Bethesda grozi graczowi pozwem za sprzedaż zafoliowanej gry na konsolę jako „nówka sztuka nieśmigana”

Technologie Zagranica Zakupy dołącz do dyskusji (37) 13.08.2018
Bethesda grozi graczowi pozwem za sprzedaż zafoliowanej gry na konsolę jako „nówka sztuka nieśmigana”

Udostępnij

Tomasz Laba

Kupiłeś grę na konsolę, ale z różnych względów nawet nie zdążyłeś jej rozpakować z folii, a już musisz ją odsprzedać? Zazwyczaj to dobra wiadomość, bo nie od dziś wiadomo, że taka nówka sztuka, nieśmigana, jest warta o wiele więcej, niż rozpakowany produkt. Czasem to również ryzyko, że wydawca gry zagrozi ci pozwem.

Dokładnie tak potoczyła się historia mężczyzny z Filadelfii. Ryan Hupp kupił świeżutki egzemplarz The Evil Within 2 przeznaczony na konsolę Playstation 4. Grę kupił jeszcze zanim doczekał się konsoli, której zakup dopiero planował. Ostatecznie zamiast najnowszego PS4, zdecydował się przeznaczyć pieniądze na ulepszenie swojego komputera, który miał mu służyć do gier. Oczywiście jego egzemplarz The Evil Within 2, jeszcze zafoliowany, okazał się całkowicie bezużyteczny. Właśnie dlatego postanowił wystawić go na sprzedaż za pośrednictwem Amazon Marketplace.

Bethesda grozi pozwem za sprzedaż nieużywanej gry jako nowej

Nie wiem, jakiego odzewu mężczyzna się spodziewał. W końcu nie napisał tam „oddam za darmo na OLX„, a jedynie poinformował, że sprzedaje nowy egzemplarz swojej gry. Właśnie to stwierdzenie rozsierdziło wydawcę gry, czyli studio Bethesda. Reprezentująca firmę kancelaria prawna wysłała do Ryana list, w którym kategorycznie zażądała usunięcia ogłoszenia pod groźbą pozwania mężczyzny.

O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego Bethesda zdecydowała się strzelać z armaty do wróbla? Prawnicy twierdzą, że mężczyzna nie jest autoryzowanym sprzedawcą, a zatem nie może twierdzić, że sprzedaje „nową grę”, bo takie prawo mają właśnie autoryzowani sprzedawcy. Posługiwanie się przymiotnikiem „nowy” w stosunku do takiego egzemplarza, ich zdaniem, narusza prawo i jest fałszywą reklamą.

Mężczyzna oczywiście wycofał swoje ogłoszenie, ale postanowił sprawę przedstawić mediom. Stwierdził, że rozumie argumenty wydawcy, lecz straszenie szeregowych klientów pozwami za odsprzedawanie gier jest ogromnym nadużyciem.  Głos w sprawie zabrała sama Bethesda.

Bethesda nie zakazuje, ani nie zamierza zakazywać sprzedawania używanych gier. W tym wypadku problemem było wyłącznie to, że sprzedający oznaczył ją jako „nową”.

Nie zezwalamy na sprzedaż „nowych” produktów przez nieautoryzowanych sprzedawców, ponieważ nie mamy możliwości zweryfikowania tego, czy gra nie została otwarta lub przepakowana. Właśnie w ten sposób chronimy kupujących przed oszustwami i zapewniamy, że nasi klienci otrzymują nowy i autentyczny produkt wraz ze wszystkimi materiałami dodatkowymi i nienaruszoną gwarancją.

W tym konkretnym przypadku nie byłoby żadnego problemu, gdyby gra była oznaczona jako „używana”.

Bethesda powołuje się na obowiązujące w USA prawo nazwane First Sale Doctrine. W jego myśl ten, kto kupi dany produkt, może go odsprzedać dalej bez naruszania praw autorskich. Ta zasada jednak nie znajduje zastosowania, gdy sprzedawca sprzedaje towar będący znakiem towarowym, który zasadniczo różni się od oryginalnych towarów firmy. Orzecznictwo sądowe wykształciło zbiór zasad określających, jak daleko idące mogą być te różnice. Nieautoryzowane sprzedawanie gry jako „nowej”, zdaniem prawników Bethesdy narusza powyższe prawo.

Sprzedaż używanych gier w Polsce – co na to prawo?

Czy sprzedaż używanych gier w Polsce jest legalna? Jak najbardziej tak. Oczywiście pod warunkiem, że była legalnie wprowadzona do obrotu. Zatem jeżeli ktoś kupił oryginalną grę, to ma pełne prawo do jego dalszego odsprzedawania. Wynika to wprost z art. 51 ust. 3 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych

Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia.

Wprost wynika z tego, że wydawca nie może w żaden sposób ograniczyć prawa do obrotu „używkami”, ponieważ zgodził się na to, wprowadzając produkt na rynek.