Cofamy się do PRL – politycy zdecydują, kto będzie zasiadał w Państwowej Komisji Wyborczej. I czy w ogóle będą to apolityczni sędziowie

Państwo dołącz do dyskusji (99) 25.10.2019
Cofamy się do PRL – politycy zdecydują, kto będzie zasiadał w Państwowej Komisji Wyborczej. I czy w ogóle będą to apolityczni sędziowie

Rafał Chabasiński

Nowe zasady powoływania członków PKW przewidują wprowadzenie do Państwowej Komisji Wyborczej osób powołanych przez polityków. Do tej pory zasiadali w niej sędziowie wskazywani przez trzy najważniejsze sądy w Polsce. Od teraz ciężar zostaje przesunięty w stronę Sejmu. Kandydaci nie będą też musieli być koniecznie sędziami.

Do tej pory w skład PKW wchodzili sędziowie trzech najważniejszych w Polsce sądów

Tegoroczne wybory parlamentarne już za nami. Pod warunkiem, że żaden z protestów wyborczych, których autorzy domagają się powtórzenia głosowania bądź unieważnienia wyborów, nie zostanie uwzględniony. Jednocześnie zmieniają się zasady powoływania członków Państwowej Komisji Wyborczej. W życie wchodzą bowiem przepisy kodeksu wyborczego uchwalone w 2017 r. Zmiany są bardzo daleko idące. Właściwie zmienia się cała dotychczasowa filozofia obsadzania tego organu. Niestety, najpewniej na gorsze.

Dotychczasowe zasady powoływania członków PKW były bardzo proste. Art. 157 §2 kodeksu wyborczego przewidywał, że w skład komisji będzie wchodzić po trzech sędziów wskazanych przez prezesów Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego. Co więcej, ich kadencja wynosiła 9 lat. Obsadzenie PKW sędziami bez udziału czynnika czysto politycznego miało zagwarantować nie tylko poprawne, ale również bezstronne i uczciwe przeprowadzenie wyborów. Trzeba przy tym przyznać, że obowiązujący system się sprawdzał. Pomijając może kilka czysto technicznych potknięć, w rodzaju słynnej „książeczki” z wyborów samorządowych z 2014 r.

Nowe zasady powoływania członków PKW to okazja do obsadzenia tego organu politykami

Zmiany w kodeksie wyborczym przyjęte w 2017 r. dotychczasowy stan rzeczy wywracają do góry nogami. Nowe zasady powoływania członków PKW przewidują raptem dwóch sędziów, wskazanych przez prezesów Trybunału Konstytucyjnego oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sąd Najwyższy swojego reprezentanta już mieć nie będzie. Pozostałe osoby wchodzące w skład komisji zostaną wybrane przez Sejm. Te muszą mieć jedynie uprawnienia do zajmowania stanowiska sędziego. Chyba, że mają co najmniej trzyletni staż w pracy prokuratora, adwokata, radcy prawnego lub notariusza. Kolejną możliwością są profesorowie bądź doktorzy habilitowani nauk prawnych pracujący na polskich uczelniach, bądź w Polskiej Akademii Nauk. Co ciekawe, kadencja sejmowych nominantów będzie sprzężona z kadencją Sejmu. Dwaj sędziowie obligatoryjnie wskazani do pracy w PKW wciąż zachowują dziewięcioletnią kadencję.

Łatwo się domyślić konsekwencji takich a nie innych zmian. O wiele większy wpływ na skład komisji będzie miał Sejm – a więc aktualnie rządząca większość parlamentarna. Warto pamiętać przy tym, że o ile sędziowie muszą być apolityczni, o tyle przed przedstawicielami innych zawodów prawniczych nikt takich wymagań nie stawia. To z kolei znacząco zwiększa ryzyko obsadzania komisji przez „swoich ludzi”. Zwłaszcza biorąc pod uwagę ciągotki praktycznie wszystkich kolejnych rządów do dokonywania tego typu zmian właściwie wszędzie, gdzie tylko mają ku temu możliwość. Tak zmienione zasady powoływania członków PKW podkopują tym samym legitymację kolejnego organu ważnego dla funkcjonowania w Polsce państwa prawa. Przedsmak tego, co może nas czekać w przyszłości mamy w końcu już teraz – gdy obydwie wiodące partie składają protesty wyborcze o dość wątpliwych podstawach. Czy jeśli nad przebiegiem wyborów będą czuwać osoby z politycznego nadania, przegranym w wyborach będzie łatwiej pogodzić się z porażką? Można śmiało w to powątpiewać.

Społeczeństwo nie ufa politykom, ma zresztą ku temu całkiem niezłe powody

Państwowa Komisja Wyborcza to nie tylko samo przeprowadzanie wyborów. Z punktu widzenia partii politycznych nie mniej istotne jest rozpatrywanie ich sprawozdań finansowych. Odrzucenie takowego przez PKW jest niezwykle bolesne dla partii. Może w końcu oznaczać utratę należnych jej środków z budżetu. Kiedy z kolei komisję obsadzą osoby z politycznego nadania, można sobie śmiało wyobrazić sytuację, w której mogą one przychylniej patrzeć na sprawozdanie partii, która załatwiła im stanowisko. Z drugiej strony, takie osoby mogą również wykazywać nadzwyczajną gorliwość w lustrowaniu sprawozdań politycznej konkurencji. Tak czy siak, pośrednio partie staną się w tym przypadku sędziami we własnej sprawie.

Dotychczasowe zasady powoływania członków PKW gwarantowały niezależność komisji, a tym samym właściwe przeprowadzanie wyborów. Zmiany w kodeksie wyborczym przybliżają nas bardziej do systemu obowiązującego przed 1991 r., a więc czasów Polski Ludowej. To właśnie wtedy nad poprawnym przebiegiem wyborów czuwały osoby wskazane w praktyce przez Partię. Podważenie zaufania do wyborów jako takich to chyba ostatnia rzecz, jakiej chcielibyśmy w państwie demokratycznym. Ktoś mógłby powiedzieć, że sama możliwość obsadzenia PKW „swoimi ludźmi” nie oznacza jeszcze, że rządzący z niej skorzystają. Hipotetycznie – nie. W praktyce jednak z furtki prawnej ktoś prędzej czy później skorzysta, jak uczy doświadczenie ostatnich paru lat. Warto przy tym pamiętać, że zaufanie do polityków jako takich jest naszym społeczeństwie stosunkowo niewielkie. Nie bez powodu.