Lidl oferuje wyprawę w Himalaje, ale to nadal organizacyjna droga przez mękę. Ile trzeba zapłacić za marzenia?

Zagranica Zakupy dołącz do dyskusji (9) 15.01.2018
Lidl oferuje wyprawę w Himalaje, ale to nadal organizacyjna droga przez mękę. Ile trzeba zapłacić za marzenia?

Justyna Bieniek

Niedawno rozpoczęła się zimowa polska wyprawa na K2. Ci którzy śledzą jej losy mogli się przekonać, że organizacja takiej wyprawy to nie tylko intensywne przygotowanie sportowe, ale przede wszystkim formalności i koszty – a te nie należą do najniższych. Wyprawa w Himalaje kosztuje krocie.

Żyjemy w czasach, w których każdy może zdobyć jakiś ośmiotysięcznik – przynajmniej teoretycznie. Droga do tego jest jednak zawiła i długa. Indywidualne zdobywanie najwyższych szczytów Ziemi to, pomijając samo przygotowanie kondycyjne, ogromny nakład pracy pod względem formalnym i organizacyjnym, a także finansowym.

Wyprawa w Himalaje – kosztowne marzenie

Organizacją wypraw wysokogórskich zajmują się wyspecjalizowane agencje turystyczne. Koszt takiej wyprawy to najczęściej równowartość średniego mieszkania w dużym polskim mieście.

Przeglądając strony firm zajmujących się ich organizacją możemy znaleźć informację, że koszty zaczynają się średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Króluje oczywiście wyprawa na Mount Everest. Za zdobycie „góry gór” zapłacimy ok. 30 000 USD. W koszty najczęściej wliczone są: organizacja wyprawy, zezwolenie szczytowe, wyżywienie (w tym specjalistyczna żywność liofilizowana), przejazdy, transport jakami do bazy, gaz, radio, liny, koszt poręczówek, koszt Szerpy, koszt tlenu i masek, kontakt radiowy w bazach, dostęp do e-maila i telefonu.

We własnym zakresie musimy opłacić koszty przelotu, te wahają się od 3500 zł w górę oraz ubezpieczenie ok. 300 USD. Do tego dochodzi zakup potrzebnego sprzętu, na który składają się m.in. specjalistyczna odzież, której koszt może dochodzić nawet do kilkunastu tysięcy złotych oraz sprzęt wspinaczkowy.

Połowę tej kwoty zapłacimy natomiast za zdobycie innych ośmiotysięczników. Wejście na Cho Oyu lub Lhotse to koszt ok. 15 000 USD. Przyczyną tak dużych rozbieżności jest przede wszystkim różnica w cenie zezwolenia wydawanego przez władze. Zezwolenie na wejście na Everest kosztuje ok. 10 000 USD od osoby. Inne ośmiotysięczniki w Nepalu są już dużo tańsze, w zależności od sezony (wiosna/jesień) koszty zezwolenia wahają się od 1430 USD do 715 USD na osobę.

Wyprawa w Himalaje z Lidla?

Droga w najwyższe góry świata nie pozostaje zamknięta również dla mniej doświadczonych turystów. Firmy organizujące wyprawy coraz częściej wypuszczają również ofertę dla mniej zaawansowanych podróżników. Wyprawy polegają na dotarciu do obozu bazowego lub przejściu pętli wokół masywu. Ceny takich wypraw pozostają w zasięgu przeciętnego turysty. Wynoszą od 7 tys. zł. w górę.

Ostatnio z podobną ofertą wyszedł również Lidl. Dyskont oferuje np. trekking do bazy pod Annapurną. Koszt takiej wyprawy to 8 999 zł. od osoby.

Rosnąca popularność równa się rosnącym problemom

Pomimo wysokich kosztów, okazuje się, że marzenie o zdobyciu ośmiotysięcznika nie jest wcale niszowe. W 2017 roku rząd Nepalu wydał rekordową liczbę pozwoleń na wejście na najwyższy szczyt świata – Mount Everest. Rosnące zainteresowanie zdobyciem Czomolungmy doprowadziło nawet do powstania kolejki oczekujących na wejście na szczyt. Co prawda nie osiągnęła ona tak dużych rozmiarów jak ta pod Morskim Okiem, jednak czekanie na wysokości prawie 8 tys. m.n.p.m. stwarza (przynajmniej teoretycznie) więcej zagrożeń dla potencjalnych zdobywców i bezpośrednio zagraża życiu wspinaczy.

Władze Nepalu wyciągając wnioski z poprzednich lat, pod koniec grudnia postanowiły o zmianie regulaminu wypraw. 28 grudnia 2017 r. wydano rozporządzenie, zgodnie z którym od 2018 roku wspinaczkę na himalajskie szczyty, w tym na Mount Everest, będzie można odbyć jedynie z przewodnikiem. Zakazano również wspinaczki osobom niewidomym, z amputowanymi dwoma kończynami, niezdolnym do zdobywania gór pod względem medycznym oraz dzieciom poniżej 16. roku życia. Ograniczenia poruszyły i podzieliły środowisko wspinaczy, pojawiły się nawet zarzuty o dyskryminację.

Wprowadzone regulacje mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa wypraw, pewnie każdy słyszał o „drodze umarłych” ciągnącej się wzdłuż szlaku pod szczytem Mount Everest. Mają również wpłynąć na zwiększenie miejsc pracy dla miejscowych.