Gdybyś jakimś cudem kupił współczesny samochód elektryczny w 1993 roku, to właśnie zacząłby ci się… zwracać

Moto Technologie dołącz do dyskusji (138) 16.01.2018
Gdybyś jakimś cudem kupił współczesny samochód elektryczny w 1993 roku, to właśnie zacząłby ci się… zwracać

Udostępnij

Mateusz Madejski

„Elektryczne auta to przyszłość”, „Elektryczne auta to ekologia”, „Przesiądź się na elektryczne auta” – słyszymy na każdym kroku. Czy jednak – patrząc tylko na nasz portfel – ekologiczne auta są opłacalne? Niezbyt – nawet jeśli skorzystamy z rządowych programów wsparcia samochodów tego typu, to zakup takiego pojazdu będzie się zwracał ponad dwie dekady! Samochód elektryczny – koszty.

Wielkim zwolennikiem aut elektrycznych jest na przykład premier Mateusz Morawiecki. To w dużej mierze za jego wstawiennictwem, rząd przygotował zwolnienie z akcyzy dla takich pojazdów. Ten program ma kosztować rząd – bagatela – 3,7 miliarda złotych do 2028 roku. A więc – czy auto to dobry interes? Sprawdzić to postanowił serwis Money.pl.

W ile się zwróci samochód elektryczny?

Jacek Frączyk, analityk serwisu, postanowił porównać zakup Golfa w wersji benzynowej oraz elektrycznej. 136-konny e-Golf kosztuje 163 tysiące złotych, a ten zwykły, benzynowy, ze 150-konnym silnikiem – 85 tysięcy. A rządowa ulga? Zmniejszy ona różnicę cenową pomiędzy autami do… 72 tysięcy. No ale przecież koszty energii elektrycznej są mniejsze niż ceny ropy. A więc można tu liczyć na oszczędności?

Rzeczywiście, jak wyliczył dziennikarz, można oszczędzić rocznie ponad 3 tysiące złotych w ten sposób. Jednak aby początkowy wydatek się zwrócił, trzeba by jeździć aż 23 lata takim VW Golfem. Lub 25 lat – jeśli nie brać pod uwagę rządowego programu zwolnienia z akcyzy. Mając jeszcze na uwadze to, że punktów do ładowania e-aut jest w Polsce bardzo mało, a naprawa takiego pojazdu to znacznie większy problem, niż tego „zwykłego” – to można zaryzykować stwierdzenie, że zakup ekologicznego auta to marny interes. Przynajmniej na razie.

A ekologia? A polityka?

Dla wielu jednak wszystkie takie dodatkowe wydatki są uzasadnione – no bo przecież ekologia. Ale czy auta elektryczne naprawdę są tak ekologiczne, jak je malują? Dyskusja na ten temat trwa i wcale nie ma tu łatwych odpowiedzi. Mój redakcyjny kolega Marek Krześnicki na przykład niedawno starał się udowodnić, że jego poczciwa Fabia jest bardziej ekologiczna od superfajnej Tesli dla „zielonych” milionerów. Pewnie prędko rozstrzygnąć się tego dylematu się nie da. Ale mnie osobiście do e-aut mógłby przekonać inny argument – polityka.

Dzisiaj, jadąc swoim bynajmniej nie ekologicznym samochodem, słuchałem w audycji EKG w TOK FM Marcina Korolca. Dziś jest on prezesem Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, ale ma w swoim CV też stanowisko ministra środowiska. Wysunął on bardzo ciekawy argument za autami elektrycznymi. Otóż taką energię wytwarza się w Polsce stosunkowo tanio. A kupując ropę – zwykle wspieramy jakiś reżim. Czasem będzie to reżim Putina, czasem Arabia Saudyjska. Nie dość, że pompujemy w ten sposób pieniądze do krajów, które działają – mówiąc dyplomatycznie – w niezbyt demokratyczny sposób, to jeszcze uzależniamy się od nich. Jeżdżąc autami ekologicznymi, będziemy tymczasem wspierać (może) polską gospodarkę, no i w konsekwencji – będziemy bardziej niezależni od niesprzyjających nam mocarstw.

Samochód elektryczny – koszty

Czy jednak ten argument sprawi, że Polacy będą porzucać ulubione auta spalinowe i diesle? Póki co, pewnie mało kto będzie chciał dopłacić z tego powodu ponad 70 tysięcy złotych. Ale jest dobra informacja – ceny baterii do takich mają spaść nawet o 30 procent w ciągu najbliższych kilku lat. A być może wtedy takie pojazdy już nie będą tylko zabawką dla zamożnych miłośników nowinek motoryzacyjnych.