Nadchodzą trzykrotnie wyższe mandaty za wykroczenia drogowe. Wreszcie, chociaż to dwukrotnie za mało

Moto Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (199) 25.10.2019
Nadchodzą trzykrotnie wyższe mandaty za wykroczenia drogowe. Wreszcie, chociaż to dwukrotnie za mało

Paweł Mering

Po 16 latach w końcu mogą wzrosnąć kary za wykroczenia drogowe, nałożone w drodze postępowania mandatowego. Wyższe mandaty są słuszne, jednak — nawet w proponowanym wydaniu — stanowczo zbyt niskie.

Nadchodzą wyższe mandaty za wykroczenia drogowe

Jak informuje RMF FM, Ministerstwo Infrastruktury proponuje znaczne podwyższenie maksymalnej kwoty mandatu, którą można nałożyć w drodze postępowania mandatowego sprawcy konkretnego wykroczenia. Warto przypomnieć, że wartość ta — od 16 lat — wynosi jedynie 500 złotych. Należy też nadmienić, że 16 lat temu minimalne wynagrodzenie za pracę oscylowało wokół jedynie 800 złotych, toteż relacja najwyższego mandatu do wynagrodzenia jedynie wówczas mogła być jakkolwiek dotkliwa.

Proponowana przez Ministerstwo Infrastruktury najwyższa kwota mandatu to 1 500 złotych. Jest to rozwiązanie dobre, ale i tak stanowi zbyt niską karę, jak na nasze warunki. W Polsce mandaty są w zasadzie nieodczuwalne, a niesubordynowani kierowcy traktują je jako jedynie lekką uciążliwość.

Problem z wysokością mandatów był tak absurdalny, że aby jakkolwiek zwiększyć odczuwalność sankcji, stosowanych wobec piratów drogowych, zamiast podwyższyć kwoty mandatów, wprowadzono możliwość zatrzymania prawa jazdy na 3 miesiące, co przez wiele środowisk jest krytykowanym pomysłem, przyrównywanym do wylewania dziecka z kąpielą.

Kolejna zmiana — fotoradary znowu w rękach straży miejskiej?

Proponowanych zmian w obszarze prawa ruchu drogowego może być więcej. Zapytani o pomysł, który od jakiegoś czasu pojawiał się w przestrzeni publicznej, czyli przywrócenia fotoradarów gminom, Ministerstwo Infrastruktury wprost dementuje — w tym momencie nie ma takiego pomysłu. Pomysł sukcesywnie powraca, więc niewykluczone jest, że za jakiś czas znowu staniemy się krajem fotoradarów.

Trzeba też przypomnieć, że to Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zajmuje się taryfikatorem mandatów, a nie Ministerstwo Infrastruktury. Mając jednak na względzie dotychczasową jednomyślność w rządzie, można pokusić się o stwierdzenie, że nic, co nie jest zaaprobowane przez linię ideologiczną partii rządzącej, nie pojawi się jako oficjalne doniesienie medialne.

Jaki jest prawdopodobny cel wprowadzenia takich regulacji? Biorąc pod uwagę liczbę wypadków (i w ogóle kulturę na polskich drogach), specyficzną mentalność wielu polskich kierowców i quasi-autolegitymizację, wyrażającą się w nietraktowaniu prawa poważnie, bo „na chłopski rozum jest ono głupie” (a bo znak stoi w złym miejscu, a to droga jest przecież dobra, więc ograniczenie prędkości jest bezzasadne), łatwo można stwierdzić, że potrzebne są rozwiązania bezwzględne.

Nie zmienią się natomiast kary grzywny, które nakładane są przez sądy. Wysokość grzywien za wykroczenia wynika z ustawy (Kodeks wykroczeń), a nie z taryfikatora mandatów.

199 odpowiedzi na “Nadchodzą trzykrotnie wyższe mandaty za wykroczenia drogowe. Wreszcie, chociaż to dwukrotnie za mało”

  1. Panie Pawle czy posiada pan swoje auto i czy dojeżdża pan nim codziennie minimum 20 km do pracy? Jeżeli nie to uważam, iż nie powinien pan tak pochopnie krytykować zbyt niskich mandatów. Osobiście kiedyś zrobiłem test przepisowej jazdy. Postanowiłem przejechać odcinek 140 km w 100% przepisowo. Trasa praktycznie cały czas prosta (pomijam 2 miejscowości w jednej w jednej zmieniłem pas ruchu 3x w drugiej 2x). Gdybym jechal „normalnie” pokonanie trasy zajęłoby mi ok 1:30-1:40h (prędkościami 90-100). Jadąc cały czas przepisowo trasę pokonałem w czasie ponad 4h!!!! Przypominam że to nadal odcinek 140 km. Gdyby przypadło panu przejechać trasę ze Szczecina do Przemyśla to zamiast standardowych 8-9 h zajęłoby panu to 25-30h!!! A teraz proszę sobie zadać pytanie dlaczego to trwałoby tak długo. Pozdrawiam

    P.S. Żeby nie było głupich wymówek 40-50 km pokonałem 2 pasmówką przedzieloną pasem zieleni (niestety nie jest to expresówka). 50-70 km długie puste odcinki międzymiastowe.

    • Ta argumentacja nie trzyma się kupy. Co ma odcinek 20 km (na którym możemy zyskać max parę minut i to przy założeniu braku korków, świateł itp.) do trasy 140 km?
      To brzmi jak wymówka kogoś, kto po prostu lubi jeździć szybko i dorabia do tego ideolo.

      • To ma wspólnego, że pokonując trasę 20 km między wsiami w 100% przepisowo trasa zajmie nawet 40-50 minut. Często na takich odcinkach są bzdurne ograniczenia do 40-60 km/h. Trasa do pracy którą kiedyś uczęszczałem (25km) prowadziła przez lasy. Prawie na każdym łuku było ograniczenie do 50km/h. Jest też kilka miejscowości w których widnieje znak 40km/h (1-2 domy przy drodze). Reasumując ktoś kto pokonuje codziennie 20km w jedną strone traci dziennie średnio 1-2h. Ostatnio zmuszony byłem dojechac do nowej pracy (35km) i zajęło mi to 2h!!! w jedną stronę.
        Czy lubię jeździć szybko? To zależy co masz na myśli pisząc „szybka jazda”. Na codzień jeżdzę cabrio i lubię się delektować płynną jazdą w przedziale 90-100km/h, rzecz jasna te prędkosci rozwijam głównie na międzymiastowych i bardzo małych wioskach. Na swoją obronę dodam że przez 18 lat jazdy dostałem może 2 albo 3 mandaty za przekroczenie prędkości (i to w dosyć absurdalnych miejscach). Miałem też 3 albo 4 wypadki (wszystkie tyczyły się wjechania mi w bagażnik).

        • Jeżdżę codziennie do pracy 25 km, bardzo rzadko przekraczam dozwoloną prędkość i pokonanie tej trasy nigdy nie zajmuje mi dłużej niż 25 minut. Po drodze 3 miejscowości z ograniczeniem do 50 km/h i kilka ograniczeń do 70.

          • Mnie ten odcinek zajmował od 25-35 minut. jeszcze 4 miesiace temu pracowałem gdzie indziej. 7 km od domu czas dojazdu 15 minut.

        • Nie rozumiem bólu, że „prawie na każdym łuku było ograniczenie do 50km/h”. Ograniczenie na łuku (i to jeszcze wśród drzew) to chyba normalka? To nie jest tylko ograniczenie dla Ciebie, ale dla wszystkich, którzy tamtędy przejeżdżają. Może Twój samochód może wejść w zakręt z prędkością 70 czy 100km/h i utrzymać przyczepność, ale wielu innych kierowców nie ma takich samochodów i/lub umiejętności. Ktoś te prędkości chyba wyliczył biorąc pod uwagę stopień zakrzywienia drogi, jakość nawierzchni, itp. A jeszcze na oblodzonej drodze…

          W Kalifornii masz ograniczenie 55 mi/h na autostradach bez wyjątku. To jest dopiero ból.

          • >Ktoś te prędkości chyba wyliczył biorąc pod uwagę stopień zakrzywienia
            drogi, jakość nawierzchni, itp. A jeszcze na oblodzonej drodze…<

            Na pewno. Podobnie jak wszystkie inne rzeczy, które ustala władza. Np. najniższa emerytura jest precyzyjnie ustalona przez sztab specjalistów tak, żeby wystarczyła emerytowi na opłacenie wszystkich rachunków i przeżycie miesiąca.

      • Średnio. To po prostu stwierdzenie faktu. Drogi są aż tak niebezpieczne wcale nie głównie dla tego, że kierowcy są niesubordynowani tylko urzędnicy niekompetentni. Zła organizacja ruchu i oznakowanie dróg są nie tylko uciążliwe i niebezpieczne ale i zmniejszają szacunek do prawa.
        Oczywiście żaden urzędnik czy jego przełożony w postaci samorządowca tego nie przyzna więc nagonka na kierowców.

          • W Polsce to konieczność by nie dochodziło do sytuacji jak na Sokratesa w Warszawie gdzie ZDM celowo doprowadził do tragedii by mieć przyzwolenie społeczne na „uspokajabie ruchu samochodowego” podczas gdy lata temu mozna było zainstalować rozwiązania za góra 8-10k i bez korkowania miasta niedopuścić do tragedii.

        • Tak, bo niekompetentni urzędnicy zmuszają kierowców do łamania ograniczeń prędkości, wyprzedzania na przejściach dla pieszych, wymuszeń pierwszeństwa i jeżdżenia na zderzaku.
          Wina urzędników jak nic.

    • no własnie, problem jest w infrastrukturze,
      jak już wcześniej pisałem chciałbym aby wszystkie drogi krajowe o numerach mniejszych od 99
      DK99
      nie przebiegały ani jednym kilometrem przez teren zabudowany.
      Czyli wszędzie poza na prawde niebezpiecznymi miejscami maiły prędkosc 90km/h.

      tak samo w miastach, brakuje tras głównych, i średnicowych, miedzyosiedlowych.

      Jadąc z jednego osiedla przez drugie na trzecie, często nie ma jak wjechać na jakąś główną ulice, a nawet jeśli takowa jest to tez sa na niej gęsto progi, przejścia dla pieszych ze światłami i bez itp.

      dlatego kierowcy się irytują jak mają na trasie 5 km kilkadziesiąt skrzyżowań na których czasem ustępują pierwszeństwa 2 razy czasem 3 (jedno wobec pojazdu dwa wobec pieszych)

    • Ale czemu tak naprawdę służy ten Twój pseudo „praktyczny-życiowy-zdroworozsądkowy” wpis ? Żeby obniżyć mandaty czy podnieść limity prędkości czy co ? Udowadniasz coś o czym każdy wie – jadąc jakąś drogą z średnią prędkością „x” pojedziesz dłużej niż jadąc ze średnią prędkością „x+20” Może w takim razie kierując się Twoją logiką zamiast budować nowe drogi wystarczy na starych znieść limity prędkości albo zlikwidować mandaty

      • Znieść nadmiar niepotrzebnych ograniczeń prędkości, które nie służą bezpieczeństwu tylko mandatom. Same podniesienie mandatów nie rozwiązuje problemu infrastruktury. Jest niczym plaster na ropiejącą rane. 3x wyższy mandat ma na celu zysk.

        • Cepom sie nie da wytłumaczy, szkoda nerwów i czasu. Władza wie najlepiej co dla obywatela najlepsze, po co zadawać pytania, po co mieć swoje zdanie jak Pisiory tuski i Schetyny myślą za nas

    • Sorry ale Twoje czasy nie trzymają się kupy. Te 140km w ponad 4h to chyba traktorem musiałeś jechać bo to daje średnia prędkość 35km/h – tyle się ma jadąc przez miasto. Na takim odcinku, różnica w czasie dojazdu między zapi3r|)@/@niem a przepisową jazdą nie przekroczy 10 maks 15 min a finalny czas dojazdu bardziej będzie zależał od aktualnego natężenia ruchu.

    • A ja stałem w kolejce do kasy w Biedronce 5 min. Mogłem się na chama przepchnąć, a jak ktoś by nie chciał przepuścić do dać mu w mordę. Byłbym przy kasie po minucie.

      Dokładnie tu jest problem, to że właśnie tacy kierowcy jak p. Wojciech uważają łamanie przepisów za standard, a jazdę zgodnie z nimi za utrudnienie.

      Tak, trzeba przyjąć, że przejechanie tej trasy zajmuje 4h. A nie 1,5. I tak planować podróż.

      Skoro przepisowo zajmuje 4h, a „zwykle” 1,5h, to znaczy, że p. Wojciech jeździ średnio ponad dwa razy szybciej niż pozwalają przepisy. I uznaje to za standard. Gratuluję!

      • Miejmy nadzieję ze szybko rozwali się na drzewie byle tylko sam. Tym bardziej ze tą różnicę sam sobie wymyślił matematycznie się nie zgadza.

  2. Ok jeśli tylko zrówna się mandaty dla rowerzystów i pieszych oraz nie wprowadzi zasady świętej krowy terrorystki wobec pieszych (bezwzględnego pierwszeństwa). Mandaty dla tzw niechronionych uczestników ruchu są skandalicznie niskie – więcej wrzuca się do puszki na kwestach niż maksymalne mandaty dla nich.

    • Jaki odsetek rowerzystów i pieszych przekracza dopuszczalna prędkość? Poza tym… Mandaty dla wszystkich uczestników ruchu są takie same.

    • Niechronieni uczestnicy ruchu łamiąc przepisy stwarzają zagrożenie głównie dla siebie samych, natomiast kierowcy łamiący przepisy stwarzają zagrożenie głównie dla innych.
      Ot, taka drobna różnica.

  3. Nie dwu- a co najmniej dziesięciokrotnie za mało. W Europie zachodniej (np. Francji) mandaty są bardzo wysokie i wszyscy jeżdżą przepisowo. W Skandynawii tak samo. Proponuję ok. 10000 zł mandatu nawet za niewielkie przekroczenie dopuszczalnej prędkości. Inna sprawa, że gdzieniegdzie znaki faktycznie są ustawione bez sensu i ograniczenie prędkości powinno być uzależnione od samochodu (w skrócie: stary gruz z kiepskimi hamulcami jedzie wolno, dobry, nowy samochód – szybko). Ludzie nauczą się się jeździć 45 zamiast 55 tam, gdzie można jechać 50 :)

  4. Mam wrażenie że osoby które się tu wypowiadają, włącznie z autorem albo jeżdżą tramwajem, albo sztruclami, którymi i tak strach przekroczyć 50 km/h, względnie mają refleks starego żółwia i inaczej odbierają poczucie prędkości. Dziękuje

    • Dura lex, sed lex. Polskie drogi są w czołówce pod względem liczby ofiar śmiertelnych wypadków. Jeżeli nie potrafisz tego zrozumieć, to nie powinieneś swojego gruza na drogę wytaczać, o ile w ogóle masz prawo jazdy.

    • Ależ tu nie chodzi o to, jak kto odbiera poczucie prędkości.

      Rzecz w tym, że na przykład pieszy uderzony przez samochód jadący z prędkością 40 km/h ma około 80% szans na wyjście z tego bez poważniejszego uszczerbku na zdrowiu, natomiast przy prędkości 60 km/h ta szansa spada do około 20%.

      I nie ma przy tym żadnego znaczenia jak kierowca odbiera poczucie prędkości.

      • Pieszy nie powinien znajdować się na drodze w miejscu do tego nie wyznaczonym.

        I z tego co pamietam to również powinien zachować ostrożność przy wchodzeniu na przejście – a wchodzą dzisiaj w ogóle nie patrząc na to co się dzieje na drodze, często nadal pisząc lub czytając coś w telefonie.

        • Ale czy ja napisałem, że powinien?

          Bez względu na to, czy chodzi o najechanie na pieszego – w miejscu wyznaczonym czy nie – czy też o kolizję z innym pojazdem – konsekwencje będą tym tragiczniejsze im większa prędkość.

          Z pieszym to był po prostu przykład.

          I tak czy inaczej nie ma tu nic do rzeczy jak kto odbiera poczucie prędkości.

  5. oby nigdy fotoradary nie wróciły do SM. Regularnie wystawiali w miejscu gdzie nie było żadnego zagrożenia. Pisze o DTŚ na wysokości Świętochłowic. Jakoś po zabraniu im tych uprawnień nadal w tym miejscu nie dochodzi do kolizji.

  6. Wysokość polskich mandatów budzi uśmiech politowania nie tylko wśród kierowców z bogatego zachodu czy północy Europy ale nawet z bliskich nam dochodowo i cenowo Czech, Słowacji czy Węgier

  7. Mogli by przy okazji popracować nad oznakowaniami prędkości bo nijak się mają do rzeczywistości. Dlaczego na trasie przelotowej gdzie są 3-4 domy dają oznakowanie teren zabudowany i ograniczenie do 50km/h? Bezsens.

      • Nie wiem czego się teraz uczy dzieci, ale jak ja byłem mały, to mnie uczono, żeby uważać, jak przechodzę przez jezdnię. Czyżby to już wyszło z praktyki? Wydawałoby się, że na wsi, gdzie często nie ma wyznaczonych przejść dla pieszych, nauka taka winna być jeszcze bardziej oczywista.

        A praktyka co do ograniczeń prędkości przy kilku domach na krzyż jest wyjątkowo niejednolita. Są w Polsce takie miejsca, gdzie obecność kilku domów w odległości stu metrów od drogi wystarczyło, by oznakować „teren zabudowany”. I zasuwaj, kretynie, 50 po pustej drodze, na „terenie zabudowanym”, który tak naprawdę nie jest zabudowany.

        Są też takie miejsca, przy których rządek domów stoi przy samej szosie i żadnego oznakowania nie ma.

    • Tylko e mieszkańcy tych 3-4 domów chcą bezpiecznie włączyć się do ruchu a nie jakiś niewyżyty król szos będzie pędził na powiatówce niczym na autostradzie

      • Nie ma znaczenia ile „król szos” leci; i tak muszą poczekać by bezpiecznie włączyć się do ruchu. Absolutnie nie popieram zapierdalania nawet przelotówką. Jednak takich bezsensownych oznakowań (lub ich brak) jest mnóstwo. Dla przykładu inną drogą przejeżdżam przez okolicę w której przy drodze głównej jest 6 domów, przejście dla pieszych i wyjazd z drogi podporządkowanej i nie ma tam żadnego ograniczenia prędkości czy znaku „Teren zabudowany”.

  8. Prędkość to najmniejszy problem, chociaż najbardziej medialny i łatwy do egzekucji, w końcu wystarczy fotoradar czy „suszarka”. Dużo większym problemem są jednostki wyprzedzające na przejściach, wymuszające pierwszeństwo czy wyprzedzające na czołówkę.

    • Wymuszenie pierwszeństwa, wyprzedzanie na przejściu, wyprzedzanie na czołówkę – wszystko to skończy się tym gorzej, im większa będzie prędkość pojazdów.
      Niższa prędkość nie gwarantuje braku wypadków, ale pozwala minimalizować ich skutki.

      • Nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Prędkość to tylko objaw choroby, a nie przyczyna. Dużo prościej jest postawić fotoradar i ogłosić sukces, niż wysłać nieoznakowane radiowozy i eliminować debilizm. Przekraczanie prędkości wynika z debilizmu, więc trzeba walczyć z przyczyną. Przede wszystkim wysokość mandatów to jedno, ale inną sprawą jest wykrywalność wykroczeń, a ta jest dość niska. Obok gigantycznych i dotkliwych kar (np. 50 tysięcy za wyprzedzanie na przejściu i zezłomowanie pojazdu) należałoby zwiększyć wykrywalność. Odebranie prawa jazdy jest najwyraźniej nieskuteczne, bo nie ma możliwości komuś trwale odebrać możliwości prowadzenia pojazdów, amputacja dłoni i stóp jest raczej nieetyczna.

        • Oczywiście, że wykrywalność powinna być lepsza niż jest, ale wszystkiego na raz zrobić się nie da, a od czegoś trzeba przecież zacząć.

          Co nie zmienia faktu, że uważam, że to właśnie nadmierna prędkość – bez względu na to, czy traktujemy ją jako objaw czy przyczynę – powoduje, że konsekwencje wszelkich zdarzeń są dużo poważniejsze niż by mogły być, i dlatego jestem zdania, że nie jest źle zacząć właśnie od podnoszenia mandatów za przekraczanie prędkości.

          Co nie znaczy, że nie jestem za zwiększeniem wykrywalności i karania innych wykroczeń.

  9. Kolejny, obok żądania uczynienia z pieszego świętej krowy, która w ogóle za nic nie odpowiada i na własne bezpieczeństwo uważać już nie musi, idiotyczne postulaty zwolenników ograniczania ruchu drogowego, które nie wytrzymują konfrontacji z elementarnymi wymogami sprawiedliwości.

    Wykroczenia drogowe, w przeważającej części, typu: przekroczenie prędkości w granicach 10-20 powyżej limitu, są czynami po prostu zupełnie błahymi i powinny być karane stosownie o swojej błahości. Proporcjonalnie do znikomej wagi czynu sprawcy kary powinny być właśnie, jak o określił autor powyższego tekstu, lekką uciążliwością.

    Autor krytykując „mentalność polskich kierowców” zachowuje się, jakby sam nie miał z ruchem drogowym w Polsce kompletnie żadnej styczności. Nieuzasadnione ograniczenia prędkości czy głupio poustawiane znaki są u nas niestey czymś dość często spotykanym i nie należy się dziwić, że masa kierowców ich nie przestrzega.

    Podstawowym celem przepisów ruchu drogowego jest zapobieganie kolizjom między uczestnikami ruchu i rozstrzyganie pierwszeństwa, gdy do nich dojdzie. Gdy zatem żadnej kolizji nie ma, to i nie ma sensu kogoś karać za to, że jadąc po pustej drodze między polami przekroczył prędkość. Przepisy co prawda złamał, ale realnie żadnego zagrożenia nie stworzył.

    • Proponuje pozwiedzać trochę świat. Przepis może być najbardziej idiotyczny, a użytkownik drogi ma się do niego zastosować. Kara za podwojenie prędkości w zabudowanym powinna wynosić 5000zł, recydywa +30% itd.

      • To, że gdzieś na świecie funkcjonują jakieś głupie i niesprawiedliwe przepisy, to nie powód, żeby je kopiować do prawa polskiego.

        • W czym widzisz niesprawiedliwość?
          Mam do pracy 30km, głównie autostradą. To co widzę codziennie, jest bliższe Rosji niż krajów, które uważam za bardziej cywilizowane. Od wielu lat praktycznie nie ma policji, brak fotoradarów, brak pomiarów odcinkowych. Samochody są coraz mocniejsze, coraz bardziej korcą do wciśnięcia gazu. Na dzisiejsze czasy mam już chyba średniaka 170KM/385Nm i w większości przypadków jeżdżę zgodnie z przepisami, zapas przydaje się do sprawnego wyprzedzania. Jeżdżę w sumie szybko (limit autostradowy pasuje mi całkowicie), 25-35 minut i w pracy. Z wiekiem mam coraz więcej pokory i szacunku do swojego życia i innych. Widzę też coraz więcej idiotów z tempomatem zrobionym z cegły.
          Nie ma niesprawiedliwości w respektowaniu przepisów. Jak któryś jest bezsensowny, można to zgłaszać do skutku. W urzędach też pracują ludzie i sensowne argumenty z czasem są brane pod uwagę. Argumenty bezpieczne, nie kierowcy „passerati”.

          • błahych? W niektórych krajach spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym przy przekroczeniu prędkości o 50 km/h skutkuje oskarżeniem o morderstwo.

          • Spowodowanie wypadku że skutkiem śmiertelnym nie jest żadnym „wykroczeniem”, więc proszę nie wypisywać bzdur.

  10. Mam rozumieć, że nadal niewiele się zmieni w kwestii mandatów? Nadal kierowca zapieprzający np. 150 km/h, wyprzedzający na podwójnej ciągłej plus skrzyżowanie i pasy dostanie mandat 1500 złotych? Ten limit to jest jakaś kpina. Zdradzę wszystkim świetny patent na nie otrzymywanie mandatów – jazda zgodnie z przepisami. Mam prawko od 1997 roku i raz dostałem mandat 100 złotych + 1 pkt karny (złe parkowanie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *