Rodzice postawili fotoradar przed przejściem dla pieszych przy szkole. Najwolniejszy kierowca jechał… 63 km/h

Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (76) 30.09.2019
Rodzice postawili fotoradar przed przejściem dla pieszych przy szkole. Najwolniejszy kierowca jechał… 63 km/h

Paweł Mering

Rodzice przeprowadzili amatorski pomiar prędkości w okolicy przedszkola. Ustawili fotoradar, który monitorował prędkość każdego przejeżdżającego pojazdu. Zgadnijcie, ilu kierowców poruszało się zgodnie z prawem.

Amatorski pomiar prędkości

Wirtualna Polska informuje o ciekawej i szokującej w swoim wyniku akcji. Rodzice postawili fotoradar nieopodal przejścia dla pieszych przed przedszkolem w Chotomowie (woj. mazowieckie), co ujawniło przerażające fakty. Co ciekawe, urządzenie zostało zainstalowane przez rodziców, ponieważ władze publiczne nie zareagowały na ich prośby i wskazania, że zagrożone jest zdrowie i życie ich pociech.

Jak wskazuje w rozmowie z WP.pl Marcin Mizgalski, mieszkaniec Chotomowa i jeden z organizatorów akcji

120 dzieci oraz przedszkolanki, które codziennie przekraczają to przejście dla pieszych, ryzykują życiem. Nasze pomiary mają skłonić urzędników do przebudowy przejścia w taki sposób, aby utrudnić rajdy piratom drogowym. Od policji oczekujemy stanowczej reakcji

Właśnie, co wykazały pomiary wykonane prywatnym fotoradarem? Na początku zaznaczę, że w odcinku, na którym prowadzono amatorski pomiar prędkości, ograniczono prędkość do 40 km/h.

Każdy kierowca popełnił wykroczenie

Pomiary radaru ujawniły ponad 20 tysięcy wykroczeń (co nie znaczy, że udowodniły). Najszybszy kierowca samochodu osobowego jechał aż 128 km/h. Szokujący jest bardziej fakt, że najwolniejszy kierowca poruszał się z prędkością 62 km/h, czyli żaden z ponad 20 000 kierowców nie poruszał się z przepisową prędkością.

Tak naprawdę jedynie rowerzyści stosowali się do ograniczenia prędkości, co jest szczególnie szokujące.

Co ciekawe, fotoradar był certyfikowany i zamontowali go fachowcy. Niestety, nie robił żadnych zdjęć, ale mniej-więcej zliczył poszczególne typy samochodów, zapisując ich prędkość. Trochę metodą „na około” i drogą dedukcji i z pomocą zeznań świadków wytypowano ponoć niektórych notorycznych piratów drogowych. Są to kurierzy, miejscowy szambowóz, czy kobieta poruszająca się Range Roverem.

Ograniczenie prędkości jest idiotycznie usytuowane, więc go nie przestrzegam

Pomyślała nieraz znaczna większość polskich kierowców. Niestety, my — kierowcy — mamy wyjątkowo ambiwalentny stosunek do ograniczeń prędkości — i to bardzo źle. Kary za przekroczenie prędkości zostały ustalone dawno temu, a nie słychać, by istniały poważne plany ich podwyższenia — mimo że zarobki wzrosły diametralnie.

Poruszając się po polskich drogach, rzadko kiedy można spotkać kierowcę, który jedzie bez przerwy z przepisową prędkością. Większość zupełnie bezpodstawnie myśli, że skoro ograniczenie prędkości wynosi 50 km/h, to można poruszać się do 65 km/h, żeby nie było mandatu, bo przekroczenie prędkości poniżej 10 km/h to nie jest wykroczenie, a i prędkościomierz z pewnością zaniża. Jest to nieprawda, bo taryfikator mandatów przewiduje możliwość ukarania za przekroczenie prędkości od 6 do 10 km/h.

Niestosowanie się do ograniczeń prędkości co do zasady zawsze jest bezprawne. Kierowca ma obowiązek stosować się do znaków drogowych, a nie samodzielnie relatywizować swoje zachowanie, wskazując na rzekomą nieracjonalność ustawodawcy, na przykład z tytułu ustanowienia terenu zabudowanego na obszarze, na którym nie ma nic oprócz pól uprawnych po obu stronach jezdni.

76 odpowiedzi na “Rodzice postawili fotoradar przed przejściem dla pieszych przy szkole. Najwolniejszy kierowca jechał… 63 km/h”

    • Co ciekawe zdolność logicznego myślenia im wraca natychmiast gdy wjadą do państw w których kary są znacznie wyższe.
      Słowacja jeszcze niedawno miała takie same problemy jak my, podniesiono znacznie wysokość mandatów zwiększono ilość fotoradarów i nagle ludzie nauczyli się jeździć zgodnie z przepisami.

      • Tyle że u nas raczej wysokość mandatów jest najmniejszym problemem – większą trudnością jest ich egzekwowanie. Co z tego że zmienimy mechanizm na mandat liczony jako % dochodu skoro dowiadujemy się potem z artykułów że np. połowa mandatów z odcinkowego pomiaru się przedawniła bo służby nie są w stanie się wyrobić z wezwaniami? Problemem w tym wypadku jest brak przeświadczenia o nieuchronności kary a nie kwestia wysokości mandatu.

        • Problemem niestety jest zarówno wielkość jak i egzekwowanie. Fotoradarów jak na lekarstwo. Pamiętam jak parę lat temu lud piął z zachwytu że straż miejska i gminy nie będą już mogły stawiać fotoradarów. Odnośnie wysokości ta też jest problemem bo 200 zł czy 500 nie jest jakimś strasznym wydatkiem nawet dla kogoś zarabiającego minimalna zwłaszcza że rozbije sobie na raty po 20 zł a po paru mies mu unieważnią.

  1. Jak to wygląda prawnie? Czy każdy może kupić i postawić przy drodze(np. gminnej) fotoradar? Co dalej? Czy te wyniki mogą posłużyć policji jako podstawa do wystawienia mandatu?

    • ten fotoradar nie rejestrował niczego poza faktem iż jakiś pojazd jechał z daną prędkością – nie robił zdjęć. Efektem jego pracy jest tylko informacja statystyczna.

    • Gdzieś dzisiaj czytałem, że to jest nielegalne i podlega karze grzywny/utraty wolności. Jak tylko znajdę źródło to podlinkuję.

  2. I znowu musi jakieś dziecko zginąć żeby gmina ruszyła dupę i zapewniła bezpieczeństwo dzieciom. Oto pisowska Polska właśnie.

      • Niestety to nie jest droga gminna i takowa gmina nic nie może majstrować przy drodze. Wynika to z resztą z artykułu w sprawie – wniosek o fotoradar do właściciela drogi już został złożony, planowany termin instalacji to druga połowa 2020 roku.
        Poza tym wójt gminy z całą pewnością i na szczęście nic z PiSem nie ma wspólnego.
        Próbując dokopać komuś warto nie ośmieszyć przypadkiem siebie.

        • Pamiętam gdy parę lat temu lud piął z zachwytu gdy straż miejska i gminy straciły możliwość lokowania fotoradarów. Przy okazji nie podałem nigdzie przynależności partyjnej wójta ani jej nie sugerowałem.

    • Wszędzie pisowską Polskę widzisz :D
      Wyobrażam sobie ciebie jako taką starą nauczycielkę, której każde dziecko podrzuca pinezki na fotel, zanim ta usiądzie, a w nagrodę za to dostajesz kilkadziesiąt złotych więcej od pensji minimalnej :D
      W każdym razie na pewno takie coś zgorzkniałego, na jakiś psychotropach, na które się już uodporniłeś i nie działają :D
      Jak blisko byłem?;d

  3. Ambiwalentny stosunek do ograniczeń prędkości wynika Z DOŚWIADCZENIA.
    Przypadek 1: W czasie remontu umieszczono ograniczenie uzasadnione remontem, ale po jego zakończeniu już go nie zdjęto, chociaż uprzedni jego brak nie powodował zagrożenia.
    Przypadek 2: W miejscu, gdzie od kilkudziesięciu lat jeździło się 50km/h, nagle postawili 30km/h bez żadnego widocznego powodu.
    Przypadek 3: Na pewnym odcinku w mieście podniesiono ograniczenie do 70km/h, ale jest ono odwołane po kilkuset metrach nie znakiem, lecz wąską, niewidoczną dróżką, o której wiedzą tylko miejscowi. Jednocześnie zmniejszenie prędkości jest faktycznie konieczne kolejne 300m dalej, a nie w miejscu tej dróżki.
    Dodatek:
    Niedawno czytałem relację z Norwegii, o której mówi się, że są niesamowicie wysokie mandaty (przypominam, że płace też) i wszyscy jeżdżą przepisowo. Autor relacji zauważył jednak, że tam jest to o wiele łatwiejsze. Ograniczenia są tam stawiane tak, gdzie są faktycznie potrzebne i obowiązują na bardzo długich odcinkach. U nas mamy co kilkaset metrów 50-70-30-50 – w wyniku czego kierowca się gubi i przestaje na nie reagować.
    Zamiast narzekać na kierowców, zajmijcie się jakością i sensownością oznakowania polskich dróg – nie tylko w temacie ograniczeń, bo z innymi też bywają problemy.
    Pozdrawiam.

    • Ta. Pewien Norweg opowiadał mi, że przekroczył prędkość o 8 km. Zamiast 40 jechał 48. I nagle bam. 2.500 albo 4.000 koron mandat – nie pamiętam dokładnie, ale coś z tych dwóch.

    • Ambiwalentny stosunek do ograniczeń wynika z tego, jak Polacy przestrzegają prawa- być może to spuścizna po latach komunizmu, być może wynika z uznaniowego respektowania prawa obecnie (także przez rządzących). Prawda jest taka, że prawo jest przez nas respektowane uznaniowo, szczególnie na zasadzie „wydaje mi się”, albo „moim zdaniem”. Częsty jest też motyw „Kali może, Kalemu nie można”.
      Twój wywód wraz z przypadkami jest tylko dowodem tego stanu rzeczy – brak podporządkowania się ograniczeniu, bo „moim zdaniem…”.

      • Nie przestrzeganie prawa wynika właśnie zt ego, ze obywatele nie mają zaufania do państwa, a państwo do obywateli. Już jakiś czas temu pisałem, ale mnie wyśmiano. A tymczasem po raz koleny potwierdza się przypadek, ze jest równa prosta droga, szeroka i nagle ograniczenie do 40. Nic jednak nie zrobiono zabezpieczyć pieszych. Chodni jest tylko z jednej strony, gdyż z tej strony są domy. A ludzie nie wiedzą, ze to takie ważne. Dlatego podejrzewam, ze nawet jak tam postawiliby 10 fotoradarów, to niewiele w bezpieczeństwie zmieni.

        • Taaa bo na prostej trzeba gnać 100. W normalnym kraju dla zabezpieczenia pieszych wystarcza to ograniczenie. U nas ograniczenie np do 70 na krajowe w miejscu skrzyżowania z drogą gminną traktowane jest przez kierowców jako zbrodnia bo przecież to taka ładna prosta prawie jak autostrada można gnac a że jest tam skrzyżowanie z drogą podrzędna to już nie interesuje ich.

          • Jeżeli masz długą, prostą, drogę, przy której nie ma żadnych zabudowań, tylko pola albo las z obu stron i nagle widzisz ni stąd ni zowąd ograniczenie do 40km/h (w polu/lesie) to co sobie myślisz? Najpierw – „OK, zwolnię, bo nie wiadomo co się dzieje”. Zwalniasz, droga nadal pusta, prosta, żadnego zagrożenia nie widać, ale ograniczenie nadal jest i nie widać znaku odwołującego. Tłuczesz się tą 40-tką 5km, żywej duży nie napotykasz. I co sobie myślisz? „O, dobrze, że było to ograniczenie, bo mogłoby się coś złego stać”? Czy raczej „Po kiego grzyba ten znak tam stoi? Co on ma wnosić? Czy on ma w ogóle rację bytu?”

          • Nie trzeba gnać, ale w miejscu gdzie trzeba zwolnić ludzie tego nie robią, bo uznają, ze państwo założyło ww znak ot tak, albo ktoś zapomniał znak sciagnąć. Nikt tego nie respektuje. A potem kiedy rzeczywiście znak musi stać bo warunki to wymuszają, to jest afera bo nikt przepisów nie respektuje. O tym właśnie piszę i widzę, ze nie jestem sam.

        • „A tymczasem po raz koleny potwierdza się przypadek, ze jest równa prosta droga, szeroka i nagle ograniczenie do 40. Nic jednak nie zrobiono zabezpieczyć pieszych.” Czy ty w ogóle widzisz co piszesz?

          • TAk. Jako kierowca, który jeździ intensywnie od 3 dekad i jeździłem zanim nawalono na drogach mnóstwo ograniczeń, zakazów, zwężono drogi główne, ponastawiano fotoradarów, widzę te różnice. I to dlaczego ludzie nie chcą przestrzegać przepisów. To się znika nie wzięło. Państwo latami pracowało na BRAK zaufania do tego jak stanowi prawo, jak ustawia znaki, czy sa one sensowne i logiczne. Ileż to razy słyszeliśmy np. od NIK, ze w Polsce jest ogromna znakologia . Administratorzy dróg chcą poprzez nawalenie znaków ograniczyć swoją odpowiedzialność w zakresie bezpieczeństwa. Co lepiej przebudować zakręt by dobrze go wyprofilować, skrzyżowanie by było widoczne czy postawić znak 40km/h i zwalić odpowiedzialność na kierowców? A potem płacz bo ludzie nie przestrzegają przepisów. I nie pisze tutaj o tym konkretnym przypadku, ponieważ przyglądałem się temu i.. tam nie było przedszkola. UG wybudował go jednak blisko drogi i zrobił przejście koło niego na glownej, choć go tam przez dekady nie było. Spójrz sobie na fotkę sprzed 207 roku na GM. Widać budynek przedszkola w trakcie budowy. Wtedy nawet nie było tam przejścia. I nagle wyrosło. Jeśli ono było tak ważne i istotne trzeba było to zrobić porządnie, ze światłami, sygnalizacją. Ale znów…Walnięto znak i administrator ręce ma czyste. A kierowcy muszą się dostosować bo muszą. I tyle.

      • Ten kraj stoi na korupcji, ustawionych przetargach, wyprzedawaniu i niszczeniu polskiego majątku i zgrywaniem głupa przed kamerami. Skąd idzie wzór do naśladowania? Chyba właśnie z góry. Więc nie ma się co dziwić, że tak jest. Tylko nie zaczynajcie mi mówić, że jestem za pisem albo po. Gardzę tak samo wszystkimi tymi bandami, bo tak naprawdę są takie same i tylko idiota tego nie widzi.

    • Akurat do tego, żeby w terenie zabudowanym jechać z prędkością 50km/h nie potrzeba żadnego znaku. Nawet jeżeli mamy przypadek z artykułu i kierowcy po prostu z jakiegoś powodu nie są w stanie zauważyć ograniczenia prędkości do 40km/h, to nic nie usprawiedliwia jechania w tamtym miejscu sześćdziesiątką. W większości przypadków kierowcy ignorują ograniczenia, ponieważ nie rozumieją powodów, dla których one są tam ustawione, albo uważają, że te powody są mało istotne (np. obecność szkoły)

  4. Zgadzam się z przedmówcami. Kultura zapanowałaby gdyby wprowadzono wyższe mandaty, ale ja opowiadałbym się nawet za mandatami % co do zarobków. Nie jestem zazdrosny – mam taką pozycję w społeczeństwie jaką sobie wypracowałem – ale drażnią mnie królowie drogi w swoich luksusowych autach, którzy mają wszystkich za nic. Proste pytanie. mandat za 500pln go ruszy, zaboli? A tak dostałby np 10% z 50.000. Przykładowo oczywiście.

    • Ja się nie zgadzam – w swoim wywodzie pominąłeś istotny punkt, jakim jest – zatrzymanie lub zarejestrowanie kogoś w trakcie łamania przepisów (zbyt mało służb i sprzętu na drogach) oraz nałożenie kary (wiesz że połowa mandatów z odcinkowych pomiarów prędkości za lata 2015-2017 się przedawniła?). Co po wysokich mandatach jak nie ma kto ich nakładać i kto egzekwować? Może uszczelnijmy w pierwszej kolejności to?

      • Tak slyszalem o tym. OK. Niemniej zaczalbym od podniesienia kar, a z uzyskanych funduszy finansowal rozwiniecie systemu gwarantujacego wieksza sciagalnosc mandatow.

        • Moim zdaniem to jest złe podejście, bo jeszcze bardziej podkopuje zaufanie do prawa. Co z tego, że jakieś wykroczenie jest zagrożone mandatem na ileśtam tysięcy złotych, skoro i tak tego nikt nie egzekwuje?
          W chwili obecnej dochodzimy już do sytuacji, że osoby nieprzestrzegające prawa nie dość, że nie są pociągane do odpowiedzialności, to jeszcze ci, którzy go przestrzegają stają się „ofiarami” przekroczeń tych pierwszych. Pierwszy przykład z brzegu: w mojej okolicy wprowadzono system dyscyplinowania kierowców: sygnalizacja połączona z fotoradarem, jak samochodów przekracza prędkość to zapala się czerwone światło. Skutek? Ci, którzy jadą szybko przejeżdżają na „późnym żółtym” albo i czerwonym (bo mają przepisy w głębokim poważaniu), a ci jadący prawidłowo za nimi stają na czerwonym. Do tego należy dodać złe wyregulowanie tych świateł: ograniczenie jest do 50km/h, a czerwone światło się zapala nawet, jak jedziesz niecałe 40. A czy któremuś z przekraczających prędkość coś się stało? Nie, bo fotoradar nie robi zdjęć. Nic dziwnego, że ludzie tracą zaufanie do prawa, które działa w taki sposób.

          • Chyba ze, po przeczytaniu twojego komentarza troszke zmienilem punkt widzenia, skupic sie – tak jak mowisz – na sciagalnosci i tutaj tez bylyby duze wplywy. Mozesz miec racje. Nawet mandat za 200 ale sciagniety robi swoje. Ok macie racje z tem egzekwowaniem.

  5. Trochę mi się nie chce wierzyć, że z 20 000 tysięcy kierowców, żaden nie dostosował się do norm prędkości. Jasne, że zdarzają się idioci ale większość kierowców nie czuje się pewnie za kółkiem, toteż nie zawsze przekracza prędkość, jedynie jak jedzie wężykiem jak coś.
    Może to nie zabrzmi poprawnie politycznie ale osobie, która koło szkoły/przedszkola, na drodze z zakazem przekraczania prędkości 40-50km/h, jedzie z prędkością te 120+km/h jak sprawdzili, to serio bez przesady uważam, że taka osoba zasługuje na strzała w ryj, uwaga – legalnie, przewidziane w kodeksie prawa.
    Jest szansa, że kogoś zabije na przejściu jadąc samochodem i jest szansa, że od strzała w ryj, pęknie jakiś fragment czaszki (odpowiednia osoba do strzała), wtedy ktoś może zasmakować własnego lekarstwa po prostu. Zazwyczaj morda będzie spuchnięta ale może coś pęknąć. Tak samo jak autem, zazwyczaj przejedzie ale może kogoś zabić. Moim zdaniem bardzo fair.

  6. Pomijając to, ze postawili fotoradar, ale.. Czy ktoś z Was wie gdzie jest Chotomów? Czy wiecie przy jakiej ulicy jest owe przedszkole? Owe przedszkole znajduje się wg Google Map na ulicy Kwiatowej. Zerknijcie sobie na mapę i zobaczcie jak wygląda owa ulica. Jeśli ktoś tam pojedzie szybciej niz 60 km/h to albo zginie rozwalając się na płotach pobliskich domów, albo wypadnie z drogi na wybojach.
    Podejrzewam, ze chodził o ulice Piusa XI, która jest główną droga dojazdową do Kwiatowej. Oczywiście jazda powyżej 50 km/h jest niezgodne z prawem, ale jeśli to główna ulica to albo powinno się tam założyć światła migające albo przejście z sygnalizacją.

  7. Piraci drogowi uprawniający swoje rajdy, nie bądź śmieszny bo piszesz jakby każdy celowo chciał naśladować Hołowczyca albo Kubicę. Przy szkole nie, ale w wielu innych miejscach te ograniczenia są głupie i stawiane tylko po to, żeby później za pomocą fotoradaru albo policji wyłudzać pieniądze od kierowców. Archaiczne stawki mandatów? Ograniczenia są tak samo archaiczne i niedostosowane do nowszych samochodów, więc bądź konsekwentny w tych oskarżeniach i powiedz całą prawdę. I nie wiem gdzie wzrosły te zarobki, skoro nadal g***o zarabiam, a inflacja szybko winduje ceny? Bo średnia w Polsce liczona z pensji złodziei i kolesiostwa w państwowych spółkach to jest żart, a nie podawanie realiów. W tym kraju nie da się mieć pasji w postaci samochodów, bo samo ubezpieczenie jest drogie i co śmieszne – zawsze obowiązkowe. Nawet jeśli samochód stoi w garażu przez cały rok, bo ktoś sobie przy nim dłubie tylko w wolnym czasie, to musi płacić głupie ubezpieczenie. To jest faszyzm i czyste złodziejstwo. Tylko nikt nie ma odwagi o tym powiedzieć, najłatwiej ciągle przedstawiać kierowców jako najgorszych przestępców. A o stanie dróg, na których nawet czołg by się popsuł to już nie mówię, bo to temat rzeka. Tu nie można mieć fajnego low ridera z niskim zaimwieszeniem, bo zaraz się rozbije na prostej drodze, i to nie z winy kierowcy. Może najpierw rządajmy zmiany takich patologii, zamiast ciągle się czepiać tego samego? Rowerzyści jadący przepisowo, dobre sobie. Może się nie znam, ale rowery zwykle nie jadą powyżej 40km/h. Za to zawsze jadą slalomem między chodnikiem i ulicą, jak im wygodniej, a później chamują ruch i narzekają na chamstwo samochodów.

    • Zły stan dróg? Sorry, ale nie ma obowiązku jeżdżenia samochodem. Można chodzić na piechotę. A jak ktoś nie potrafi się dostosować do przepisów ruchu drogowego, to po prostu nie powinien mieć prawa jazdy.

  8. Tak długo, jak w naszym kraju cwaniactwo i i warcholstwo będzie nazywane „zaradnością” to ten problem nie zniknie. Polscy kierowcy notorycznie łamią przepisy, mandaty są śmieszne i naprawdę trudno je dostać, bo patroli jest za mało. Nic się tu pewnie w ciągu najbliższych 100 lat nie zmieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *