Restauracja „Bar na Klinach” na swój fanpage wrzuca zdjęcia potraw z cudzych blogów. Reakcja na zwrócenie uwagi jeszcze gorsza

Technologie dołącz do dyskusji (60) 05.02.2018
Restauracja „Bar na Klinach” na swój fanpage wrzuca zdjęcia potraw z cudzych blogów. Reakcja na zwrócenie uwagi jeszcze gorsza

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Za każdym razem, kiedy wydaje się, że szczyt bezczelności nie może zostać osiągnięty, rodak przychodzi i mówi „sprawdzam”. Tak było z restauracją „Bar na Klinach”, która przywłaszcza sobie zdjęcia jedzenia robionego przez innych kucharzy oraz restauracje i publikuje je jako własne. Kiedy zwróci się im uwagę – jej pracownicy zaczynają bawić się w nieudolnych mistrzów ironii. 

Nie wiemy, czy restauracja „Bar na Klinach” ma tak niewiele do pokazania z własnego asortymentu, że sięga po cudzy. Możemy się tylko domyślić, że znaleźli sobie sposób na stworzenie marki, ale w internecie nic nie ginie. Kiedy jedna z blogerek kulinarnych – Kobieta Wszechjedząca – zwróciła im uwagę (gdyż użyli jej zdjęć, a potem opatrzyli nieudolną czcionką), powiedzieli, że powinna w takim razie wpisywać swoje przepisy do zeszytu.

Bo z bloga to każdy może wziąć, prawda? Przeprosili, jeśli „źle się poczuła”, życzyli, żeby tylko takie problemy miała w życiu. Jak sami dodali, śmieszą ich ludzie, którzy zamiast zajmować się kuchnią, biorą się za prawo (autorskie). Polecili, żeby podać ich do sądu, albo też skazać zaocznie na śmierć. Słowem: ktoś u nich zdecydowanie nie umie ani w PR, ani w prowadzenie strony. Całość tej uroczej konwersacji można przeczytać poniżej.

Po krótkiej i ostrej wymianie zdań restauracja usunęła zdjęcia tej konkretnej blogerki. Inne zachowała – w jednym z ich ostatnich postów widzimy na przykład zdjęcie rosołu. Śliczne, wręcz stockowe, a pochodzi ze strony Week Night Recipes. Zresztą, kto chce, może sobie sprawdzić sam – adres ich fanpage’a znajduje się tutaj.

Kradzież zdjęć

Rzecz jasna, taka bezczelność nie mogła zostać bez odzewu ze strony internautów. Nic by ich nie kosztowało, by najpierw zapytać autora o zgodę, a po otrzymaniu jej, wskazać na fanpage, kto jest autorem zdjęcia. Markę z pomocą blogerów można wyrobić szybko, a im większe mają zasięgi, popularność również rośnie. Skoro bardziej interesuje ich kuchnia (cudza), niż prawo, mogli nawet wejść na Bezprawnika i przeczytać ten artykuł:

Albo wpisać w google „czy mogę użyć czyjegoś zdjęcia bez jego zgody”. Wyszukiwarka jest niczym ten stary, buddyjski mnich pełen mądrości – zawsze odpowie na pytania pacholęcia dziwującego się światu. No, ale optymistycznie zakładamy, że komuś przychodzą do głowy takie rzeczy.

Wniosek jest taki, że jeśli „Bar na Klinach” gotuje równie wyśmienicie, co zna się na rozmawianiu z ludźmi, to pozostaje pogratulować. Nie sposób jednak nie zadać pytania: dlaczego nie wrzucają zdjęć własnych potraw? Czyżby nie było co pokazywać światu?

60 odpowiedzi na “Restauracja „Bar na Klinach” na swój fanpage wrzuca zdjęcia potraw z cudzych blogów. Reakcja na zwrócenie uwagi jeszcze gorsza”

  1. Bezczelni. Internauci powinni zrobić masowe minusowanie strony to by chociaż trochę się nauczyli. A z takimi komentarzami to do rynsztoka. Jestem w szoku, że taki ktoś zabiera się za biznes.

  2. Czego oczekujemy? Szacunku dla twórców? Może warto by rozpocząć jakąś akcje wspólnie z różnymi portalami, czy twórcami treści (blogi, rysunki). Ludzie w sieci maja problem z postrzeganiem czegoś takiego jak prawa autorskie. Ograniczają to pojęcie tylko do piractwa- ściaganie gier, filmów, muzyki. Wasze teksty kradnie Związek zawodowy policjantów, na zwrócenie uwagi mówią że to darmowa reklama, więc powinniście sie cieszyć. CDAction co tydzień w „Nadgodzinach” na swoje stronie wrzuca grafiki i memy z gier. Nigdy nie są podpisane, a ostatnio nawet wrzucają rysunki z obciętym podpisem, tłumaczą to „automatem”. W sieci popularne są strony na których można znaleźć „śmieszne obrazki” i kupić gadżety z nimi. Nie ma tu nawet mowy o tym że autorzy rysunków które są na tych stronach czy na gadżetach wiedzą o tym. Masa sklepów sprzedająca mangi i gadżety z nimi, w ofertach mają sprzedaż plakatów, koszulek itp z grafikami ukradzionymi z tumblr czy deviantart.

  3. Bo generalnie ludziom się wydaje, że zdjęcia fotografa nic nie kosztują i w zasadzie to tylko pstryk migawki, który przecież powinien być za darmo.

  4. „Słowem: ktoś u nich zdecydowanie nie umie ani w PR, ani w prowadzenie strony.” – to zdanie brzmi co najmniej dziwnie, tylko dla mnie?
    Tylko ja nie widzę odnośnika do „uroczej konwersacji”, o której mowa w tekście? Chętnie zobaczę najlepszy PR w kraju :)

  5. Heh, chcialbym zobaczyc czy nadal by tak cwaniakowali gdyby klienci masowo zaczeli wychodzic z restauracji bez uregulowania rachunku kwitujac to „nie mam czasu na zabawe w klienta, zycze milego dnia” … Ja na pewno nie zdjaldbym u takich cwaniakow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *