Unia Europejska może mieć własne wojsko. Powraca koncepcja utworzenia nowych sił zbrojnych

Zagranica Dołącz do dyskusji (162)
Unia Europejska może mieć własne wojsko. Powraca koncepcja utworzenia nowych sił zbrojnych

Unia Europejska to sojusz polityczno-gospodarczy; nie jest to w żadnym wypadku unia obronna, której członkowie byliby zobowiązani do reakcji, jeśli jedno z państw zostałoby zaatakowane. Co jakiś czas wraca jednak pomysł, by Unia Europejska miała własne wojsko. Chodzi o Europejskie Siły Szybkiego Reagowania. Teraz – w związku z sytuacją w Ukrainie – część państw chce zacieśnienia współpracy w obszarze obrony.

Unia Europejska może mieć własne wojsko. O ile państwa dojdą do porozumienia

Co jakiś czas powraca dyskusja o rozbudowie sił wojskowych UE – mimo że nie jest to sojusz obronny, tak jak NATO. Unijne państwa dochodzą od czasu do czasu do wniosku, że Unia Europejska mogłaby mieć własne wojsko. A przynajmniej – grupy bojowe, które mogłyby szybko reagować w razie problemów militarnych jednego z członków UE.

Takimi siłami miałyby być Europejskie Siły Szybkiego Reagowania. Ostatnio temat ich utworzenia powrócił, gdy Stany Zjednoczone zdecydowały się na wycofanie z Afganistanu. Część państw europejskich doszło wtedy do wniosku, że państwa UE są zbyt mocno uzależnione od swojego amerykańskiego sojusznika – i to nawet, jeśli sojusz NATO obejmuje znacznie więcej państw spoza UE (w tym np. Turcję czy Kanadę).

Teraz – jak zresztą można się było tego spodziewać – temat własnych sił wojskowych UE powrócił. Jak informuje „De Telegraaf”, dziś unijni ministrowie spraw zagranicznych i obrony przyjmą „Strategiczny Kompas”, czyli dokument określający zasady współpracy w zakresie obronności. Dokument jest o tyle istotny, że zakłada m.in. powołanie wspomnianych Europejskich Sił Szybkiego Reagowania. Miałyby one interweniować w przypadku konfliktu zbrojnego na kontynencie. To, na co jednak warto zwrócić uwagę, to fakt, że unijne „wojsko” miałoby liczyć zaledwie… 5 tys. żołnierzy. Nie można zatem mówić o regularnej armii, a raczej o jednostce, którą można byłoby łatwo i szybko wysłać w miejsce konfliktu.

Kompromis między krajami zachodniej i wschodniej Europy

Co ciekawe, jak twierdzi „De Telegraaf”, takie rozwiązanie to kompromis wypracowany między krajami zachodniej Europy, a państwami Europy Środkowo-Wschodniej. O ile duże państwa na zachodzie UE, takie jak Francja, Włochy czy Hiszpania chcą jak najszybciej doprowadzić do utworzenia prawdziwej unii obronnej, o tyle im dalej na wschód UE – tym opór ma być większy. Jak twierdzi dziennik, mniejsze kraje Europy Środkowo-Wschodniej czują się raczej chronione przez NATO i Stany Zjednoczone – i to raczej sojuszowi oraz USA powierzają swoje bezpieczeństwo. Tym samym nie chcą zamienić tej ochrony na europejską armię.

Siły szybkiego reagowania – mimo niewielkiej liczebności – mogłyby jednak być początkiem drogi do uniezależnienia się militarnego UE od USA. Jak twierdzi Lotje Boswinkel z Haskiego Centrum Studiow Strategicznych, proces ten mógłby zająć Unii co najmniej 10 lat.