.

Tylko pracowników szkoda.

Bezpieczny List, czyli jak zredukować zatrudnienie z dużym przytupem