Szef organizacji pomagającej wykorzystywanym dzieciom sam okazał się pedofilem

Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (31) 02.07.2018
Szef organizacji pomagającej wykorzystywanym dzieciom sam okazał się pedofilem

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Pedofilowi niewiele trzeba do tego, żeby ulec pokusie. Kiedy sprawuje eksponowane stanowisko w organizacji zajmującej się przemocą wobec dzieci, mało kto podejrzewa go o jakieś mroczne zamiary.

Mało kto mógł się pochwalić tak zaszczytną biografią, jak Joel Davis… i mało kto zobaczył, jak wszystko, co zbudował, sypie się niczym domek z kart. Co prawda, opowieść o tym człowieku nie będzie niczym nowym w branży (ile mieliśmy doniesień o molestującej, papierowej lewicy?), ale i tak napawa to wszystko przerażeniem. Mówimy o szefie Międzynarodowej Kampanii na Rzecz Zwalczania Gwałtu i Przemocy.

Joel Davis był ważną postacią dla ofiar przestępstw seksualnych. To znaczy, może nie stał się jakimś celebrytą, który zabawiał je co dnia, ale wszem i wobec opowiadał o konieczności chronienia dzieci przed pedofilami. Jego zasługi na tym polu były o tyle znaczące, że zdecydowano się go nawet nominować trzy lata temu do Pokojowej Nagrody Nobla.

Walczył z przemocą seksualną, molestował dzieci

To się stało parę dni temu. Joel Davis ma dwadzieścia dwa lata i nieopatrznie wymienił się pornografią dziecięcą z podstawionym specjalnie do tego celu agentem FBI. Zamierzał on uprawiać seks z dziewięcioletnią dziewczynką, marzył się mu też dwulatek, ale właściwie nie był wybredny – agentowi powiedział, że w zasadzie może być to dziecko w każdym wieku. Mało tego, w jego domu znalazły się zaraz materiały, sugerujące, że pan Davis przepada za stosunkami seksualnymi w wykonaniu nieletnich. Innemu agentowi pochwalił się, że ma setki zdjęć przedstawiających akty seksualne dorosłych z dziećmi. Miał je zarówno na swoim komputerze, jak i na smartfonie. Wcześniej próbował się z kolei umawiać z trzynastoletnim chłopakiem, którego spotkał na Grindr – odpowiedniku Tindera, ale przeznaczonego dla osób o orientacji homoseksualnej.

Sprawa jest o tyle bolesna, że Davis był na swoim polu bardzo aktywny. O ile wszystkie zarzuty są prawdziwe, mogło w rzeczywistości dojść do jakiegoś rodzaju wyparcia z jego strony – pedofile wszak chcą mieć z dziećmi jak najwięcej wspólnego. Zazwyczaj jednak taka działalność nie tylko szkodzi dzieciom, którymi mają się opiekować, ale również samemu ruchowi jako takiemu.

Jeden z prokuratorów USA, Geoffrey S. Berman nazywa działania Davisa niezrozumiałymi i obrzydliwymi. O ile z tym drugim można się zgodzić, to pierwsze przypomina raczej swoiste modus operandi u pedofilów: jako osoba walcząca o to, by dzieci nie były wykorzystywane, Davis miał dostęp do różnego rodzaju nagrań, w tym tych niepokojących. Co tu dużo mówić, pociągnęło ćmę do światła – ale nie wiemy, czy kogoś przypadkiem nie skrzywdził. Może najwyższa pora zbadać osoby na takich stanowiskach (pedagogów, nauczycieli, księży, różnych osób mających do czynienia z dziećmi) i sprawdzić, czy gdzieś w ich głowach nie tkwi taka niebezpieczna zadra? Nie wiemy, ilu bierze udział w festiwalu pedofilii na Gadu-Gadu. Nie wiemy, ilu przyszło do pracy skuszonych łatwym łupem – bo dziecko zawsze takim jest. Ba, nie wiemy ilu samych nie wie jeszcze, że są pedofilami.

Może strzelam z wróbla do armaty, ale warto spróbować.