- Bezprawnik -
- ecommerce -
- Sprzedają darmowe piny i gadżety z Rossmanna za kilkadziesiąt złotych. Sprawdzamy, czy to legalne
Sprzedają darmowe piny i gadżety z Rossmanna za kilkadziesiąt złotych. Sprawdzamy, czy to legalne
Sprzedaż produktów promocyjnych budzi zaskakująco dużo emocji. Wiele osób oczekuje, że skoro ktoś otrzymał coś za darmo, nie powinien żądać za to pieniędzy. Takie oczekiwania nie znajdują jednak potwierdzenia w kodeksie cywilnym – sprzedaż produktów promocyjnych jest bowiem dopuszczalna.

Piny z Rossmanna i inne gratisy mają konkretną wartość rynkową
Piny z Rossmanna, gratisowy żel pod prysznic czy gadżety otrzymane przy zamówieniu powyżej określonej kwoty to też produkty, w dodatku z określoną wartością.
Widać to choćby przy pinach z Rossmanna. Wzory są limitowane, zdobywa się je po wykonaniu określonych zadań w aplikacji, a kolekcjonerzy nie zawsze zdążą upolować ten jeden egzemplarz, na którym najbardziej im zależy. Potem taki pin trafia do sieci, pojawia się oferta sprzedaży i natychmiast rusza fala oburzenia. Tyle że oburzenie to jedno, a prawo drugie. I z prawnego punktu widzenia sama sprzedaż gratisu co do zasady jest dopuszczalna.
Co mówi kodeks cywilny o przeniesieniu własności
W tej sytuacji prawo nie pozostawia żadnych wątpliwości – jeżeli produkt promocyjny został ci skutecznie wydany i stał się twoją własnością, możesz nim rozporządzać tak jak każdą inną rzeczą. Możesz go zatrzymać, oddać komuś za darmo albo sprzedać. Kodeks cywilny opiera sprzedaż właśnie na przeniesieniu własności rzeczy za umówioną cenę, a sama umowa sprzedaży co do zasady przenosi własność na kupującego. To oznacza, że prawo nie tworzy osobnej kategorii „rzeczy darmowych, których sprzedawać nie wolno”. Jeżeli rzecz stała się twoja, to fakt, że dostałeś ją za 0 zł, sam w sobie nie blokuje późniejszej odsprzedaży.
Oznaczenie „not for sale” a handel między osobami fizycznymi
Być może wiele osób myli to z sytuacją, w której firmy wypuszczają testery czy właśnie gratisy z dopiskiem „produkt promocyjny, sprzedaż wykluczona” – zwykle dotyczy to marek kosmetycznych, które chcą zaprezentować swoje produkty szerokiej gamie odbiorców. Takie oznaczenie jednak nie wpływa na możliwość handlu produktami promocyjnymi pomiędzy osobami fizycznymi. Oznaczenie ma na celu jedynie wskazanie, że sklep nie powinien tych produktów sprzedawać, gdyż służą one celom promocyjnym. W przypadku chęci odsprzedaży takiego produktu dalej – nie ma praktycznie żadnych ograniczeń, choć kwestia sprzedaży „not for sale” bywa bardziej złożona, gdy w grę wchodzi prawo własności intelektualnej.
Cenę gratisu możesz ustalić sam – rynek zweryfikuje, czy jest realna
To samo dotyczy ceny. Jeżeli sprzedajesz swój pin, miniaturę kosmetyku albo inny produkt promocyjny, możesz zaproponować taką cenę, jaką uznasz za stosowną. A druga strona może się na nią zgodzić albo nie. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli gratis był darmowy, to po wejściu do obrotu prywatnego może mieć już całkiem konkretną wartość rynkową. Zwłaszcza wtedy, gdy jest limitowany, trudno dostępny albo po prostu pożądany przez kolekcjonerów. Prawo cywilne opiera się tu na zasadzie swobody umów, więc co do zasady strony same ustalają warunki transakcji, w tym cenę.
Granice dowolności – kiedy cena może zostać zakwestionowana
To oczywiście nie oznacza pełnej dowolności w każdej możliwej sytuacji. Gdyby ktoś próbował wykorzystać błąd, przymus czy działał w warunkach naruszających prawo, ocena mogłaby wyglądać inaczej. Ale zwykła sytuacja, w której ktoś wystawia produkt promocyjny za 20, 50 czy 100 zł i znajduje osobę gotową tyle zapłacić, nie jest sama w sobie zakazana. Prawo nie wprowadza osobnego limitu cen tylko dlatego, że dany przedmiot pierwotnie był gratisem. Teoretycznie sprzedaż wspomnianych pinów z Rossmanna za cenę 1000 złotych za sztukę mogłaby zostać zakwestionowana jako czynność pozorna, gdyż faktycznie ciężko sobie wyobrazić, aby kawałek metalu, otrzymany za darmo, miał taką wartość. Aby jednak takie działanie kwestionować, ktoś musiałby mieć w tym interes. W dodatku konieczne byłoby wykazanie, że faktycznie doszło w jakiś sposób do działania pozornego. W większości przypadków jesteśmy jednak bezpieczni.
Status prawny gratisu – nie wszystko da się odsprzedać
Jest jednak jeden ważny haczyk. Nie wszystko, co potocznie nazywamy „gratisem”, ma ten sam status prawny. Jeżeli mówimy o fizycznym przedmiocie — takim jak pin, próbka, zestaw promocyjny czy miniatura produktu — sytuacja jest zwykle dość klarowna. Taki przedmiot po wydaniu zazwyczaj staje się własnością odbiorcy i może być dalej sprzedany. Inaczej może być jednak z benefitami niemającymi postaci rzeczy, na przykład z kodami, kontami, uprawnieniami w aplikacji, bonami, voucherami albo świadczeniami przypisanymi do konkretnego użytkownika. Wtedy trzeba już zajrzeć do regulaminu promocji, bo może się okazać, że przeniesienie uprawnienia jest ograniczone albo w ogóle wyłączone.
Akcje promocyjne oparte na aplikacjach
To ważne także przy akcjach promocyjnych opartych na aplikacjach. Sam pin jako rzecz można co do zasady sprzedać. Ale już samo uprawnienie do jego odbioru, dostęp do konta w aplikacji czy uczestnictwo w mechanizmie promocji może być obwarowane regulaminem. I wtedy trzeba odróżnić sprzedaż gotowego przedmiotu od „odsprzedaży prawa do udziału w promocji”, bo to nie jest to samo. W praktyce jednak takie sytuacje są niezwykle rzadkie, w związku z czym sprzedaż produktów promocyjnych nie podlega żadnym ograniczeniom.
Kiedy odsprzedaż gratisów staje się działalnością gospodarczą
Jest jeszcze drugi haczyk, na który warto uważać. Jednorazowa albo okazjonalna sprzedaż gratisów to jedno. Co innego, gdy ktoś zaczyna robić z tego stały model zarobkowy: regularnie poluje na produkty promocyjne, pozyskuje je z góry z myślą o odsprzedaży, działa w sposób zorganizowany i zarobkowy. Wtedy można wejść na teren działalności gospodarczej. Prawo przedsiębiorców definiuje działalność gospodarczą jako działalność zorganizowaną, zarobkową, wykonywaną we własnym imieniu i w sposób ciągły. To oznacza, że granica między sprzedażą w sieci a działalnością gospodarczą naprawdę istnieje.
Zorganizowane łowienie okazji a obowiązki podatkowe
W praktyce ciężko jednak sobie wyobrazić, aby pozyskiwanie gratisów stało się tak opłacalne, że zyskałoby cechy działalności gospodarczej. Zresztą ta restrykcja dotyczy również sprzedaży wszystkich innych produktów (w tym towarów kupowanych na wyprzedażach, a promocje w Biedronce i grupy zakupowe stają się ostatnio szczególnie modne).
Osoba, która od czasu do czasu sprzeda pojedynczy pin albo kilka produktów promocyjnych, co do zasady nie ma z tego powodu problemu prawnego. Ale ktoś, kto robi to stale, seryjnie i ewidentnie dla zysku, powinien już patrzeć na sprawę szerzej — nie tylko przez pryzmat samego prawa cywilnego, ale też obowiązków związanych z prowadzeniem działalności. Nie oznacza to, że taki handel jest nielegalny, ale wiąże się z określonymi obowiązkami, m.in. podatkowymi — temat prywatnej sprzedaży w sieci a podatków i działalności gospodarczej jest tu dobrym punktem wyjścia. Warto też pamiętać, że sprzedaż na Vinted a podatek to zagadnienie istotne dla każdego, kto regularnie pozbywa się rzeczy przez popularne platformy.
Internetowi hejterzy nie mają racji – co naprawdę mówi prawo
Podsumowując, w większości przypadków (poza opisanymi wyżej sytuacjami) gratisy można sprzedawać bez obaw. Jeżeli dostałeś fizyczny produkt zgodnie z zasadami promocji i stał się on twoją własnością, masz prawo go odsprzedać. Możesz też ustalić cenę, jaką uznasz za odpowiednią, o ile znajdzie się ktoś gotowy ją zapłacić. Sam fakt, że rzecz była darmowa, nie odbiera ci prawa do jej sprzedaży. A internetowi krytykanci… mogą tylko zazdrościć i zaklinać rzeczywistość.
Fakt, że pod ofertami sprzedażowymi pojawiają się dziesiątki krytycznych komentarzy, nie zmienia podstawowej oceny prawnej. Owszem, można uważać takie zachowanie za mało sympatyczne, można twierdzić, że psuje ideę zabawy albo kolekcjonowania. Ale to są argumenty obyczajowe, nie prawne. A prawo w tej sytuacji jest dość konkretne: jeśli rzecz należy do ciebie, możesz ją sprzedać. I właśnie dlatego sprzedaż produktów promocyjnych — na przykład miniaturek czy innych gratisów — co do zasady jest po prostu legalna.

Klienci uciekają od chatbotów, tylko InPost robi to dobrze. Firmy próbują oszczędzać, a tracą o wiele więcej
16.05.2026 19:03, Joanna Świba
16.05.2026 18:07, Marcin Szermański
16.05.2026 17:48, Joanna Świba
16.05.2026 17:33, Marcin Szermański
16.05.2026 13:51, Jakub Bilski
16.05.2026 7:12, Mateusz Krakowski
15.05.2026 16:31, Marek Śmigielski

„Wychowałem cię, więc mi się należy". Czy rodzice mogą żądać od dorosłego dziecka zwrotu za lata wychowania?
15.05.2026 15:43, Miłosz Magrzyk
15.05.2026 15:01, Marek Śmigielski
15.05.2026 14:11, Marcin Szermański
15.05.2026 13:26, Marcin Szermański
15.05.2026 13:12, Miłosz Magrzyk
15.05.2026 12:30, Edyta Wara-Wąsowska
15.05.2026 11:36, Marek Śmigielski
15.05.2026 10:42, Piotr Janus
15.05.2026 9:59, Edyta Wara-Wąsowska
15.05.2026 9:23, Mateusz Krakowski
15.05.2026 8:40, Edyta Wara-Wąsowska
15.05.2026 7:48, Marek Śmigielski

Najem prywatny nie jest niewidzialny. Fiskus coraz łatwiej może sprawdzić, kto zarabia na mieszkaniu
14.05.2026 16:00, Joanna Świba
14.05.2026 15:09, Marcin Szermański

Zawsze przed wyjściem ze sklepu sprawdzam paragon. Dzięki temu "zyskuję" nawet kilkaset złotych miesięcznie
14.05.2026 14:22, Joanna Świba
14.05.2026 13:30, Miłosz Magrzyk
14.05.2026 12:51, Marcin Szermański
14.05.2026 12:13, Marcin Szermański
14.05.2026 11:22, Mateusz Krakowski
14.05.2026 10:46, Edyta Wara-Wąsowska

























